Był późny wieczór, Harley właśnie przechadzała się uliczkami Sydney. Lubiła wychodzić na zewnątrz kiedy było już ciemno, miasto zyskiwało wtedy niepowtarzalną atmosferę. Chłodny wiatr targał jej świeżo wysuszone włosy i wdzierał się pod kurtkę powodując dreszcze na skórze dziewczyny. Może i mieszkała w Australii, ale nawet tam istniało coś takiego jak chłodne wieczory. Właśnie taką pogodę Harley lubiła najbardziej. Gdy zimne podmuchy powietrza smagały jej twarz ona czuła, że żyje, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmiało.
W tym samym czasie po drugiej stronie ulicy Ashton próbował uwolnić się od swojej ex, która przylepiła się do niego jak rzep do psiego ogona. Mimo wielu dosadnych słów ta dziewczyna wciąż nie potrafiła zrozumieć, że Irwin ją rzucił. Była jedną z tych, z którymi się nie zrywało, to one zrywały znajomości.
Wracamy do Harley. Glany dziewczyny miarowo uderzały o chodnik, gdy ta szła przed siebie nawet nie patrząc. Dosłownie, miała przymknięte oczy. To był jej sposób na poprawienie umiejętności poruszania się nie polegając na wzroku, która bywała przydatna przy jej nocnym zajęciu.
Gdy przechodziła niedaleko parku usłyszała krzyki. Nie były one z rodzaju tych wołających o pomoc, raczej z tych kłócących się. Zaciekawiona H otworzyła oczy i spojrzała w kierunku, z którego dochodziły ją głosy. Jeden z nich wydał jej się znajomy, więc wiedziona przeczuciem zaczęła iść w stronę hałasu. Po niedługim czasie znalazła się na tyle blisko, że mogła zobaczyć twarze kłócących się ludzi. Okazało się, że posiadaczem tego znajomego głosu był nie kto inny a Ashton. Drugi głos należał do dosyć wysokiej dziewczyny o rudych włosach. H doskonale słyszała ich słowa.
- Pam, możesz mi w końcu dać spokój?! Zerwałem z tobą dwa tygodnie temu, nie pamiętasz?! - Ash zdecydowanie był na skraju cierpliwości. Stał tam i darł się na dziewczynę, która nie chciała mu odpuścić zaciskając dłonie w pięści.
- Ash, ze mną się nie zrywa, skarbie. Dopóki ja z tobą nie zerwę, jesteś do mnie przywiązany. - ruda odpowiedziała spokojnym głosem. To właśnie ta jej niewzruszona pewność siebie i niezachwiany niczym spokój sprawiały, że Irwin miał ochotę jej przywalić. Oczywiście tego nie zrobił, był zbyt dobrze wychowany na to, żeby uderzyć dziewczynę.
Wtedy do akcji wkroczyła Harley. Owszem, wciąż nie mogła powiedzieć, że lubi Irwina, ale miała serce. Podeszła do dwójki spokojnym krokiem z uśmiechem na ustach niemalże od razu przyklejając się do Ashtona. Zaskoczona Pam przyglądała się, jak nieznajoma brunetka pojawiła się prawie znikąd i w dodatku zaczęła przytulać się do chłopaka jakby byli parą.
- Ash, wszędzie cię szukałam! Byliśmy umówieni, pamiętasz? - Harley zapytała się Ashtona przesłodzonym głosem patrząc na niego maślanymi oczyma. Chłopak szybko podjął grę, którą zaczęła H.
- Wiem, słonko, ale moja ex mnie zatrzymała. - Ash odpowiedział prawie tak samo słodkim głosem. H oderwała wzrok od znajomego, który w tamtym momencie udawał jej chłopaka i spojrzała się na Pam z obrzydzeniem.
- Co ty tu robisz? Ashton cię rzucił, teraz jest ze mną! Idź sobie! - Harley wzdrygnęła się wewnętrznie na samą myśl o tym, że mogłaby być z Irwinem, ale te słowa były teraz potrzebne. Nie wychodziła ze swojej roli i wciąż udawała słodką idiotkę.
- Gdzieś ty ją sobie wytrzasnął? Zresztą wiesz co? Idę sobie. Jeszcze za mną zatęsknisz, a kiedy przybiegniesz uciekając od tej szkarady nie oczekuj, że przyjmę cię z powrotem. - Pam stwierdziła odwracając się na pięcie i odeszła próbując ponętnie kręcić biodrami, co chyba jej średnio wyszło, bo Harley mało co się nie udusiła ze śmiechu. W jej oczach Pam była żałosna. Gdy tylko brunetka zyskała pewność, że była dziewczyna Ashtona się nie odwróci, wyswobodziła się z jego uścisku i stanęła w bezpiecznej dla siebie odległości.
- Dzięki, nie musiałaś ratować mi skóry. - chłopak podziękował wzdychając z ulgą
- Nie ma za co. Wiesz, może nie wyglądam na taką, ale mam serce, - H zażartowała i także odwróciła się na pięcie. Odeszła kawałek dalej i zaczęła kierować się w stronę przeciwną do swojego domu gdy Ashton zrównał się z nią, wcisnął dłonie do kieszeni spodni i zaczął rozmowę.
- Co robisz na zewnątrz o dwudziestej pierwszej? - zapytał ewidentnie zaciekawiony
- W zasadzie to mogłabym ci zadać dokładnie to samo pytanie. - Harley odpowiedziała pozostawiając pytanie znajomego bez odpowiedzi
- Wracałem od Caluma, kiedy Pam mnie zaczepiła. Czasami mam wrażenie, że ta wariatka mnie śledzi. - Ash wyznał zmęczony zachowaniem swojej byłej. Miał nadzieję na to, że jeśli zdradzi powód swojego spaceru Harley zrobi to samo, ale Harley nie należała do przewidywalnych osób.
