Harley obudził natrętny dźwięk budzika, który był nastawiony na godzinę szóstą rano. Dziewczyna wyłączyła urządzenie, przetarła oczy i westchnęła ciężko. Nie spała dobrze tej nocy. Rzadko kiedy się wysypiała.
Harley zwlekła się z łóżka i prawie nieprzytomna poszła do kuchni by zjeść śniadanie. Następnie udała się do łazienki, gdzie wykonała całą poranną toaletę wyłączając czesanie. Dziewczyna prawie nigdy nie czesała swoich włosów.
Kolejną rzeczą na jej mentalnej liście "Do zrobienia rano" było ubranie się. Harley zdecydowała się na założenie białego T - shirtu z nieskończonego arsenału bluzek tego koloru oraz czarnych, skórzanych spodni, nie zapominając o różańcu, który zawsze nosiła na szyi i kilku pierścionkach. Nie miała siły zadbać o makijaż, więc wyszła z mieszkania uprzednio narzucając na siebie skórzaną kurtkę i zakładając czarne trampki za kostkę. Po dłuższym spacerze dotarła do kawiarni, która była jej miejscem pracy. Harley nigdy nie jeździła komunikacją miejską, zdecydowanie wolała spacery.
Gdy dziewczyna weszła do budynku, w jej nozdrza uderzył przyjemny zapach mielonej kawy, który sprawiał, że jej humor od razu się polepszał. Automatycznie skierowała się w stronę kasy, przypinając plakietkę z imieniem do bluzki. Po roku pracy w tym miejscu udało jej się przekonać kierownika do zwolnienia pracowników z obowiązku noszenia uniformu, za co wszyscy byli jej dozgonnie wdzięczni.
W tym samym czasie, w którym Harley obsługiwała pierwszych klientów, Ashton przechadzał się po Sydney. Okulary przeciwsłoneczne opierające się na jego nosie skutecznie chroniły go od promieni słońca, tak bardzo drażniących, gdy cierpiało się przez kaca. Pomimo nieziemskiego bólu głowy, Ash zdecydował się na spacer po okolicy. On nie był z tych, którzy lubili siedzenie w miejscu.
Jego uwagę przykuła prywatna kawiarnia po drugiej stronie ulicy. Wyglądała na przytulny i idealny lokal na odpoczynek po całonocnej imprezie i pobudce w łóżku Caluma. Irwin wciąż nie wiedział, jakim cudem wylądował w nie swoim posłaniu. Chłopak ruszył w stronę wejścia do budynku, w którym znajdowała się owa kawiarnia bez dłuższego zastanowienia.
Dzwoneczek powieszony nad drzwiami zadzwonił cichutko, gdy kolejny klient wszedł do kawiarni. Wszystkie spojrzenia skierowały się w jego stronę, wyłączając wzrok Harley. Dziewczyna właśnie wycierała mokre kubki, które przed chwilą wyjęła ze zmywarki do naczyń i nie zamierzała się dekoncentrować nowym klientem. Pech chciał, że większość pracowników stanowiły dziewczyny, z których tylko jednej udało się zbliżyć wystarczająco do Harley, by nazwać ją swoją przyjaciółką. Tą osobą była Victoria Spacey, dla znajomych - Vee.
Vee prawie natychmiast po wejściu Ashtona do lokalu podbiegła do Harley i zaczęła gorączkowo szeptać.
- H, spójrz na tego chłopaka, który właśnie wszedł! Chryste, gdybym nie była z Calumem, to przysięgam, wzięłabym go jak dzika kuna w agreście. - nawet z reguły ponura Harley, lub H, jak to ją nazwała Victoria, uśmiechnęła się słysząc porównanie przyjaciółki
- Vee, wiesz przecież, że nie interesują mnie żadne relacje z płcią przeciwną, pamiętasz? Lubię być singlem. - melodyjny i ochrypły głos Harley rozniósł się po pomieszczeniu - dziewczyna nie zaprzątała sobie głowy szeptaniem
- Ciszej, jeszcze nas usłyszy! O patrz, za późno, idzie tutaj! Udawaj normalną chociaż na moment, dobrze? - po reprymendzie udzielonej przyjaciółce Victoria skierowała się w stronę Ashtona, który już stał przy kasie i, chcąc nie chcąc, słyszał całą rozmowę. Harley za to zaśmiała się pod nosem patrząc na poczynania przyjaciółki.
- Cześć, witamy w "Jetblack Espresso", co ci podać? - chłopak rzucił Vee uważne spojrzenie, a po chwili jego twarz rozświetlił uśmiech
- Victoria, tak? Dziewczyna Caluma? - Ashton z satysfakcją wskazał na plakietę przypiętą do bluzki dziewczyny. Vee zarumieniła się, zdając sobie sprawę z tego, że Irwin wszystko słyszał.
