poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 4

Harley wstała później niż normalnie. Wreszcie mogła się wyspać bez zbędnych ceregieli, takich jak pójście do pracy. Tak, Harley Joyce Huffman wzięła zwolnienie. Nie dlatego, że była chora, co to to nie. Po prostu potrzebowała trochę odpoczynku. Był jeszcze jeden powód - przez ten tydzień wolnego Harley musiała zaplanować morderstwo, a potem wykonać robotę tak, by nie pozostawić po sobie śladów. Krótko mówiąc nie mogły paść na nią żadne podejrzenia, a i tak musiała zapewnić sobie alibi. I chyba już nawet miała pomysł, jak to zrobić.

Dwa dni upłynęły jej na planowaniu. Był to bardzo czasochłonny proces - dziewczyna nie dość, że musiała zapoznać się z okolicą, w której zazwyczaj kręcił się cel, to jeszcze musiała pozostać niezauważona przez owy cel. Dodatkową trudnością było sprawdzenie każdej możliwości rozwoju sytuacji. Musiała także przewidzieć wszystkie ruchy, jakie wykona policja.

W takich momentach dziękowała swojej zmarłej matce za to, że za życia pracowała w policji i chcąc, by jej najstarsze dziecko poszło w jej ślady już od dzieciństwa opowiadała Huffman o metodach pracy na posterunku.

Wreszcie trzeciego dnia urlopu H postanowiła działać. Pogoda nie dopisywała, ale Harley to nie przeszkadzało, lubiła burzę i deszcz. Rano zadzwoniła do Baya i poprosiła go, by poszedł z nią do klubu, do którego zwykła chodzić ofiara by chłopak mógł zapewnić jej alibi. Umówili się na dziewiątą wieczorem przed owym klubem.

Harley zdecydowała, że pomimo chęci zabawy i rozluźnienia, która ogarnęła ją właśnie tego wieczoru, nie mogła sobie pozwolić na chwilę relaksu. Musiała się skupić na czekającym na nią zadaniu.

Gdy już nadszedł czas na przygotowanie się, wyciągnęła z szafy klasyczną małą czarną, którą zazwyczaj zakładała wtedy, gdy według alibi znajdowała się na jakiejś imprezie. Spojrzała na sukienkę i uznawszy, że tym razem chce założyć coś innego, zdjęła z wieszaka niebieską sukienkę na ramiączka, która sięgała jej do połowy ud i uprzednio zdejmując z siebie to, co miała na sobie, założyła kreację na wieczór. Przejrzała się w pełnowymiarowym lustrze i uznając, że ujdzie w tłoku, skierowała się do łazienki by skorzystać z kosmetyków, których zwykle nie używała, co nie oznaczało, iż nie jest w stanie nałożyć na twarz porządnego makijażu.

Po dłuższym czasie spędzonym na 'nakładaniu tapety', Harley założyła czarne szpilki na nogi i biżuterię, z którą nigdy się nie rozstawała - różaniec oraz srebrny pierścionek w kształcie węża oplatającego jej palec. Gdy była już w pełni gotowa, narzuciła na siebie skórzaną kurtkę i wyszła z mieszkania zamykając je na klucz. Nie potrzebowała torebki. Telefon i pieniądze schowała do kieszeni kurtki, a nóż miała schowany pod sukienką w ten sposób, że nic nie było widać.

Dotarcie na umówione miejsca spotkania zajęło jej około piętnastu minut. Dziewczyna szła trzymając nad głową rozłożoną parasolkę by ochronić się przed deszczem. Krople wody miarowo bębniły o naprężony materiał doprowadzając H wydawanym dźwiękiem do szału. Gdy wreszcie mogła złożyć parasol wydała z siebie ciche westchnięcie. Krótko po niej pod klubem zjawił się Bay. Przyjaciele przytulili się na przywitanie. Huffman a i owszem, nie lubiła kontaktu fizycznego, ale tylko z nieznanymi jej osobami, a Calix był dla niej prawie jak brat. Spędzili większość życia we własnym towarzystwie.

- To jak to rozgrywamy? - Calix zajmował się tylko wyszukiwaniem informacji, to Harley była od
planowania

- Wchodzę z tobą do klubu, trochę zostaję udając znudzoną i wychodzę pod pretekstem zmęczenia. Ten facet powinien dzisiaj siedzieć pod Operą. - H mówiła o zabójstwie jakby prowadziła rozmowę o faktach naukowych: w jej głosie nie było żadnych emocji

- W taką pogodę?

- Zawsze tam chodzi kiedy pada.

- Czemu? - jedną z wielu cech Bay'a była nadmierna ciekawość. Harley o tym jeszcze nie wiedziała, ale tą cechę dzielił z Calixem Ashton.

- Nie wiem, po prostu poszperałam i się dowiedziałam. Nie potrzebuję wycieczki po jego psychice. - Huffman ucięła temat i weszła do klubu. Lokal nie był zbyt popularny, więc nie było kolejki, a w środku kręciło się zaledwie kilkanaście osób. Głośna muzyka dudniła z głośników, a dziewczyna czuła wibracje w klatce piersiowej. Harley lubiła głośną muzykę, w kłopotliwych momentach pomagała jej wszystko zagłuszyć.

Bay szybko do niej dołączył. Przyjaciele szybko zaczęli odgrywać swoje role. Calix udawał, że się świetnie bawi, podchodząc od czasu do czasu do H i pytając, czy na pewno wszystko dobrze. Wszystko oczywiście w ramach grania. Harley z kolei świetnie odgrywała rolę zanudzonej na śmierć znajomej, którą wyciągnięto na miasto na siłę. Po około pół godzinie Harley podeszła do Calixa i oznajmiła, że idzie do domu, bo jest zmęczona, a Bay oczywiście nie wychodził z roli tym samym robiąc Huffman awanturę, o to, że przecież próbuje spędzić z nią czas, a ona wychodzi. Po kilku minutach krzyków i wyzwisk na niby, H w końcu wyszła z lokalu i skierowała się w stronę opery. Nie wzięła parasola z powrotem udając, że zapomniała go wziąć w gniewie. Szła ulicą na bosaka, zdjęła buty z nóg, ponieważ zaczęły ją uwierać. Krople deszczu rozbijały się o jej twarz rozmazując makijaż.

Dotarcie do Opery trwało bardzo krótko. Na przeciwko najsłynniejszego budynku w Sydney znajdowało się kilka wieżowców, więc Harley użyła ich jako zasłony. Po prostu schowała się za rogiem jednego z nich obserwując wejście do Opery. Nie musiała długo czekać.

Ofiara pojawiła się około dwudziestej drugiej. Mężczyzna nadszedł z lewej strony Harley, czyli akurat z tej strony, z której dziewczyna była zasłonięta budynkiem. Już mokre włosy oklapły jej na czoło, więc była zmuszona do ciągłego odgarniania dłuższych kosmyków z oczu. Facet już wchodził po schodach, by na nich usiąść, a Huffman miała zamiar ruszyć w jego stronę, ale wtedy ofiara poślizgnęła się na śliskiej powierzchni, upadając na plecy i uderzając głową w marmurowe stopnie. H jeszcze przez chwilę pozostała w ukryciu. Czekała na jakiś ruch z jego strony. Dopiero gdy ujrzała czerwony, gęsty płyn cieknący po schodach ruszyła się z miejsca. Musiała coś zrobić, ponieważ byłoby to podejrzane, gdyby nie zadzwoniła po pogotowie, a mimo okropnej pogody po okolicy kręciło się paru ludzi. By zachować autentyczność Harley podbiegła do faceta, którego jeszcze przed chwilą miała zabić, ale szczęśliwy dla niej wypadek zmył z niej tą przykrą powinność. Uklękła przy nim i uniosła jego głowę do góry. Nawet nie będąc specjalistką była w stanie stwierdzić, że lekarze go już nie odratują. Wyciągnęła telefon z kieszeni kurtki, wybrała numer alarmowy i zadzwoniła.
Odebrała operatorka linii, a Huffman poprosiła o wezwanie karetki oraz podała wszystkie potrzebne informacje, modulując głosem tak, by brzmieć na przejętą i roztrzęsioną. Gdy kobieta po drugiej stronie słuchawki pozwoliła jej się rozłączyć, H skończyła połączenie, schowała komórkę z powrotem do kieszeni i usiadła na schodach. Owszem, były chłodne i mokre, ale średnio ją to interesowało. Najwyżej dostanie zapalenia pęcherza.

Deszcz nie przestawał padać. Krople wody toczyły się po twarzy dziewczyny i moczyły jej ubranie. Z makijażu nie pozostało już nic do rozmazania. H zdawała sobie sprawę z tego, że musi wyglądać tragicznie, ale jakoś się tym nie przejmowała. Deszcz zmywał gęstą krew ze schodów Opery, na co Huffman patrzyła z zainteresowaniem. Wystarczyło trochę wody, by wszelki ślad po wypadku zniknął. Nie martwiła się o ewentualne zarzuty morderstwa - na miejscu nie było jej odcisków poza tymi, które zostawiła unosząc głowę ofiary, ale przecież powie, dlaczego się tam znalazły.

Karetka przyjechała po dziesięciu minutach. Ratownicy zabrali mężczyznę do karetki, a Harley, która przekonująco udawała roztrzęsioną do granic możliwości dziewczynę, która zadzwoniła po pogotowie, okryli pomarańczowym kocem oraz podziękowali jej za telefon. Gdy tylko pojazd uprzywilejowany odjechał, Huffman zrzuciła z siebie koc, wzięła go do ręki, wstała ze schodków i ruszyła w drogę powrotną do domu. Po drodze wysłała sms-a do Calixa o tym, co zaszło oraz obietnicą spotkania się w niedługim czasie by opowiedzieć wszystko dokładniej.

Kiedy Huffman już zbliżała się do domu, ciszę panującą w uliczce przerwały pierwsze tony piosenki, którą miała ustawioną na dzwonek. Dziewczyna szybko wyciągnęła urządzenie i odebrała połączenie.

- Halo?

- Harley, potrzebuję przysługi. - w słuchawce rozległ się znajomy głos. Problem polegał na tym, że należał do Irwina, ale H nie przypominała sobie podawania mu swojego numeru.

- Skąd masz mój numer?

- Calum mi podał.

- Konfident. - dziewczyna westchnęła krótko - Dobra, czego chcesz?

- Mogę do ciebie wpaść? Ale tak na noc? - chłopak zapytał niepewnie, a Harley aż przystanęła z zaskoczenia

- Żarty sobie robisz?

- No właśnie nie bardzo. Kurwa, strasznie mi głupio, ale trochę nie mam wyjścia.

- Ugh, czemu dzwonisz do mnie? Caluma nie ma w domu? - Huffman wydała z siebie jęk złości, odgarniając mokre włosy z czoła oraz ponownie ruszając w stronę kamienicy

- Dzisiaj nocuje u Vee i chyba wolę nie wiedzieć, co mają zamiar robić. - ton Ashtona nie pozostawiał nic w strefie domysłów

- A reszta twoich przyjaciół? - H naprawdę nie uśmiechało się przenocowywać Ashtona. Jedyne, na co miała ochotę to ciepły prysznic, o ile będzie ciepła woda, i wieczór przed telewizorem z kubełkiem lodów.

- Luke i Michael gdzieś wychodzą na całą noc.

- Tak w ogóle to dlaczego nie możesz po prostu wrócić do domu? - Huffman już wchodziła do mieszkania rzucając szpilki na dywan w przedpokoju

- Nie każ mi tego mówić. - Ash zaczął błagać tonem przepełnionym zażenowaniem

- Mów.

- Wyszedłem z domu i zgubiłem klucze. - na te słowa Harley uśmiechnęła się pod nosem

- I co teraz zrobisz?

- Muszę czekać, aż siostra wróci z imprezy, ma drugi komplet kluczy. H, błagam, nie mam co ze sobą zrobić. - Harley pomyślała o tym, że sama nie chciałaby znaleźć się w takiej sytuacji w taką pogodę. Irwin wziął ją na litość.

- W porządku, możesz u mnie nocować. Gdzie jesteś? - w słuchawce na chwilę zapadła cisza

- Tak właściwie to prawie pod twoim mieszkaniem.

- Super. To przygotuj się na straszydło pod drzwiami. - Huffman miała głęboko w nosie to, że Ashton zobaczy ją wyglądającą jak siedem nieszczęść

- Nie może być tak źle.

- Przyjdź to się przekonasz. Cześć. - Harley rozłączyła się i poszła do swojego pokoju chociaż po to, żeby przebrać się w piżamę. Potem szybko schowała wszystko, co mogło świadczyć o jej nocnym zajęciu. Po kilku minutach od telefonu chłopaka po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. H poszła do przedpokoju i uprzednio patrząc przez wizjer otworzyła drzwi.

- Wchodź i nie oceniaj. Mam bałagan jak się patrzy. - stwierdziła i odsunęła się na bok, by wpuścić Irwina do środka, zamykając drzwi gdy ten już wszedł do mieszkania. Pokazała mu co gdzie się znajdowało i oświadczyła, że będzie spał u niej w pokoju i żeby nawet się nie kłócił, bo nic nie wskóra. H i tak czuła w kościach, że tej nocy raczej nie prześpi, więc nie było sensu, żeby gość cierpiał na średnio wygodnej kanapie. Gdy dziewczyna już miała iść do łazienki w celu doprowadzenia się do porządku, zatrzymał ją Ash.

- Czemu tak wyglądasz? - głos chłopaka zmusił ją do zatrzymania się na chwilę i udzielenia odpowiedzi

- Opowiem ci jak będę wyglądać bardziej jak człowiek. - Huffman odpowiedziała zdawkowo, po czym nareszcie mogła wziąć upragniony prysznic, który szczęśliwe okazał się ciepły. Harley umyła włosy, zmyła rozmazany makijaż oraz pozbyła się brudu z ciała przy pomocy żelu pod prysznic o zapachu gorzkiej czekolady z pomarańczą. Gdy już wyglądała bardziej jak człowiek wyszła z pomieszczenia i od razu wróciła do salonu, gdzie usiadła na kanapie w bezpiecznej odległości od Ashtona. Powinna odczuwać chociaż lekki dyskomfort siedząc w piżamie obok Irwina, którego praktycznie nie znała, ale nie przeszkadzało jej to. Nie miała się czego wstydzić. No, może poza tą ohydną blizną na prawej łydce i kilku siniakach na obu nogach.

Przez chwilę siedzieli w ciszy, ale w końcu Irwin podjął temat.

- No? Miałaś mi powiedzieć dlaczego tak wyglądałaś. - Ashton upomniał się o odpowiedź na wcześniej zadane pytanie. Harley odwróciła głowę w jego stronę, po czym usiadła na kanapie bokiem tak, by nie musieć co chwila okręcać głowy tym samym przyprawiając się o ból karku. Łokieć lewej ręki wsparła na oparciu mebla tak, by właśnie lewa ręka stanowiła oparcie dla głowy. Zaczęła podświadomie bawić się kosmykami z tyłu głowy, które opadały jej na kark. Zadbane paznokcie jej prawej dłoni niespokojnie drapały także prawe kolano.

- Wyszłam z przyjacielem do klubu i zapomniałam parasolki. - stwierdziła wzruszając ramionami. Reakcja Ashtona lekko ją zdziwiła, ponieważ chłopak zaśmiał się krótko.

- Co cię tak śmieszy?

- Cóż, wyglądałaś, jakbyś się szykowała do poważnej rozmowy. Uznałem to za dosyć zabawne. - Ashton wyznał uśmiechając się radośnie - Jakie jest twoje pełne imię?

- O nie, chyba nie zamierzasz grać ze mną w dziesięć pytań, prawda? - H zapytała już szykując się na nieciekawy wieczór

- Co? Nie, po prostu jestem ciekawy. - Irwin potrząsnął głową

- Harley Joyce Huffman. A twoje? - H nie pytała z ciekawości, kierowała nią czysta chęć zwracania się do niego po nazwisku

- Ashton Fletcher Irwin. - po odpowiedzi Asha nastała cisza, którą Harley nie była skrępowana, ale Ashton za to już tak

- To co robimy?

- Jak to 'co robimy'?

- No przecież nie będziemy nic nie robić cały wieczór. O której zazwyczaj kładziesz się spać?

- Kiedy uda mi się zasnąć, czemu cię to interesuje? - H zaczęła irytować dociekliwość nowego towarzysza

- Okej, to mamy nieograniczoną ilość czasu. Co robimy? Oglądamy film, gramy w jakieś gry? Masz może Cards Against Humanity?

- Żartujesz, tak? Zgadzając się na przenocowanie ciebie nie liczyłam na granie w gry planszowe.

- Podobno mnie lubisz. - Ash poczuł się zdezorientowany

- Tak, ale nie jestem osobą, z którą łatwo nawiązuje się kontakty towarzyskie, rozumiesz?