- Zerwałeś z nią, bo zdałeś sobie sprawę, że jest niepoprawnie zaborcza? - Huffman zadała pytanie w zasadzie znając już odpowiedź
- Tak, w zasadzie to tak. Jeszcze raz dzięki, może teraz się odczepi. - Irwin wyraził swoją cichą nadzieję jednocześnie przeczesując dłonią włosy
- Nie ma za co, ale nie sądzę, żeby dała ci spokój. - dziewczyna odpowiedziała spokojnie delektując się nagłym porywem wiatru, który właśnie zdmuchnął niesforny kosmyk z jej czoła
- Nie zimno ci? - Irwin spytał widząc zaróżowione policzki brunetki
- Nie. Lubię wiatr. - H spokojnie stwierdziła i kontynuowała spacer w ciszy, którą przerwał Ashton
po krótkim czasie. Za krótkim jak dla Harley. Oprócz wiatru lubiła też ciszę.
- Gdzie tak właściwie idziemy?
- Nie wiem. Po prostu przed siebie.
- Wiesz, to nie to, że nie lubię twojego towarzystwa czy coś, ale muszę już wracać do domu. - Ash powiedział drapiąc się dłonią po karku
- Masz psa do wyprowadzenia, prawda? - to pytanie sprawiło, że Irwina na chwilę zatkało, jednak szybko odzyskał rezon
- Tak, skąd wiedziałaś?
- Masz psie kłaki na nogawkach spodni. - dziewczyna odpowiedziała takim tonem, jakby to było oczywiste
- Och, no tak. To ja idę do siebie. Do zobaczenia, Harley! - Ashton odbił w boczną uliczkę machając do Harley. Ta odpowiedziała mu tylko krótkim machnięciem ręką.
Harley kontynuowała swoją nocną wyprawę aż do pierwszej w nocy. Nie była śpiąca, a ewentualni gwałciciele i złodzieje nie stanowili dla niej zagrożenia. Gdy była już w mieszkaniu gotowa do położenia się do łóżka, jej komórka wściekle się rozdzwoniła. H szybko odebrała połączenie i przyłożyła telefon do ucha.
- Słucham?
- Malefactum*, mam dla ciebie zlecenie. - znajomy głos odezwał się w słuchawce. Musicie wiedzieć, że jeśli ktoś zwracał się do Harley Huffman pseudonimem Malefactum, to na pewno miał dla niej jakieś zlecenie. Tym razem dzwonił jej przyjaciel, którego zwykła nazywać weryfikatorem. Potencjalni klienci dzwonili do niego, on sprawdzał, czy cel miał na sumieniu jakąś zbrodnię, a gdy wynik krótkiego dochodzenia był pozytywny, weryfikator dzwonił do Harley z imieniem, nazwiskiem, adresem zamieszkania i przyzwyczajeniami celu. Oczywiście informował ją też o tym, za co jej cel ma zginąć nie podając przy tym powodu nadmienionego przez klienta. Harley nigdy nie poznawała nazwisk osób, dla których wykonywała brudną robotę. Nie chciała tego wiedzieć.
Chyba nie myśleliście, że taka osoba jak Harley działała sama?
- Dajesz, Bay. - H zawsze zwracała się do niego po nazwisku, albowiem Calix Bay nie posiadał pseudonimu
- William Heard, zamieszkały przy 2 Phillip Street. Wiesz, gdzie to jest, prawda? To ten...
- Duży wieżowiec przy Operze, wiem. Dalej.
- Potrzebne ci numer mieszkania i piętro? - Calix zawsze pytał o takie rzeczy
- Nie, poradzę sobie. Podaj mi tylko gdzie chodzi wieczorami i za dnia.
- Jasne. W dzień pracuje w Four Seasons Hotel, niedaleko jego mieszkania. Chyba jest tam portierem. W nocy bardzo często szlaja się po klubach w okolicy, jak nie, to idzie pod Operę. Nie wchodzi do środka, tylko siedzi na schodkach.
- Dzięki. Jeszcze mi tylko powiedz ile ma lat. - H nie zapisywała niczego, miała doskonałą pamięć
- Dwadzieścia sześć. Nadaje się na cel, około dwóch lat temu zgwałcił Alice Den, ale nie został skazany. Miał za dobrego adwokata.
- Okej. Dzielimy się po połowie, jak zawsze? - zazwyczaj Harley i Calix ustalali podział na nowo mimo tego, że w zasadzie to ta kwestia pozostawała niezmienna.
- Jak zawsze. Zadzwoń, jak tylko skończysz robotę. - Bay zawsze przypominał o tym Harley, która i tak pamiętała
- Wiem przecież. Do zobaczenia, Bay. - nie czekając na pożegnanie ze strony długoletniego przyjaciela H rozłączyła się, po czym odłożyła telefon na stolik i opadła na łóżko, które wydało z siebie nieludzko głośnie skrzypnięcie.
Tej nocy Harley długo nie mogła zasnąć. Męczyły ją wspomnienia z lat, które najchętniej wyrzuciłaby z pamięci, ale nie mogła tego zrobić. Wiecie dlaczego? Bo dla niej zapomnienie równało się z utratą części siebie. Części, która ukształtowała się właśnie przez te wydarzenia, które teraz prześladowały ją w snach.
-
* Malefactum - z łaciny, znaczenie: zły czyn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz