niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 6

Harley nie czuła się najlepiej tamtego dnia, ale mimo wszystko pomaszerowała do pracy i stanęła za ladą. Jej urlop dopiero co się skończył, więc nie chciała prosić szefa o kolejny dzień wolnego. Poza tym wiedziała, że niedługo wszystko jej przejdzie, złe samopoczucie było spowodowane okresem, który postanowił przyjść akurat wtedy.

Harley już po trzech godzinach pracy miała serdecznie dosyć. Jedynymi rzeczami, o jakich marzyła, były ciepły koc, kubełek lodów pistacjowych i dobry film, którego jeszcze nie oglądała. Niestety musiała jeszcze trochę poczekać z realizacją swoich tymczasowych marzeń.

Victoria zorientowała się, że H nie jest w nastroju już po jej pierwszych słowach, więc po prostu starała się zbytnio nie denerwować przyjaciółki.

Co innego Ashton, który w momencie przekraczania progu kawiarni nie miał pojęcia o złym humorze znajomej.

Gdy tylko chłopak wszedł do lokalu, Harley westchnęła cicho pod nosem. Tamtego dnia nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę z Irwinem. Tamtego dnia Harley nie miała ochoty na rozmowę z nikim, a z Ashtonem szczególnie. Zmieniła do niego nastawienie po incydencie z piosenką na urodzinach Vee, nie rozmawiała z nim od wtedy. Nie chciała, żeby ktoś dopytywał o jej przeszłość. Wolała tego nie rozpamiętywać i iść na przód. Wspomnienia pojawiały się tylko wtedy, kiedy w jej otoczeniu znajdowało się coś związanego z rodziną lub gdy zaczynała wątpić w swoje nocne zajęcie.
Poza tym wolała, żeby ten chłopak nie zbliżył się do niej za bardzo. Owszem, lubiła go, ale nie w tym leżał problem. Kłopot polegał na tym, że jeśli Ash zbliżyłby się do Huffman, prędzej czy później odkryłby jej sekrety, a tego H pragnęła uniknąć najbardziej na tym opuszczonym przez Boga świecie. Nawet Calix, z którym znała się praktycznie od dzieciństwa, nie znał wszystkich jej tajemnic. Gdyby je poznał już nie mogłaby ich nazywać tajemnicami.

Ashton już od dłuższego (czytaj: dwa dni) czasu zastanawiał się, dlaczego Harley się do niego nie odzywa. To znaczy nie oczekiwał od niej, że zadzwoni do niego sama z siebie, ale nawet kiedy to on dzwonił, dziewczyna odrzucała połączenia.

Dlatego też Irwin postanowił się przejść do Jetblack Espresso. Jego ciekawość nie dawała mu spokoju i musiał się dowiedzieć, dlaczego Huffman zaczęła go ignorować. Podejrzewał, że to przez ten incydent na imprezie, ale nie miał pewności, a uzyskanie potwierdzenia stanowiło wystarczający powód do spaceru.

Ale wróćmy do momentu, w którym Ashton wszedł do lokalu.

Irwin od razu skierował się w stronę stolika przy oknie, dokładnie tego samego, przy którym usiadł za pierwszym razem. Huffman westchnęła pod nosem, ale podeszła do stolika i chłodnym tonem wygłosiła standardową formułkę.

- Witam w Jetblack Espresso, co panu podać? - dziewczyna wyrecytowała nawet nie patrząc na Asha

- Dobra, albo nie zauważyłaś, że to ja, albo coś ci się stało z głową. - Irwin jak zawsze spróbował rozluźnić sytuację żartem. Zaniepokoiło go nastawienie Harley.

- Nie chcę z tobą rozmawiać. Zamawiasz coś czy będziesz tutaj tak siedział? - H wciąż nie patrzyła na twarz znajomego utrzymując tak chłodny ton głosu, na jaki tylko mogła się zdobyć

- Zrobiłem coś nie tak?

- Ashton, kiedy mówię, że nie chcę z tobą rozmawiać, to oznacza, że nie mam ochoty się do ciebie odzywać. Ewentualnie mogę przyjąć twoje zamówienie. - dopiero w tamtym momencie Harley spojrzała na Ashtona. Jej szare oczy nie wyrażały niczego poza zirytowaniem.

- Ale czemu?

- Jeśli myślisz, że ci powiem, to się mylisz.

- To przez to, co się stało na imprezie, tak? - na słowa Irwina dziewczyna zmieniła nastawienie z obojętnego na wyraźnie wrogie. Przed wypowiedzeniem odpowiedzi odłożyła notatnik i długopis na blat stołu, po czym nachyliła się nad Ashem wspierając się na dłoniach opartych o oparcie nie zajętego przez nikogo krzesła. Chłopak nie spodziewał się takiej reakcji ze strony dziewczyny, więc szybko odchylił się do tyłu na tyle, na ile było to możliwe.

- Jeśli jeszcze raz wspomnisz ten 'incydent', to nie ręczę za siebie.

- Okej, spokojnie, chcę tylko wiedzieć, dlaczego mnie ignorujesz kiedy do ciebie dzwonię. - chłopak powiedział uspokajającym tonem jednocześnie unosząc dłonie do góry w geście okazania pokojowego nastawienia. W tamtym momencie poczuł się tak, jakby toczył wojnę z Huffman i wcale mu się to nie podobało. Miał ku temu dwa powody. Po pierwsze: Harley jawiła mu się jako dobra znajoma, która mogłaby z czasem stać się przyjaciółką. Po drugie: H ewidentnie wygrywała tę 'wojnę'.

- Czy ty jesteś głuchy? Mówiłam już, że nie chcę z tobą rozmawiać. - dziewczyna wyprostowała się odzyskując względne opanowanie - Może mi przejdzie, nie wiem, ale jak mi przejdzie, to dowiesz się jako pierwszy. A teraz, jeśli pan hrabia Irwin pozwoli, chciałabym się dowiedzieć, co zamawia. - ostatnie zdanie H wypowiedziała zgryźliwie, co zdenerwowało Ashtona

- Nic. Przyszedłem do ciebie, ale chyba sobie nie życzysz, żebym tutaj siedział, pani hrabino Huffman. - Irwin odpowiedział utrzymując ton Harley

- Wow, pan hrabia Irwin wreszcie zrozumiał. Tam są drzwi. - dziewczyna wskazała palcem wyjście z kawiarni jednocześnie tak mówiąc zdanie, jakby zakładała, że Ash nie byłby w stanie sam trafić do celu

- Dzięki, sam bym nie trafił.

- Wiem, dlatego ci je pokazałam. - dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby nie zauważyła sarkazmu w głosie Irwina. Ashton, wtedy już mocno zdenerwowany i zirytowany zachowaniem i nastawieniem Huffman tylko przeczesał włosy odgarniając pasma z czoła i wyszedł z Jetblack Espresso. Harley odprowadzała go wzrokiem, który spokojnie mógłby ciskać pioruny, gdyby tylko było to fizycznie możliwe. Kiedy chłopak wreszcie znalazł się poza lokalem, H wydała z siebie cichy jęk zirytowania, nerwowo poprawiła plakietkę przyczepioną do bluzki i wróciła za kasę. To był pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy to osoba wyprowadziła ją z równowagi. Harley nawet nie wiedziała, czemu zdenerwowała się aż tak bardzo, ale nie interesowało jej to. Stało się. Z resztą w razie czego mogła wszystko zrzucić na okres.
Gdy tylko Huffman wróciła na swoje miejsce, Victoria wzięła sprawy w swoje ręce.

- Co to miało być? - Spacey zapytała tonem pełnym wyrzutu

- Co?

- Zrobiłaś mu awanturę o to, że tak w zasadzie to się o ciebie martwił, idiotko! - Vee nie należała do dziewczyn, które hamują swoje emocje, dlatego bardzo szybko zaczęła krzyczeć. Miała szczęście, że akurat wtedy nie było żadnych klientów, a barista nauczył się nie wtrącać nosa w sprawy Harley już pierwszego dnia swojej pracy z nią.

- Nie martwił się, tylko był ciekawy dlaczego nie odbieram, a to różnica. - Huffman odpowiedziała niewzruszona wybuchem przyjaciółki

- Wszystko jedno, interesowało go to na tyle, że pofatygował się tutaj, żeby się dowiedzieć, a ty nie dość, że przywitałaś go jak nieznajomego, to jeszcze go prawie opierdoliłaś! Czy ty jesteś normalna?! 

- Victoria była bardzo zła na H za to, jak potraktowała Ashtona. Dla niej było to zupełnie nie do przyjęcia.

- Nie, a ty doskonale o tym wiesz. - Harley z kolei wciąż zdawała się nieporuszona kazaniem Vee

- Do kurwy, Harley, on się tylko chce z tobą zaprzyjaźnić, czemu jesteś dla niego taka chłodna?! - Spacey była bardzo empatyczną osobą, więc tym bardziej wkurzyło ją zachowanie przyjaciółki. Była w stanie sobie wyobrazić, jak musiał się czuć Ashton. Ponieważ empatia H była mocno ograniczona, Victoria często odgrywała rolę jej sumienia w odniesieniu do relacji międzyludzkich.

- Bo tak. - Huffman wiedziała, że Vee miała rację, ale zdawała sobie też sprawę z tego, że istniały mocne powody dla których potraktowała Ashtona tak, a nie inaczej. Nie mogła zdradzić swoich pobudek Victorii, wolała je zachować dla siebie.

- Bo tak?! Czy ty siebie słyszysz?!

- Doskonale.

- Ja pierdolę, Huffman, przecież on ci się nie chce dobrać do bielizny. - Spacey nie mogła wymyślić innego powodu, dla którego H nie chciała rozmawiać z Ashtonem. Przecież nie była przy przyjaciółce podczas całej imprezy, może zaszło coś, co nie powinno zajść?

Jeszcze zanim Victoria zdążyła zorientować się, jak bezsensowne pytanie zadała, było za późno. Przecież Ashton na pewno nie zrobiłby czegoś takiego, nawet po pijaku.

- Wiesz co, to chyba jednak ty jesteś nienormalna. - Huffman stwierdziła uśmiechając się pod nosem. Nie znała Irwina długo, ale wiedziała, że skoro Vee wpadła na pomysł, iż mogło mu chodzić tylko o to, to musiała mieć nie po kolei w głowie. Poza tym jeśli Irwin faktycznie chciałby tylko ją przelecieć, H szybko by się zorientowała, a wtedy Ash szybko znalazłby się na podłodze zwijając się z bólu.

Harley Joyce Huffman nie była delikatna względem facetów, których jedynym celem było wydymać nowo poznane dziewczyny.

- Masz za nim iść. - po krótkiej chwili milczenia Victoria wygłosiła swój rozkaz tonem nieznoszącym sprzeciwu

- Zwariowałaś chyba. - H stwierdziła takim tonem, jakby to było zupełnie oczywiste jednocześnie powracając do notowania czegoś na małej kartce papieru.

- Nie. Masz teraz stąd wyjść, pójść za nim, przeprosić go i zwalić wszystko na miesiączkę. Kurwa, Irwin to złoty chłopak, rozumiesz? - Spacey za wszelką cenę nie chciała, żeby Huffman zepsuła sobie jak na razie dobrze zapowiadającą się relację z Ashem. Miała co do niego przeczucie: wrażenie, że on byłby w stanie w jakiś sposób pomóc Harley nie chciało dać jej spokoju. Oczywiście nie mogła o tym powiedzieć przyjaciółce. Wiedziała, że powiedziałaby coś w rodzaju "Nie potrzebuję pomocy", ale Vee wiedziała lepiej. Harley udawała, że wszystko w porządku, ale żaden człowiek, u którego wszystko w porządku, nie odtrąca wszystkich od siebie jeszcze zanim ich pozna i nie unika aż tak wielu tematów jak Huffman.

- Ta, skąd niby wiesz? Poznałaś go dokładnie tego samego dnia, co ja. - H próbowała się wykręcić od przeproszenia Irwina jeszcze tego samego dnia wszystkimi argumentami, jakie miała pod ręką. Naprawdę nie chciała udawać, że jej przykro. Owszem, czuła się trochę głupio bo zdawała sobie sprawę z tego, iż potraktowała chłopaka trochę za ostro, ale naprawdę musiała trochę od niego odpocząć zanim mogłaby traktować go jak dawniej. Harley była specyficzną osobą i za każdym razem, kiedy ktoś poznawał choć ułamek jej wielu tajemnic, jak na przykład reakcję na konkretną piosenkę, musiała się od tej osoby odseparować na jakiś czas. Zawsze wracała, ale po prostu potrzebowała czasu sam na sam, głównie po to, by przyzwyczaić się do myśli, że ktoś wie trochę więcej.

- Bo Calum mi opowiadał ty pizdo! Jest dla ciebie miły, martwi się o ciebie, a ty zachowujesz się jak jebana Elsa z Krainy Lodu! Zrozum, możesz zyskać przyjaciela, który nigdy cię nie opuści, serio. Ashton to chyba najbardziej lojalny i godny zaufania człowiek, jakiego znam. - Victoria wypowiedziała to tak, jakby głosiła tajemnice wiary. Krótko mówiąc brzmiała przekonująco.

- Vee, nie pójdę za nim i koniec, rozumiesz? Potrzebuję przerwy od niego i tyle, jak mi przejdzie to wtedy go przeproszę. I nie truj mi nad głową, bo i tak tego nie zrobię. - Harley odpowiedziała spokojnie, acz stanowczo

- Jesteś denerwująca, wiesz? - Victoria wyrzuciła z siebie podpierając biodra

- Wiem, trudna w obyciu też jestem. - H zdawała się nieporuszona uwagą przyjaciółki, jej twarz przypominała maskę zastygłą na jednej emocji

- Tracisz w jego oczach.

- Wiesz, na daną chwilę mnie to średnio interesuje.

- Nie mogę z tobą, serio. Idę zapakować zmywarkę. - Spacey nie wytrzymała uporu Huffman, więc skierowała się w kierunku urządzenia jednocześnie mamrocząc pod nosem i prowadząc dialog z samą sobą na temat głupoty H.

Tyrada Vee nie zrobiła na samej Harley zbyt dużego wrażenia. Wiedziała o wszystkim, co wyartykułowała z siebie dziewczyna, nie trzeba jej było o tym mówić. Jednak to, co ze swoją wiedzą H miała zamiar zrobić to już zupełnie inna historia.

Miała swoje potrzeby i powody i zamierzała ich zmieniać pod naciskiem osób innych niż ona sama.
Poza tym miała ważniejsze rzeczy na głowie niż latanie za Irwinem i przepraszanie go. W jej planach leżało zrobienie tego, ale dopiero w momencie, który uzna za stosowny.

Tamtego dnia jej myśli zajmowała w przeważającej ilości sprawa mordercy jej rodziny.

Poprzedni wieczór spędziła na szukaniu jakiegokolwiek tropu, czegoś, co mogłoby ją naprowadzić na imię człowieka, który dopuścił się tej zbrodni tym samym rujnując jej życie. Jeszcze o tym nie wiecie, ale to wydarzenie pociągnęło za sobą pasmo innych zawirowań, które finalnie doprowadziły do tego, że Harley Huffman była jaka była - zamknięta na innych, zdeterminowana. Ale głównym skutkiem tego wszystkiego było podjęcie się przez nią pracy mordercy na zlecenie na jej własnych zasadach.

Ale o tym innym razem.

Tamtego dnia liczyło się tylko to, że poprzedniego wieczora natknęła się na coś, co potencjalnie mogło doprowadzić ją do człowieka, którego tak bardzo nienawidziła nawet go nie znając.

Bo tylu latach poszukiwań Harley Joyce Huffman wreszcie znalazła nić, która być może miała doprowadzić ją do kłębka.

-

Jestem z kolejnym rozdziałem. Trochę późno, ale jestem. Czekam na wasze opinie w komentarzach, do następnego aniołki xx