- Jakoś tego nie odczułem. To co, gramy w coś czy oglądamy filmy?

- Filmy i próbujesz być miły, ale ci nie wychodzi. Tam jest szafka z płytami, podejdź i wybierz sobie coś. - Huffman powiedziała wskazując dłonią na mebel stojący przy telewizorze. Irwin podszedł do wskazanej szafki, pogrzebał trochę i wybrał opakowanie z płytą. Czując się jak u siebie odpalił zarówno telewizor jak i odtwarzacz, po czym puścił film.

- Idę zrobić herbaty, ty siedź i oglądaj. Znam to na pamięć. - Harley stwierdziła, gdy tylko pojawiły się napisy początkowe. Wstała z kanapy i udała się do kuchni, by zrobić dokładnie to, co powiedziała, że zrobi.

Resztę nocy nasza dwójka spędziła na oglądaniu różnych filmów z kolekcji H. Ashton poszedł się położyć około trzeciej, ale Huffman siedziała na kanapie niewzruszona. Położyła się dopiero około piątej nad ranem, a i tak pomimo zmęczenia nie była w stanie zasnąć. Dziewczyna zaczęła poważnie myśleć nad wizytą u lekarza w celu wypisania leków na bezsenność, na którą przecież cierpiała, ale bała się lekarzy.

Gdy Harley wreszcie udało się zasnąć dochodziła siódma. Huffman spała naprawdę długo, przykryta grubym kocem. Nie wiedzieć czemu, ale było jej strasznie zimno, chociaż na zewnątrz było naprawdę ciepło. Kiedy Ash otrzymał sms-a od siostry, że może już wrócić do domu, co miało miejsce w okolicach jedenastej, postanowił nie budzić koleżanki, więc po prostu wyszedł z mieszkania najciszej jak potrafił. Oczywiście zostawił po sobie ślad - małą karteczkę zapisaną jego charakterem pisma traktującą o powodzie jego nieobecności.

Kiedy dziewczyna obudziła się wczesnym popołudniem i przeczytała wiadomość, delikatnie się uśmiechnęła. Pomyślała, że to całkiem miłe ze strony Irwina, iż postanowił ją powiadomić o wyjściu.

Polubiła go, ponieważ wtedy nie jawił jej się jako egocentryczny chłopak z kawiarni, który blokuje kolejkę i podsłuchuje pracownice.

Teraz jawił jej się jako ewentualny materiał na przyjaciela. I to dobrego przyjaciela.

-

Jestem z kolejnym rozdziałem :) Trochę czasu minęło, ale pochłonęły mnie inne sprawy, więc wiecie. Oczywiście zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach ;) Do następnego, aniołki :*

Rozdział 3

Ten dzień zapowiadał się nieciekawie dla Harley. Nie dość, że dziewczyna spała wyjątkowo źle tej nocy, to jeszcze miała podwójną zmianę w kawiarni. Z kolei na wieczór też miała swoje plany, więc szybsze położenie się spać nie wchodziło w rachubę.

Krótko mówiąc H padała na twarz ze zmęczenia, a czekał ją naprawdę długi dzień.

Rano dziewczyna ledwo zwlekła się z łóżka, a gdy już to zrobiła, niemalże od razu zapragnęła wrócić pod kołdrę. Marzenie ściętej głowy. Wyklinając pod nosem wszystko, na czym świat stoi Harley wyszykowała się do pracy i wyszła z mieszkania. Oczywiście jak zwykle do kawiarni doszła na piechotę.

Jak na złość akurat tamtego dnia w jej miejscu pracy musiał być niebywały ruch. H od dawna wiedziała, że ma pecha, ale nigdy nie podejrzewała go o taki zasięg. Przez ten tłok Huffman pomyliła zamówienia, chyba po raz pierwszy podczas pracy w tamtym miejscu, co tylko jeszcze bardziej zepsuło jej humor. O ile to było możliwe.

Ale jej dzień jeszcze nie do końca był stracony, tylko Harley o tym nie wiedziała. Musiała poczekać do naprawdę późnej nocy by się o tym przekonać.

Victorii nie było w pracy tamtego dnia, więc Huffman nie miała nawet z kim porozmawiać. Owszem, w kawiarni pracowało jeszcze kilkoro osób, ale H wyjątkowo nie miała ochoty na pogawędkę z kimkolwiek z nich.

Jej humor odrobinę się polepszył gdy do "Jetblack Espresso" zawitał Calum. Stało się to w godzinach mocno popołudniowych, kiedy słońce już powoli chyliło się ku zachodowi. Harley przyjaźniła się z Hoodem, to Vee ich ze sobą poznała, a oni się polubili. Cal cenił H za jej opanowanie i wieczne przebywanie na pomoc gdy tylko ktoś jej potrzebował, Harley z kolei uwielbiała radosną atmosferę, którą chłopak roztaczał wokół siebie.

- Hej, Harley, jak sobie radzisz bez Vee? - ciemnowłosy zapytał już na wejściu. Zabiegana H tylko uśmiechnęła się w jego stronę dając mu znać, że jak tylko znajdzie czas to chętnie z nim porozmawia. Hood zrozumiał przesłanie tego prostego gestu i poszedł usiąść przy swoim ulubionym stoliku, tym po prawej stronie kasy.

Gdy ku uldze Huffman ruch w kawiarni trochę zelżał i nie musiała cały czas stać na kasie, skierowała się ku przyjacielowi, który czekał na nią już dłuższy czas. Opadła na krzesło obok Caluma z głośnym westchnięciem, jednocześnie rzucając ścierkę, którą miała przewieszoną przez ramię na blat stołu.

- Ciężki dzień, co? - chłopak zapytał uśmiechając się do niej ze współczuciem

- Nawet sobie nie wyobrażasz. Dawno nie było takiego ruchu tutaj. - Harley udzieliła odpowiedzi zgarniając niesforny kosmyk włosów z czoła

- Masz pecha, H, trafiło ci się tyle osób akurat kiedy Vee wzięła dzień wolny. - Cal stwierdził kończąc zdanie krótkim i cichym śmiechem

- Powiedz mi coś, o czym nie wiem. - Huffman uśmiechnęła się gorzko bawiąc się różańcem na swojej szyi

- Mmm, okej. Ashton mi o tobie opowiadał. - Hood powiedział uważnie obserwując reakcję przyjaciółki

- To takie ważne? - większość dziewczyn na miejscu H zaczęłaby wypytywać o treść tychże opowieści, ale Harley średnio to interesowało

- No chciałaś żebym powiedział coś, o czym nie wiesz, więc to zrobiłem. Nie chcesz wiedzieć, co mówił?

- Średnio mnie to interesuje, ale jeśli musisz, to mów. - brunetka odpowiedziała obojętnym tonem, co nie przeszkodziło Calumowi w rozpoczęciu długiego wywodu o treści jego rozmów z Ashtonem

- Mówił, że cię lubi, bo nie jesteś taka jak wszystkie dziewczyny, które zna. Wspomniał coś o tym, że jesteś spostrzegawcza, ale nie potrafi cię rozgryźć, bo raz zachowujesz się jakbyś go nienawidziła, a innym razem jakby był twoim przyjacielem. To chyba tyle. - chłopak skończył swoją wypowiedź wzruszając ramionami

- Dzięki, że mi to przekazałeś, Cal. Teraz będę wiedziała, żeby bardziej mu okazywać moją
nienawiść. - Harley zażartowała uśmiechając się pod nosem, a Calum krótko się zaśmiał

- A ty?

- Co ja? - H zapytała zdezorientowana nagłym pytaniem chłopaka

- Co o nim myślisz? - po tonie Hooda można było z łatwością wywnioskować, że był on naprawdę ciekawy opinii przyjaciółki

- Jest miły i przyjazny, ale na początku mnie wkurzył tym blokowaniem kolejki. I wydał mi się być całkiem inteligentny, chociaż jego wyraz twarzy wskazuje na coś przeciwnego. - Huffman odpowiedziała wystukując paznokciami pomalowanymi na fioletowo rytm piosenki, która utkwiła jej w głowie. Dziewczyna miała pewną dziwną cechę - nie była w stanie nie robić nic ze swoimi dłońmi, po prostu nie mogła. Jej palce zawsze coś robiły, jeśli nie bawiły się różańcem, to wystukiwały rytmy na twardych powierzchniach. W niektórych sytuacjach Harley miała w bardzo denerwującym ją zwyczaju obgryzanie skórek.

- Nawet nie waż mi się tego mu powtarzać, jasne? To ma zostać między nami. - po chwili ciszy Harley odezwała się tak cicho, że był to niemalże szept

- Czemu tak ci na tym zależy? - Calum odpowiedział trochę głośniej niż dziewczyna

- Nie chcę, żeby sobie pomyślał, że zostaniemy przyjaciółmi. Wiesz, że nie lubię robić złudnych nadziei.

- Dlaczego? Przecież go lubisz. Chyba. - przy sposobie, w jaki H mówiła o Ashtonie Calum nie był pewny stosunku Huffman do Irwina

- Po prostu mam dosyć. I w zasadzie to jest mi obojętny. - Harley sprostowała tonem niewyrażającym żadnych emocji

- Czego masz dosyć? - Hood dopytał

- Słuchaj, co myślisz o tym, żeby urządzić przyjęcie niespodziankę dla Vee? Niedługo ma urodziny. - H zmieniła temat, jak zawsze, gdy rozmowa zbaczała na temat, na który nie chciała rozmawiać. Jej przyjaciele nauczyli się, żeby nie wracać do poprzedniego tematu jeśli Huffman robiła coś takiego.

- To jest niegłupi pomysł, tylko ktoś musi się zająć organizacją tego wszystkiego. Moglibyśmy to zrobić razem.

- Super. - Harley odwróciła głowę w stronę lady, gdzie czekał nowy klient. Westchnęła żałując, że nie mogła porozmawiać dłużej.

- Muszę wracać do pracy. Zamawiasz coś?

- Nie, dzięki. I tak będę zaraz szedł. - Calum wstał od stołu, a H szybko zrobiła to samo. Chłopak przytulił ją na pożegnanie i wyszedł z lokalu, Huffman natomiast skierowała się za ladę.

- Witam w "Jetblack Espresso", co podać?

***

Była dwudziesta druga wieczorem, miasto już dawno skryło się pod osłoną ciemności. Harley właśnie wracała do domu, jej buty miarowo obijały się o chodnik. Miała jeszcze jedną rzecz do zrobienia, a tak bardzo chciała już położyć się do łóżka. Szła swoim tempem z głową spuszczoną w dół i słuchawkami w uszach, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za ramię. Odruchowo wyszarpnęła rękę, wyciągnęła słuchawki i szybko uniosła głowę. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że to nie był jakiś zboczeniec. To znaczy i tak by sobie z takim poradziła bez problemu, ale wolała sobie nie robić niepotrzebnych kłopotów. Przed nią stał Ashton.

- Hej, spokojnie, to tylko ja. - chłopak powiedział z uśmiechem na twarzy - Czego słuchałaś? - Harley bez słowa podała mu jedną ze słuchawek, z których wciąż sączyły się dźwięki piosenki. Ash przyjął pchełkę, wsadził ją do ucha i pokiwał głową zadowolony słysząc refren "Anarchy In The UK".

- Lubię ich. Czego jeszcze słuchasz?

- Wszystkiego, co mi wpadnie w ucho. - H odpowiedziała zdawkowo - Co robisz na ulicy o dwudziestej drugiej?

- Wybieram się gdzieś. Chcesz iść ze mną? - Irwin zapytał pełen entuzjazmu

- Ale gdzie?

- Gdzieś. No chodź, nie pożałujesz.

- Ashton, poznaliśmy się dwa dni temu. Dlaczego myślisz, że pójdę z tobą? - Huffman powiedziała krzyżując ręce na klatce piersiowej

- Bo uważasz, że jestem miły, przyjazny i całkiem inteligentny. - chłopak wymieniał wszystko z uśmiechem na ustach

- Calum, ty konfidencie. - Harley mruknęła pod nosem, po czym jęknęła przeciągle i spojrzała na Irwina - W porządku, pójdę z tobą. - po uzyskaniu zgody Ashton bez słowa chwycił dłoń Harley i zaczął ją prowadzić w stronę plaży. W pierwszym odruchu dziewczyna chciała wyszarpnąć swoją rękę, ale stwierdziła, że w sumie to jej to nie przeszkadza. Nasza dwójka szła chodnikiem w ciszy od czasu do czasu ocierając się ramionami. Gdy już zbliżali się plaży Harley dostrzegła łunę światła bijącą od morza.

- Ashton, co się tam dzieje? - zapytała jednocześnie wspinając się na palce, próbując dostrzec cokolwiek, co pomogłoby jej zgadnąć, co działo się nad wodą

- Jak dojdziemy to zobaczysz. - Ash odpowiedział odgarniając włosy z oczu wolną ręką

- Coś ty taki tajemniczy dzisiaj?

- Tak jak ty na porządku dziennym. - Irwin zażartował chichocząc pod nosem - Nie chcę ci psuć zaskoczenia. - H już się nie odzywała, tylko cierpliwie dawała się prowadzić. Gdy wreszcie znaleźli się w odległości, która pozwalała dziewczynie dostrzec tłum ludzi stojących na piasku, wydała z siebie ciche westchnienie podziwu. Każdy człowiek znajdujący się na plaży trzymał w dłoniach zapalony lampion. Światło bijące od nich rozpraszało mrok otulający każdą osobę z osobna. W momencie, w którym Ashton i Harley znaleźli się na piasku, dziewczyna błyskawicznie zrzuciła z siebie buty, chwyciła je w dłonie i pobiegła ku morzu. Zanurzyła stopy w chłodnej wodzie, obróciła się twarzą do ludzi i z tej pozycji podziwiała to, co zaraz miało się wydarzyć. Po krótkiej chwili Ash podszedł do niej także stając w wodzie.

- I co? Warto było się mnie posłuchać?

- Czy ja wiem... - Huffman odpowiedziała udając znudzoną. Wiedziała, że ten numer nie przejdzie, bo Irwin widział jej entuzjazm, ale fajnie było poudawać. Ashton spojrzał na nią unosząc jedną brew w wyrazie niedowierzania - Żartuję, to jest świetne. Dzięki, że mnie tu zaciągnąłeś.

- Nie ma za co. Gdzieś powinni być Calum, Michael i Luke, pójdę ich znaleźć. - Ash wyszedł z wody i ruszył na poszukiwania przyjaciół, natomiast H wciąż podziwiała piękno czegoś tak banalnego jak lampiony. Może i wyglądała na ponurą dziewczynę, ale chociaż przez przeważającą ilość czasu zachowywała się tak, jakbyś ją o to podejrzewał widząc ją na ulicy, to gdy widziała coś naprawdę cudownego, nagle zamieniała się w małe dziecko, które jest zachwycone tym, co widzi. I to był jej urok - zyskiwała na bliższym poznaniu.

Ashton wrócił po stosunkowo długim czasie. Szedł na czele grupki, z której H znała tylko Caluma.
Gdy chłopcy podeszli do niej to właśnie Cal przyjął na siebie rolę przedstawienia towarzystwa przyjaciółce.

- Harley, to są Michael i Luke, Ashtona znasz. Michael i Luke, to Harley. - Cal wskazał kolejno na osobnika z czerwonymi włosami i chłopaka z piercingiem w wardze

- Czemu nie Haley? - Michael odezwał się pierwszy

- Bo moja mama zrobiła literówkę przy wpisywaniu imienia w urzędzie, a potem nie chciało jej się tego zmieniać. Dlaczego czerwony?

- Bo Michael ma nie po kolei w głowie. - Hood szybko udzielił odpowiedzi, po której wszyscy zaśmiali się krótko. Wszyscy oprócz Harley, która tylko uśmiechnęła się radośnie.

Ashton spojrzał na zegarek na jego lewym nadgarstku i rozciągnął usta w uśmiechu.

- Jeszcze chwila i powinni wypuszczać lampiony. Calum, przyniosłeś nasze? - w odpowiedzi Cal wyciągnął jeszcze nierozpakowane lampiony z siatki, którą miał ze sobą, po czym wręczył po jednym każdemu z chłopaków. W dłoni zostały mu dwa.

- Vee miała przyjść, ale napisała do mnie, że jej nie będzie. Chcesz wypuścić lampion, H? - chłopak zapytał wyciągając przedmiot w stronę Harley

- Dlaczego oni wszyscy je wypuszczają? - dziewczyna zapytała ciekawa, skąd tak duże zbiorowisko ludzi jednocześnie odbierając lampion od przyjaciela

- Jeden lampion symbolizuje zmarłą osobę. Wypuszczamy je, żeby o nich nie zapomnieć. - Luke szybko wyjaśnił

- Och, okej. Następnym razem przyniosę więcej lampionów. - drugą część wypowiedzi powiedziała tak cicho, że nie usłyszał nikt oprócz stojącego tuż obok Caluma. Wszyscy rozpakowali swoje lampiony, zapalili je i czekali na sygnał zwiastujący wypuszczenie ich z dłoni.

Około dwudziestej trzeciej po plaży rozniósł się dźwięk trąbki. Zgromadzeni ludzie zaczęli puszczać lampiony, które uniosły się ku niebu. Widok był niesamowity. Tysiące zapalonych świec poszybowało ku górze, tworząc morze światła rozpraszające mrok. Chłopcy wypuścili lampiony równo z trąbką, ale Harley wciąż trzymała swój w dłoni. Rozejrzała się po twarzach otaczających ją ludzi. Kilka osób mamrotało coś pod nosem, po policzkach niektórych spływały łzy, a jeszcze inni wpatrywali się w światła z błogim uśmiechem. Harley poczuła się zjednoczona z przecież obcymi jej ludźmi, wszyscy mieli ze sobą coś wspólnego - stracili kogoś ważnego. H spojrzała na swój lampion, po czym delikatnie uniosła rękę do góry wypychając go w powietrze. Na jej twarzy zagościł uśmiech. Chłodna woda obmywała jej stopy, morska bryza zwiewała włosy na twarz a obok siebie miała osoby, co do których miała pewne przeczucie. To przeczucie mówiło jej, że zostaną przyjaciółmi i szczerze podobał jej się ten pomysł.

***

Wydarzenie na plaży zakończyło się imprezą. Harley trochę się wstawiła, ale mogła sobie na to pozwolić, ponieważ następnego dnia miała wolne. Do domu odprowadził ją Ashton mimo jej usilnych protestów. Ponownie przemierzali drogę w ciszy, już nie trzymając się za ręce. Gdy wkroczyli do dzielnicy, w której mieszkała H, Ashton trochę się zaniepokoił.

- Mieszkasz tutaj?

- Tak. Jak będziesz wracał to uważaj na siebie. I nikogo nie zaczepiaj. A jak już ktoś na ciebie wpadnie, to powiedz, że mnie znasz. Powinno zadziałać. - mimo alkoholu buzującego w jej głowie Huffman nie zapomniała pouczyć Ashtona o podstawach przeżycia w tym rejonie Sydney

- Jesteś aż tak groźna? - Ash zapytał zaciekawiony jednym aspektem instruktażu H, ale ta nie odpowiedziała. Irwin odprowadził ją pod same drzwi jej mieszkania pomagając jej wcelować kluczem w zamek, ponieważ trzęsące się dłonie Harley i stan upojenia alkoholowego trochę utrudniały to zadanie. Już przechodząc przez próg H obróciła głowę, by podziękować Ashtonowi za odprowadzenie, po czym szybko zamknęła drzwi na klucz. Wyczerpana nawet się nie rozebrała i po prostu położyła się do łóżka w ubraniu.

Tamtej nocy spała wyjątkowo dobrze. Może była to zasługa wyczerpania, może alkoholu, ale po raz pierwszy od dawna Harley miała naprawdę przyjemny sen.

Śniła jej się rodzina. Jej rodzina. Mama, tata, starszy brat i młodsza siostra.

To był naprawdę dobry sen.

-

Jestem z trzecim rozdziałem. Fajnie mi się go pisało :) Co sądzicie o postaci Harley?

Rozdział 2

Był późny wieczór, Harley właśnie przechadzała się uliczkami Sydney. Lubiła wychodzić na zewnątrz kiedy było już ciemno, miasto zyskiwało wtedy niepowtarzalną atmosferę. Chłodny wiatr targał jej świeżo wysuszone włosy i wdzierał się pod kurtkę powodując dreszcze na skórze dziewczyny. Może i mieszkała w Australii, ale nawet tam istniało coś takiego jak chłodne wieczory. Właśnie taką pogodę Harley lubiła najbardziej. Gdy zimne podmuchy powietrza smagały jej twarz ona czuła, że żyje, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmiało.

W tym samym czasie po drugiej stronie ulicy Ashton próbował uwolnić się od swojej ex, która przylepiła się do niego jak rzep do psiego ogona. Mimo wielu dosadnych słów ta dziewczyna wciąż nie potrafiła zrozumieć, że Irwin ją rzucił. Była jedną z tych, z którymi się nie zrywało, to one zrywały znajomości.

Wracamy do Harley. Glany dziewczyny miarowo uderzały o chodnik, gdy ta szła przed siebie nawet nie patrząc. Dosłownie, miała przymknięte oczy. To był jej sposób na poprawienie umiejętności poruszania się nie polegając na wzroku, która bywała przydatna przy jej nocnym zajęciu.

Gdy przechodziła niedaleko parku usłyszała krzyki. Nie były one z rodzaju tych wołających o pomoc, raczej z tych kłócących się. Zaciekawiona H otworzyła oczy i spojrzała w kierunku, z którego dochodziły ją głosy. Jeden z nich wydał jej się znajomy, więc wiedziona przeczuciem zaczęła iść w stronę hałasu. Po niedługim czasie znalazła się na tyle blisko, że mogła zobaczyć twarze kłócących się ludzi. Okazało się, że posiadaczem tego znajomego głosu był nie kto inny a Ashton. Drugi głos należał do dosyć wysokiej dziewczyny o rudych włosach. H doskonale słyszała ich słowa.

- Pam, możesz mi w końcu dać spokój?! Zerwałem z tobą dwa tygodnie temu, nie pamiętasz?! - Ash zdecydowanie był na skraju cierpliwości. Stał tam i darł się na dziewczynę, która nie chciała mu odpuścić zaciskając dłonie w pięści.

- Ash, ze mną się nie zrywa, skarbie. Dopóki ja z tobą nie zerwę, jesteś do mnie przywiązany. - ruda odpowiedziała spokojnym głosem. To właśnie ta jej niewzruszona pewność siebie i niezachwiany niczym spokój sprawiały, że Irwin miał ochotę jej przywalić. Oczywiście tego nie zrobił, był zbyt dobrze wychowany na to, żeby uderzyć dziewczynę.

Wtedy do akcji wkroczyła Harley. Owszem, wciąż nie mogła powiedzieć, że lubi Irwina, ale miała serce. Podeszła do dwójki spokojnym krokiem z uśmiechem na ustach niemalże od razu przyklejając się do Ashtona. Zaskoczona Pam przyglądała się, jak nieznajoma brunetka pojawiła się prawie znikąd i w dodatku zaczęła przytulać się do chłopaka jakby byli parą.

- Ash, wszędzie cię szukałam! Byliśmy umówieni, pamiętasz? - Harley zapytała się Ashtona przesłodzonym głosem patrząc na niego maślanymi oczyma. Chłopak szybko podjął grę, którą zaczęła H.

- Wiem, słonko, ale moja ex mnie zatrzymała. - Ash odpowiedział prawie tak samo słodkim głosem. H oderwała wzrok od znajomego, który w tamtym momencie udawał jej chłopaka i spojrzała się na Pam z obrzydzeniem.

- Co ty tu robisz? Ashton cię rzucił, teraz jest ze mną! Idź sobie! - Harley wzdrygnęła się wewnętrznie na samą myśl o tym, że mogłaby być z Irwinem, ale te słowa były teraz potrzebne. Nie wychodziła ze swojej roli i wciąż udawała słodką idiotkę.

- Gdzieś ty ją sobie wytrzasnął? Zresztą wiesz co? Idę sobie. Jeszcze za mną zatęsknisz, a kiedy przybiegniesz uciekając od tej szkarady nie oczekuj, że przyjmę cię z powrotem. - Pam stwierdziła odwracając się na pięcie i odeszła próbując ponętnie kręcić biodrami, co chyba jej średnio wyszło, bo Harley mało co się nie udusiła ze śmiechu. W jej oczach Pam była żałosna. Gdy tylko brunetka zyskała pewność, że była dziewczyna Ashtona się nie odwróci, wyswobodziła się z jego uścisku i stanęła w bezpiecznej dla siebie odległości.

- Dzięki, nie musiałaś ratować mi skóry. - chłopak podziękował wzdychając z ulgą

- Nie ma za co. Wiesz, może nie wyglądam na taką, ale mam serce, - H zażartowała i także odwróciła się na pięcie. Odeszła kawałek dalej i zaczęła kierować się w stronę przeciwną do swojego domu gdy Ashton zrównał się z nią, wcisnął dłonie do kieszeni spodni i zaczął rozmowę.