- Tak, o ile mówimy o tym samym Calumie.
- Tak, mówicie o tym samym Calumie. - Harley odezwała się z pewnością w głosie, co wywołało zdziwienie zarówno u Ashtona, jak i Veronici
- Skąd to wiesz, H? Nie mów mi, że znasz... - Vee urwała zdanie czekając, aż Irwin przedstawi swoje imię
- Ashtona. Nie znasz mnie, przed chwilą zobaczyłem cię pierwszy raz w życiu. - odpowiedział Ash zwracając się bezpośrednio do Harley
- Ty mnie tak, ale ja ciebie nie. Raz widziałam cię z Calumem i dwoma innymi chłopakami jak szliście przez miasto. - dziewczyna odpowiedziała wzruszając ramionami, jakby to wszystko było bez znaczenia - Znacie się czy nie, wszystko mi jedno. Zamawiasz coś? - H zapytała się Irwina obojętnym tonem jednocześnie spoglądając w stronę drzwi, na progu których właśnie ukazała się leciwa staruszka, którą Harley dobrze znała
- Czemu twoja przyjaciółka jest dla mnie niemiła? - Irwin zadał pytanie Vee, która popatrzyła się karcąco na brunetkę
- Może dlatego, że blokujesz kolejkę i zachowujesz się tak, jakby mnie tu nie było? Zamawiaj albo siadaj przy stoliku i nie marnuj mojego czasu. - Harley odpowiedziała najchłodniejszym tonem, jakim tylko umiała się posłużyć i zmierzyła Asha morderczym spojrzeniem. Przy czym biorąc pod uwagę nocne zajęcie Harley ta metafora okazywała się być bardzo trafną.
- Spokojnie, Królowo Lodu, już zamawiam. - Ashton odpowiedział niewzruszony
- Nie nazywaj mnie tak więcej. - H odpowiedziała patrząc swojemu chwilowemu przeciwnikowi prosto w oczy, a musicie wiedzieć, że kto jak kto, ale Harley Joyce Huffman naprawdę umiała zmrozić człowieka spojrzeniem. Irwin aż wzdrygnął się od wzroku dziewczyny. Wydawało mu się, że jej oczy są w stanie przewiercić go na wskroś gdyby tylko ich właścicielka tego chciała. W pokoju wytworzyło się takie napięcie, że Vee miała wrażenie, iż zaraz zaczną lecieć iskry, więc postanowiła działać.
- Ashton, wybacz, Harley ma dzisiaj kiepski dzień. Co zamawiasz? - mulatka zapytała spokojnie przyzwyczajona do ciężkiego charakteru przyjaciółki. Ashton natomiast potrząsnął głową powodując, że lekko przydługie już włosy musnęły jego twarz, po czym zwrócił się do Spacey.
- Białą mochę. - Vee przyjęła zamówienie i przekazała je Charliemu, który w kawiarni pełnił funkcję baristy. Irwin natomiast odszedł od kasy i usiadł przy stoliku, który stał tuż obok największego okna budynku okręcając głowę i wlepiając wzrok w ludzi za taflą szkła. Harley z kolei wróciła do swojego poprzedniego zajęcia, czyli wycierania mokrych naczyń.
Chwilę później zamówienie Ashtona było gotowe. Jako że do obowiązków H należało również wywoływanie zamówień do odebrania, donośnym głosem dała znać, że kawa chłopaka, któremu już udało się zniechęcić dziewczynę do swojej osoby jest gotowa. Jednak Irwin był zbyt pochłonięty swoimi obserwacjami ludzi na ulicy, nie usłyszał niczego. Zirytowana Harley przewróciła oczami, wzięła kubek w dłoń, wyszła zza lady i energicznym krokiem podeszła do miejsca, w którym siedział Ashton stawiając przed nim owy kubek.
- Nie jestem tu na twoje usługi, mógłbyś chociaż pofatygować się po własną kawę. - brunetka powiedziała oschle, jednak Ash nie zrobił sobie z tego prawie nic. Zamiast zareagować na poniekąd nieuprzejme zdanie dziewczyny wskazał palcem na mężczyznę po drugiej stronie ulicy. Harley popatrzyła na człowieka, którego wskazał jej klient. Facet miał pochyloną głowę, wygniecione ubrania i pustą butelkę po alkoholu w lewej ręce.
- Popatrz. Większość ludzi pomyślałaby, że to tylko bezdomny pijak, nie? - Ashton zaczął pewnym siebie głosem
- Problem w tym, że ludzie nie zwracają uwagi na szczegóły i za szybko wyciągają wnioski. - H odpowiedziała szybko. Gdy podchodziła do tego chłopaka czuła do niego wyłącznie niechęć, ale zaintrygował ją tym stwierdzeniem. Przełożyła ciężar ciała na prawą nogę i zaplotła ręce kładąc je na klatce piersiowej.
- No właśnie. Dlatego większość osób nie zauważy śladu po obrączce na lewej dłoni. - Ashton podsumował biorąc kubek do ręki i upijając łyk gorącego napoju. Harley natomiast patrzyła się na Asha ze zdziwieniem, zaskoczona, że zauważał takie szczegóły. Ona sama spostrzegła wspomniany ślad po obrączce, a w połączeniu z pustą butelką i ubraniami, co prawda wygniecionymi, ale nie aż tak, jak na bezdomnego przystało, dawało to jeden wniosek: mężczyznę porzuciła żona, najprawdopodobniej stało się to poprzedniego wieczora.
- Czymś jeszcze mnie zaskoczysz czy mogę już sobie iść? - Harley zapytała już nie tak nieprzyjemnym tonem. Ashton z denerwującego zarozumialca awansował na chłopaka, który ją intrygował, a to w jej oczach był naprawdę duży przeskok.
- Czemu jesteś dla mnie taka wredna? Dla Victorii jesteś miła, a ja przecież nic ci nie zrobiłem.
- Zdenerwowałeś mnie swoim nastawieniem. - dziewczyna odpowiedziała spokojnie wzruszając ramionami
- Tym, że podsłuchiwałem? Przepraszam, ale trudno było tego nie usłyszeć. - Irwin odparł uśmiechając się i ukazując swoje dołeczki
- Nie. Tym, że podszedłeś do kasy i zacząłeś z nami gadać blokując kolejkę. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale tuż po tobie weszła tutaj starsza pani, która musiała czekać dużo dłużej niż powinna tylko dlatego, że ty byłeś zajęty rozmową. - poprawiła go prychając przy tym z dezaprobatą. Ku uciesze H na twarzy chłopaka odmalował się wyraz zażenowania.
- Znasz ją? - zadał kolejne pytanie, ciekawy relacji nowo poznanej dziewczyny ze starszą panią
- Tak, przychodzi tu codziennie rano po ciastko dla swojego wnuczka. Mieszka piętro pode mną.
- Daleko mieszkasz?
- Trochę. Czemu to cię interesuje? - zapytała ostrożnie
- Zastanawia mnie, czemu starsza kobieta jedzie tak daleko tylko po ciastko. - Harley nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą powiedział Ashton. Dla niej ta kwestia była oczywista.
- No nie wiem, może jej wnuczek mieszka w tamtym domu? - spytała retorycznie wskazując dłonią na budynek stojący po drugiej stronie ulicy
- No tak, to ma sens. - Irwin przyznał jej rację i przejechał ręką po swojej twarzy - Przepraszam,
jestem trochę zmęczony.
- Ale z obrączką nie miałeś problemu. - H stwierdziła żartobliwie
- I ten wniosek wyczerpał mój limit logicznego myślenia na dzisiaj. - Ash zaśmiał się pod nosem spoglądając na twarz dziewczyny stojącej przed nim - Ty też nie spałaś dzisiaj za dobrze, prawda?
- Ja nigdy nie sypiam dobrze, mam insomnię. - H przyznała takim tonem, jakby to była najmniej znacząca rzecz w tym wszechświecie. Często używała insomnii jako usprawiedliwienia na cienie pod oczami.
- To ci współczuję. Życie bez snu to nie życie.
- Dzięki, mów mi więcej. - wtedy dzwonek wiszący nad drzwiami wydał z siebie kolejne już dźwięki tego dnia, co zmusiło Harley do powrotu za ladę. Ashton wyszedł niedługo potem, kierując się w stronę domu. Niechęć H do Irwina zelżała mimo początkowych starć. Wydawał jej się bezpośredni, a ona ceniła sobie tą cechę w ludziach. Jednak wciąż nie można było powiedzieć, że Harley polubiła Ashtona. On był jej raczej obojętny.
Rzeczą, której nie mogła przewidzieć było to, że już następnego dnia miała go ratować z opresji.
-
Insomnia = bezsenność, tak na wszelki wypadek
Iii pierwszy rozdział za nami. Piszcie, co sądzicie o pierwszym rozdziale ;) Na razie nudno, następny rozdział będzie trochę ciekawszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz