Odnalezienie informacji, na której H tak bardzo zależało wcale nie przyniosło oczekiwanej przez dziewczynę poprawy.
Ten jeden ślad, na który natrafiła w zasadzie przypadkowo stał się początkiem dalszych problemów.
Harley spędzała całe
noce na próbach zweryfikowania wskazówki, śpiąc jeszcze mniej niż
zwykle.
Do pracy przychodziła niemalże nieprzytomna, co zaniepokoiło Vee
i innych pracowników. Nie kontaktowała się z absolutnie nikim, nie
odbierała telefonów nawet od Calixa.
W końcu jej obsesja
rozwinęła się do tego stopnia, że Huffman w ogóle przestała sypiać.
Funkcjonowała wyłącznie dzięki kawie i energetykom. Wiedziała, że długo
nie pociągnie żyjąc w ten sposób, ale wrodzony upór i nabyta
determinacja nie pozwalały jej tak po prostu przestać szukać.
Potrzeba uzyskania potwierdzenia prawdziwości informacji była silniejsza od niej samej.
W końcu Vee nie
wytrzymała i licząc na wsparcie oraz pomysł na to, jak odciągnąć H od
komputera opowiedziała o wszystkim Calumowi, który z kolei powtórzył
całą opowieść Ashtonowi. Irwin, który wciąż był odrobinę zły na Huffman
za kłótnię w kawiarni, zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie złożyć
jej wizyty. Wiedział, że prawdopodobnie zostanie wyproszony, ale martwił
się o Harley. Może i nie znali się za długo, ale czuł dziwną potrzebę
zadbania o to, by nie zrobiła sobie krzywdy takim postępowaniem. Zdawał
sobie sprawę z tego, że było to co najmniej głupie biorąc pod uwagę
fakt, iż H roztaczała wokół siebie aurę niebezpieczeństwa, tak jakby
pomimo swojej drobnej postury była w stanie walnąć tobą o ścianę i się
przy tym nie zmęczyć, ale nie mógł zahamować tego dziwnego poczucia
odpowiedzialności wobec niej.
Najdziwniejsze w tym
wszystkim było to, że podobne odczucia miał wobec wszystkich swoich
przyjaciół. Nie mógł jeszcze nazwać Huffman przyjaciółką, a już
zachowywał się względem niej jakby znali się co najmniej od dwóch lat.
No i Harley trochę go przerażała.
Ale tylko trochę.
***
H właśnie spędzała
dwudziestą piątą godzinę z rzędu na próbach weryfikacji śladu, który
znalazła, kiedy jej komputer niespodziewanie odmówił współpracy. Drań po
prostu zdecydował się zepsuć.
Na początku dziewczyna
podeszła do sprawy spokojnie. Spróbowała wyłączyć laptopa i włączyć go z
powrotem, ale ten szedł w zaparte. Nie chciał się odpalić.
Harley, która była
obeznana z oprogramowaniami i hakerstwem, niestety na aspekcie
mechanicznym urządzenia znała się jak świnia na gwiazdach.
Krótko mówiąc jej poszukiwania zostały przerwane w perfidny sposób.
Huffman mimo tego, że
zazwyczaj udawało jej się zachować stoicki spokój, nie wytrzymała
napięcia. Była wściekła. Gdyby ktoś wtedy przechodził obok jej
mieszkania pomyślałby, że w środku trwa jakaś bitwa. Albowiem H w
niepohamowanym gniewie zaczęła demolować wszystko, co wpadło jej w ręce.
Na pierwszy ogień poszedł kubek z kawą, potem ucierpiała lampa stojąca
na biurku. Harley uspokoiła się dopiero po rozwaleniu obrazu wiszącego
na ścianie i to wcale nie dlatego, iż złość wyparowała. To ból ją
ocucił.
Podczas niszczenia
obrazu, który oprawiony był w antyramę, dziewczyna poraniła sobie dłonie
o szkło pękające pod jej palcami. Dopiero kiedy poczuła kłucie i krew
spływającą po rękach oprzytomniała.
Huffman zaczęła oddychać
głęboko patrząc na swoje zakrwawione palce i zdarte kłykcie, usiłując
się uspokoić. Musiała się pogodzić z tym, że wszelkie rezultaty
poszukiwań, chociaż znikome, przepadły. Jej myśli pędziły w zawrotnym
tempie w pogoni za pomysłem na odzyskanie straconych danych, jednak nic
nie przychodziło do głowy. H osunęła się na kolana wciąż wlepiając wzrok
w swoje dłonie, jakby widok czerwonego płynu na skórze był jedyną
rzeczą, która pozostała pewna i niezmienna.
W pewnym sensie tak było. Harley miała krew wielu osób na swoich rękach.
Ale nie o to chodziło.
Widok własnej krwi uspokajał Huffman. Może to wydawać się dziwne, ale
tak już było. Każde krwawienie uświadamiało jej, że mimo wszystkich
złych uczynków, których szczerze mówiąc czasami żałowała, wciąż jest
człowiekiem.
Ból i krew były dla niej czymś wspaniałym. Dowodami na ciągnące się życie.