- Co robisz na zewnątrz o dwudziestej pierwszej? - zapytał ewidentnie zaciekawiony

- W zasadzie to mogłabym ci zadać dokładnie to samo pytanie. - Harley odpowiedziała pozostawiając pytanie znajomego bez odpowiedzi

- Wracałem od Caluma, kiedy Pam mnie zaczepiła. Czasami mam wrażenie, że ta wariatka mnie śledzi. - Ash wyznał zmęczony zachowaniem swojej byłej. Miał nadzieję na to, że jeśli zdradzi powód swojego spaceru Harley zrobi to samo, ale Harley nie należała do przewidywalnych osób.

- Zerwałeś z nią, bo zdałeś sobie sprawę, że jest niepoprawnie zaborcza? - Huffman zadała pytanie w zasadzie znając już odpowiedź

- Tak, w zasadzie to tak. Jeszcze raz dzięki, może teraz się odczepi. - Irwin wyraził swoją cichą nadzieję jednocześnie przeczesując dłonią włosy

- Nie ma za co, ale nie sądzę, żeby dała ci spokój. - dziewczyna odpowiedziała spokojnie delektując się nagłym porywem wiatru, który właśnie zdmuchnął niesforny kosmyk z jej czoła

- Nie zimno ci? - Irwin spytał widząc zaróżowione policzki brunetki

- Nie. Lubię wiatr. - H spokojnie stwierdziła i kontynuowała spacer w ciszy, którą przerwał Ashton
po krótkim czasie. Za krótkim jak dla Harley. Oprócz wiatru lubiła też ciszę.

- Gdzie tak właściwie idziemy?

- Nie wiem. Po prostu przed siebie.

- Wiesz, to nie to, że nie lubię twojego towarzystwa czy coś, ale muszę już wracać do domu. - Ash powiedział drapiąc się dłonią po karku

- Masz psa do wyprowadzenia, prawda? - to pytanie sprawiło, że Irwina na chwilę zatkało, jednak szybko odzyskał rezon

- Tak, skąd wiedziałaś?

- Masz psie kłaki na nogawkach spodni. - dziewczyna odpowiedziała takim tonem, jakby to było oczywiste

- Och, no tak. To ja idę do siebie. Do zobaczenia, Harley! - Ashton odbił w boczną uliczkę machając do Harley. Ta odpowiedziała mu tylko krótkim machnięciem ręką.

Harley kontynuowała swoją nocną wyprawę aż do pierwszej w nocy. Nie była śpiąca, a ewentualni gwałciciele i złodzieje nie stanowili dla niej zagrożenia. Gdy była już w mieszkaniu gotowa do położenia się do łóżka, jej komórka wściekle się rozdzwoniła. H szybko odebrała połączenie i przyłożyła telefon do ucha.

- Słucham?

- Malefactum*, mam dla ciebie zlecenie. - znajomy głos odezwał się w słuchawce. Musicie wiedzieć, że jeśli ktoś zwracał się do Harley Huffman pseudonimem Malefactum, to na pewno miał dla niej jakieś zlecenie. Tym razem dzwonił jej przyjaciel, którego zwykła nazywać weryfikatorem. Potencjalni klienci dzwonili do niego, on sprawdzał, czy cel miał na sumieniu jakąś zbrodnię, a gdy wynik krótkiego dochodzenia był pozytywny, weryfikator dzwonił do Harley z imieniem, nazwiskiem, adresem zamieszkania i przyzwyczajeniami celu. Oczywiście informował ją też o tym, za co jej cel ma zginąć nie podając przy tym powodu nadmienionego przez klienta. Harley nigdy nie poznawała nazwisk osób, dla których wykonywała brudną robotę. Nie chciała tego wiedzieć.

Chyba nie myśleliście, że taka osoba jak Harley działała sama?

- Dajesz, Bay. - H zawsze zwracała się do niego po nazwisku, albowiem Calix Bay nie posiadał pseudonimu

- William Heard, zamieszkały przy 2 Phillip Street. Wiesz, gdzie to jest, prawda? To ten...

- Duży wieżowiec przy Operze, wiem. Dalej.

- Potrzebne ci numer mieszkania i piętro? - Calix zawsze pytał o takie rzeczy

- Nie, poradzę sobie. Podaj mi tylko gdzie chodzi wieczorami i za dnia.

- Jasne. W dzień pracuje w Four Seasons Hotel, niedaleko jego mieszkania. Chyba jest tam portierem. W nocy bardzo często szlaja się po klubach w okolicy, jak nie, to idzie pod Operę. Nie wchodzi do środka, tylko siedzi na schodkach.

- Dzięki. Jeszcze mi tylko powiedz ile ma lat. - H nie zapisywała niczego, miała doskonałą pamięć 

- Dwadzieścia sześć. Nadaje się na cel, około dwóch lat temu zgwałcił Alice Den, ale nie został skazany. Miał za dobrego adwokata.

- Okej. Dzielimy się po połowie, jak zawsze? - zazwyczaj Harley i Calix ustalali podział na nowo mimo tego, że w zasadzie to ta kwestia pozostawała niezmienna.

- Jak zawsze. Zadzwoń, jak tylko skończysz robotę. - Bay zawsze przypominał o tym Harley, która i tak pamiętała

- Wiem przecież. Do zobaczenia, Bay. - nie czekając na pożegnanie ze strony długoletniego przyjaciela H rozłączyła się, po czym odłożyła telefon na stolik i opadła na łóżko, które wydało z siebie nieludzko głośnie skrzypnięcie.

Tej nocy Harley długo nie mogła zasnąć. Męczyły ją wspomnienia z lat, które najchętniej wyrzuciłaby z pamięci, ale nie mogła tego zrobić. Wiecie dlaczego? Bo dla niej zapomnienie równało się z utratą części siebie. Części, która ukształtowała się właśnie przez te wydarzenia, które teraz prześladowały ją w snach.

-

* Malefactum - z łaciny, znaczenie: zły czyn

Rozdział 1

Harley obudził natrętny dźwięk budzika, który był nastawiony na godzinę szóstą rano. Dziewczyna wyłączyła urządzenie, przetarła oczy i westchnęła ciężko. Nie spała dobrze tej nocy. Rzadko kiedy się wysypiała.

Harley zwlekła się z łóżka i prawie nieprzytomna poszła do kuchni by zjeść śniadanie. Następnie udała się do łazienki, gdzie wykonała całą poranną toaletę wyłączając czesanie. Dziewczyna prawie nigdy nie czesała swoich włosów.

Kolejną rzeczą na jej mentalnej liście "Do zrobienia rano" było ubranie się. Harley zdecydowała się na założenie białego T - shirtu z nieskończonego arsenału bluzek tego koloru oraz czarnych, skórzanych spodni, nie zapominając o różańcu, który zawsze nosiła na szyi i kilku pierścionkach. Nie miała siły zadbać o makijaż, więc wyszła z mieszkania uprzednio narzucając na siebie skórzaną kurtkę i zakładając czarne trampki za kostkę. Po dłuższym spacerze dotarła do kawiarni, która była jej miejscem pracy. Harley nigdy nie jeździła komunikacją miejską, zdecydowanie wolała spacery.

Gdy dziewczyna weszła do budynku, w jej nozdrza uderzył przyjemny zapach mielonej kawy, który sprawiał, że jej humor od razu się polepszał. Automatycznie skierowała się w stronę kasy, przypinając plakietkę z imieniem do bluzki. Po roku pracy w tym miejscu udało jej się przekonać kierownika do zwolnienia pracowników z obowiązku noszenia uniformu, za co wszyscy byli jej dozgonnie wdzięczni.

W tym samym czasie, w którym Harley obsługiwała pierwszych klientów, Ashton przechadzał się po Sydney. Okulary przeciwsłoneczne opierające się na jego nosie skutecznie chroniły go od promieni słońca, tak bardzo drażniących, gdy cierpiało się przez kaca. Pomimo nieziemskiego bólu głowy, Ash zdecydował się na spacer po okolicy. On nie był z tych, którzy lubili siedzenie w miejscu.

Jego uwagę przykuła prywatna kawiarnia po drugiej stronie ulicy. Wyglądała na przytulny i idealny lokal na odpoczynek po całonocnej imprezie i pobudce w łóżku Caluma. Irwin wciąż nie wiedział, jakim cudem wylądował w nie swoim posłaniu. Chłopak ruszył w stronę wejścia do budynku, w którym znajdowała się owa kawiarnia bez dłuższego zastanowienia.

Dzwoneczek powieszony nad drzwiami zadzwonił cichutko, gdy kolejny klient wszedł do kawiarni. Wszystkie spojrzenia skierowały się w jego stronę, wyłączając wzrok Harley. Dziewczyna właśnie wycierała mokre kubki, które przed chwilą wyjęła ze zmywarki do naczyń i nie zamierzała się dekoncentrować nowym klientem. Pech chciał, że większość pracowników stanowiły dziewczyny, z których tylko jednej udało się zbliżyć wystarczająco do Harley, by nazwać ją swoją przyjaciółką. Tą osobą była Victoria Spacey, dla znajomych - Vee.

Vee prawie natychmiast po wejściu Ashtona do lokalu podbiegła do Harley i zaczęła gorączkowo szeptać.

- H, spójrz na tego chłopaka, który właśnie wszedł! Chryste, gdybym nie była z Calumem, to przysięgam, wzięłabym go jak dzika kuna w agreście. - nawet z reguły ponura Harley, lub H, jak to ją nazwała Victoria, uśmiechnęła się słysząc porównanie przyjaciółki

- Vee, wiesz przecież, że nie interesują mnie żadne relacje z płcią przeciwną, pamiętasz? Lubię być singlem. - melodyjny i ochrypły głos Harley rozniósł się po pomieszczeniu - dziewczyna nie zaprzątała sobie głowy szeptaniem

- Ciszej, jeszcze nas usłyszy! O patrz, za późno, idzie tutaj! Udawaj normalną chociaż na moment, dobrze? - po reprymendzie udzielonej przyjaciółce Victoria skierowała się w stronę Ashtona, który już stał przy kasie i, chcąc nie chcąc, słyszał całą rozmowę. Harley za to zaśmiała się pod nosem patrząc na poczynania przyjaciółki.

- Cześć, witamy w "Jetblack Espresso", co ci podać? - chłopak rzucił Vee uważne spojrzenie, a po chwili jego twarz rozświetlił uśmiech

- Victoria, tak? Dziewczyna Caluma? - Ashton z satysfakcją wskazał na plakietę przypiętą do bluzki dziewczyny. Vee zarumieniła się, zdając sobie sprawę z tego, że Irwin wszystko słyszał.

- Tak, o ile mówimy o tym samym Calumie.

- Tak, mówicie o tym samym Calumie. - Harley odezwała się z pewnością w głosie, co wywołało zdziwienie zarówno u Ashtona, jak i Veronici

- Skąd to wiesz, H? Nie mów mi, że znasz... - Vee urwała zdanie czekając, aż Irwin przedstawi swoje imię

- Ashtona. Nie znasz mnie, przed chwilą zobaczyłem cię pierwszy raz w życiu. - odpowiedział Ash zwracając się bezpośrednio do Harley

- Ty mnie tak, ale ja ciebie nie. Raz widziałam cię z Calumem i dwoma innymi chłopakami jak szliście przez miasto. - dziewczyna odpowiedziała wzruszając ramionami, jakby to wszystko było bez znaczenia - Znacie się czy nie, wszystko mi jedno. Zamawiasz coś? - H zapytała się Irwina obojętnym tonem jednocześnie spoglądając w stronę drzwi, na progu których właśnie ukazała się leciwa staruszka, którą Harley dobrze znała

- Czemu twoja przyjaciółka jest dla mnie niemiła? - Irwin zadał pytanie Vee, która popatrzyła się karcąco na brunetkę

- Może dlatego, że blokujesz kolejkę i zachowujesz się tak, jakby mnie tu nie było? Zamawiaj albo siadaj przy stoliku i nie marnuj mojego czasu. - Harley odpowiedziała najchłodniejszym tonem, jakim tylko umiała się posłużyć i zmierzyła Asha morderczym spojrzeniem. Przy czym biorąc pod uwagę nocne zajęcie Harley ta metafora okazywała się być bardzo trafną.

- Spokojnie, Królowo Lodu, już zamawiam. - Ashton odpowiedział niewzruszony

- Nie nazywaj mnie tak więcej. - H odpowiedziała patrząc swojemu chwilowemu przeciwnikowi prosto w oczy, a musicie wiedzieć, że kto jak kto, ale Harley Joyce Huffman naprawdę umiała zmrozić człowieka spojrzeniem. Irwin aż wzdrygnął się od wzroku dziewczyny. Wydawało mu się, że jej oczy są w stanie przewiercić go na wskroś gdyby tylko ich właścicielka tego chciała. W pokoju wytworzyło się takie napięcie, że Vee miała wrażenie, iż zaraz zaczną lecieć iskry, więc postanowiła działać.

- Ashton, wybacz, Harley ma dzisiaj kiepski dzień. Co zamawiasz? - mulatka zapytała spokojnie przyzwyczajona do ciężkiego charakteru przyjaciółki. Ashton natomiast potrząsnął głową powodując, że lekko przydługie już włosy musnęły jego twarz, po czym zwrócił się do Spacey.

- Białą mochę. - Vee przyjęła zamówienie i przekazała je  Charliemu, który w kawiarni pełnił funkcję baristy. Irwin natomiast odszedł od kasy i usiadł przy stoliku, który stał tuż obok największego okna budynku okręcając głowę i wlepiając wzrok w ludzi za taflą szkła. Harley z kolei wróciła do swojego poprzedniego zajęcia, czyli wycierania mokrych naczyń.

Chwilę później zamówienie Ashtona było gotowe. Jako że do obowiązków H należało również wywoływanie zamówień do odebrania, donośnym głosem dała znać, że kawa chłopaka, któremu już udało się zniechęcić dziewczynę do swojej osoby jest gotowa. Jednak Irwin był zbyt pochłonięty swoimi obserwacjami ludzi na ulicy, nie usłyszał niczego. Zirytowana Harley przewróciła oczami, wzięła kubek w dłoń, wyszła zza lady i energicznym krokiem podeszła do miejsca, w którym siedział Ashton stawiając przed nim owy kubek.

- Nie jestem tu na twoje usługi, mógłbyś chociaż pofatygować się po własną kawę. - brunetka powiedziała oschle, jednak Ash nie zrobił sobie z tego prawie nic. Zamiast zareagować na poniekąd nieuprzejme zdanie dziewczyny wskazał palcem na mężczyznę po drugiej stronie ulicy. Harley popatrzyła na człowieka, którego wskazał jej klient. Facet miał pochyloną głowę, wygniecione ubrania i pustą butelkę po alkoholu w lewej ręce.

- Popatrz. Większość ludzi pomyślałaby, że to tylko bezdomny pijak, nie? - Ashton zaczął pewnym siebie głosem

- Problem w tym, że ludzie nie zwracają uwagi na szczegóły i za szybko wyciągają wnioski. - H odpowiedziała szybko. Gdy podchodziła do tego chłopaka czuła do niego wyłącznie niechęć, ale zaintrygował ją tym stwierdzeniem. Przełożyła ciężar ciała na prawą nogę i zaplotła ręce kładąc je na klatce piersiowej.

- No właśnie. Dlatego większość osób nie zauważy śladu po obrączce na lewej dłoni. - Ashton podsumował biorąc kubek do ręki i upijając łyk gorącego napoju. Harley natomiast patrzyła się na Asha ze zdziwieniem, zaskoczona, że zauważał takie szczegóły. Ona sama spostrzegła wspomniany ślad po obrączce, a w połączeniu z pustą butelką i ubraniami, co prawda wygniecionymi, ale nie aż tak, jak na bezdomnego przystało, dawało to jeden wniosek: mężczyznę porzuciła żona, najprawdopodobniej stało się to poprzedniego wieczora.

- Czymś jeszcze mnie zaskoczysz czy mogę już sobie iść? - Harley zapytała już nie tak nieprzyjemnym tonem. Ashton z denerwującego zarozumialca awansował na chłopaka, który ją intrygował, a to w jej oczach był naprawdę duży przeskok.

- Czemu jesteś dla mnie taka wredna? Dla Victorii jesteś miła, a ja przecież nic ci nie zrobiłem.

- Zdenerwowałeś mnie swoim nastawieniem. - dziewczyna odpowiedziała spokojnie wzruszając ramionami

- Tym, że podsłuchiwałem? Przepraszam, ale trudno było tego nie usłyszeć. - Irwin odparł uśmiechając się i ukazując swoje dołeczki

- Nie. Tym, że podszedłeś do kasy i zacząłeś z nami gadać blokując kolejkę. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale tuż po tobie weszła tutaj starsza pani, która musiała czekać dużo dłużej niż powinna tylko dlatego, że ty byłeś zajęty rozmową. - poprawiła go prychając przy tym z dezaprobatą. Ku uciesze H na twarzy chłopaka odmalował się wyraz zażenowania.

- Znasz ją? - zadał kolejne pytanie, ciekawy relacji nowo poznanej dziewczyny ze starszą panią

- Tak, przychodzi tu codziennie rano po ciastko dla swojego wnuczka. Mieszka piętro pode mną.

- Daleko mieszkasz?

- Trochę. Czemu to cię interesuje? - zapytała ostrożnie

- Zastanawia mnie, czemu starsza kobieta jedzie tak daleko tylko po ciastko. - Harley nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą powiedział Ashton. Dla niej ta kwestia była oczywista.

- No nie wiem, może jej wnuczek mieszka w tamtym domu? - spytała retorycznie wskazując dłonią na budynek stojący po drugiej stronie ulicy

- No tak, to ma sens. - Irwin przyznał jej rację i przejechał ręką po swojej twarzy - Przepraszam,
jestem trochę zmęczony.

- Ale z obrączką nie miałeś problemu. - H stwierdziła żartobliwie

- I ten wniosek wyczerpał mój limit logicznego myślenia na dzisiaj. - Ash zaśmiał się pod nosem spoglądając na twarz dziewczyny stojącej przed nim - Ty też nie spałaś dzisiaj za dobrze, prawda?

- Ja nigdy nie sypiam dobrze, mam insomnię. - H przyznała takim tonem, jakby to była najmniej znacząca rzecz w tym wszechświecie. Często używała insomnii jako usprawiedliwienia na cienie pod oczami.

- To ci współczuję. Życie bez snu to nie życie.

- Dzięki, mów mi więcej. - wtedy dzwonek wiszący nad drzwiami wydał z siebie kolejne już dźwięki tego dnia, co zmusiło Harley do powrotu za ladę. Ashton wyszedł niedługo potem, kierując się w stronę domu. Niechęć H do Irwina zelżała mimo początkowych starć. Wydawał jej się bezpośredni, a ona ceniła sobie tą cechę w ludziach. Jednak wciąż nie można było powiedzieć, że Harley polubiła Ashtona. On był jej raczej obojętny.

Rzeczą, której nie mogła przewidzieć było to, że już następnego dnia miała go ratować z opresji.

-

Insomnia = bezsenność, tak na wszelki wypadek
Iii pierwszy rozdział za nami. Piszcie, co sądzicie o pierwszym rozdziale ;) Na razie nudno, następny rozdział będzie trochę ciekawszy.

Prolog

Była późna noc, zazwyczaj pełne życia miasto zdawało się zasnąć, ucichnąć. Uliczkami właśnie tego miasta spacerowała samotna blondynka, która chyba zgubiła drogę do domu. Na jej nieszczęście zapuściła się w ten mniej bezpieczny rejon Sydney. Rejon, którego wszyscy unikali, szczególnie po zmroku.

Kilka metrów od naszej pechowej blondynki stała spokojnie inna dziewczyna. Miała na pewno nie więcej niż dwadzieścia jeden lat, jej krótkie, brązowe włosy prezentowały sobą idealny przykład artystycznego nieładu. Szare oczy brunetki bacznie obserwowały otoczenie, wypatrując namierzonego wcześniej celu.

Już za kilka minut drogi dwóch dziewczyn miały się zejść.

W międzyczasie przenieśmy się do innej dzielnicy Sydney. W klubie w centrum miasta właśnie trwała jedna z lepszych imprez tego wieczoru. Ashton razem z kumplami bawił się w najlepsze. Do tej pory nie za bardzo wiedzieli, jakim cudem udało im się załatwić wejściówki, ale hej, mieli je i to się liczyło. Impreza faktycznie była tak dobra, jak się spodziewali. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że w innej części miasta za chwilę miało się stać coś strasznego.

Wracamy do dwóch dziewczyn. Blondynka właśnie przeszła obok zaułka, w którym czekała brunetka. Nie czekając dłużej brunetka ruszyła za blondynką tym samym wychodząc z mroku.

Jednak blondynka była zbyt pijana by zorientować się, że ktoś ją śledzi. Za niedługą chwilę akcja miała się zaognić.

Brunetka przyspieszyła kroku zrównując się z blondynką i wpychając ją w kolejny zaułek.

Dziewczyna działa szybko: od razu pozbawiła swój cel możliwości mówienia. Nie mogła pozwolić na zdemaskowanie swojej osoby. Blondynka patrzyła się z przerażeniem na przeciwniczkę, która właśnie wyciągnęła nóż zza paska spodni.

- Pewnie zastanawiasz się, czemu cię zabiję. - brunetka odezwała się zachrypniętym głosem świdrując wzrokiem swoją ofiarę. Oczy jej celu zaszkliły się, dziewczyna zaczęła zawzięcie kręcić głową, jakby liczyła na to, że jej nieme prośby zostaną wysłuchane.

Cóż, nie powinna była liczyć na wiele.

- Wiesz, nie jestem pierwszą lepszą morderczynią na zlecenie. Mam swoje zasady. Zabijam tylko te osoby, które sobie na to zasłużyły. Wiesz, czym ty sobie zasłużyłaś? Czy było to dla ciebie tak nieistotne, że o tym zapomniałaś? - blondynka pokręciła przecząco głową, a brunetka tylko prychnęła z rozdrażnieniem.

- Tak myślałam. Ponieważ dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor, dam ci wskazówkę, mała, bezduszna dziwko. 810. - na wspomnienie o numerze oczy blondynki rozbłysły ze zrozumieniem. Tylko na ten moment czekała brunetka. Nie zwlekając dłużej przecięła ostrzem noża szyję blondynki. Krew trysnęła na wszystkie strony brudząc białą koszulkę i dłonie dziewczyny, która szybko odeszła z miejsca zbrodni. Nie zostawiła po sobie żadnych śladów - nóż wzięła ze sobą, a całą robotę wykonywała w rękawiczkach. Była zbyt dobra, by dać się złapać.

Szybkim, sprężystym krokiem udała się do swojego mieszkania, które znajdowało się dosłownie kilka przecznic dalej, wciąż w tej podejrzanej dzielnicy. Ale jej to pasowało, lubiła takie klimaty. Poza tym nikt tutaj nie śmiał się jej tknąć. Wszyscy w okolicy wiedzieli, czym ta dziewczyna się zajmuje, ale wiedzieli też, że gdyby odważyli się z tym iść na policję, nie dożyliby następnego dnia.
Dziewczyna przekręciła klucz w drzwiach i skierowała się w stronę klatki schodowej. Mieszkała w starym budynku, który miał trzy piętra, a na każdym znajdowały się po dwa mieszkania, każde w tak samo złym stanie. Weszła po schodach na najwyższe piętro, przeszła próg mieszkania i z ulgą zamknęła za sobą drzwi. Miała dosyć na dzisiaj. Zdjęła z siebie brudną koszulkę, poszła do łazienki i wrzuciła ubranie do pralki, po czym rozebrała się do naga i wskoczyła pod prysznic. Wzdrygnęła się, gdy z baterii zaczęła lecieć zimna woda, co nie było takie dziwne. W tym budynku cały czas brakowało ciepłej wody.

Po zimnym prysznicu brunetka przebrała się w starą koszulkę i krótkie, czarne szorty i poszła do swojego pokoju położyć się na starym, skrzypiącym łóżku. Zagrzebała się pod kołdrą i zasnęła po niedługim czasie.

W tym samym momencie, w którym brunetka powoli pogrążała się w śnie, Ashton wraz z kolegami bawił się wręcz znakomicie jeszcze nie wiedząc, że rano obudzi się w niekoniecznie swoim łóżku cierpiąc od koszmarnego kaca, a gdy włączy telewizor, ujrzy wiadomość o kolejnym już brutalnym morderstwie.

I tutaj, dzieci, rozpoczyna się nasza historia o dwójce ludzi różniących się od siebie tak bardzo, jak to tylko możliwe, którzy jakimś cudem znaleźli wspólny język.

-

Prolog powstał tak o, z nudów. Mam już prawie skończony pierwszy rozdział. To ff będzie pisane na zasadzie "znajdę czas to napiszę", żadnych konkretnych terminów. Jeśli przeczytaliście to zostawiajcie komentarze, bo chcę wiedzieć, czy warto to pisać dalej :)