Harley podniosła się z
kolan dopiero po dziesięciu minutach. Ostrożnie wyciągnęła kawałki szkła
z dłoni, po czym powlokła się do łazienki powłócząc nogami. Gdyby ktoś
spojrzał na nią w tamtym momencie pomyślałby, że wygląda jak zombie.
Nie minąłby się z prawdą.
Oczywiście H nie była zombie, oczywiście że nie. Ale wtedy poruszała się i wyglądała jak takie stworzenie.
Dziewczyna umyła ręce w umywalce, po czym schlapała twarz zimną wodą. Uniosła głowę by spojrzeć na swoje odbicie.
Jeszcze nigdy w życiu nie wyglądała tak źle.
Dobra, przesada, może ze trzy albo cztery razy wyglądała znacznie gorzej. Ale o tym później.
Włosy prezentowały sobą
tragiczny nieład, który bynajmniej nie był artystyczny. W dodatku brudny
nieład. Pod oczami pojawiły się worki i cienie w kolorze śliwki. Oczy,
zazwyczaj lśniące i pełne pogardy skierowanej zazwyczaj do rozmówcy,
straciły swój kolor i wyraz. Normalnie szare, wtedy wyblakły do odcienia
tak jasnego, że wydawały się prawie białe. Cera pobladła jeszcze
bardziej, co graniczyło z czymś niemożliwym.
Harley potrząsnęła głową
i zacisnęła palce na krawędzi umywalki. Miała dosyć tego niekończącego
się szukania, dosyć nieprzespanych nocy. Była zdeterminowana, ale znała
też pewne granice. Jedna z tych granic właśnie została przekroczona.
Huffman wytarła ręce i
twarz ręcznikiem i już energiczniejszym krokiem wyszła z łazienki. Miała
zamiar skierować się do salonu by posprzątać cały bałagan, który
narobiła w furii, ale po drodze jej uwagę przykuło coś innego.
Jej stara gitara porzucona w kącie.
Zawsze miała do niej sentyment, co i tak jest rzadkie u H, dlatego nie była w stanie jej wyrzucić.
W końcu dostała ją od rodziców.
Dziewczyna stała tak wpatrzona w instrument, zastanawiając się, czy wciąż byłaby w stanie zagrać swoją ulubioną piosenkę.
Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie.
Niepewnie podeszła do
gitary po to, by chwycić ją w dłonie. Zdmuchnęła z niej kurz i poszła z
powrotem do salonu uważając na odłamki szkła wciąż walające się po
podłodze. Harley usiadła wygodnie na kanapie ustawiając gitarę tak, by
wygodnie jej się grało, po czym rozpoczęła proces nastrajania strun.
Trwało to dłuższą chwilę, ale kiedy w końcu się udało, H z widocznym wahaniem złapała pierwszy akord i zagrała pierwsze dźwięki.
Po tym Huffman nie
musiała się już nawet zastanawiać. Po prostu grała, a muzyka wydobywała
się spod jej palców kojąc uszy i zmęczony umysł.
Nawet nie zauważyła, że
nie grała tylko jednej piosenki. Po skończeniu tej pierwszej zaczęła
grać kolejną nawet na chwilę nie przerywając. Jej dawna pasja tak ją
zaabsorbowała, iż rzeczywistość przestała dla niej istnieć. Liczyła się
tylko gitara i dźwięki z niej płynące.
Z transu wyciągnął ją dopiero skrzypienie otwieranych drzwi.
W jej mieszkaniu skrzypiały tylko jedne drzwi.
Wejściowe.
***
Ashton spokojnym krokiem
wchodził po schodach w celu dostania się do mieszkania Harley. Wolał
wejść na własnych nogach i się trochę zmęczyć niż jechać windą. Windy go
przerażały. Całe szczęście blok miał tylko trzy piętra, co nie było
zbyt dużym wyzwaniem dla Irwina.
Co nie zmieniło faktu,
że po wdrapaniu się na ostatnie piętro Ash potrzebował chwili by złapać
oddech i nie wypluć przy tym płuc. Kiedy udało mu się opanować, już
trochę mniej spokojnie podszedł do drzwi wejściowych prowadzących do
mieszkania Huffman. Drewno, z którego drzwi były wykonane wyglądało na
wysłużone i zniszczone, a szóstka wisząca tuż nad wizjerem przekrzywiła
się i zmieniła w dziewiątkę.
Wtedy chłopak uzmysłowił
sobie, że coś mu tam nie pasowało. Tym czymś okazały się dźwięki gitary
pochodzące z mieszkania H. Ashton natychmiast rozpoznał graną piosenkę.
Zdziwiło go jednak to, iż najwyraźniej Harley umiała grać. Nie
wyglądała na osobę, która umiała się posługiwać tym instrumentem.
Pomińmy fakt, że w wielu kwestiach wygląd Huffman był mylący, a Ash po
prostu jeszcze o tym nie wiedział.
Irwin ostrożnie zapukał w
drzwi, które, ku jego zaskoczeniu, otworzyły się z głośnym
skrzypnięciem pod naporem jego dużej dłoni. W mniej więcej tym samym
momencie muzyka się urwała. Ashton rozpoczął procedurę "Panika".
Poniżej przedstawiam jego tok myślowy:
"O kurwa, ona mnie
zajebie, ale drzwi były otwarte, ale je otworzyłem, znaczy pchnąłem i
ona to usłyszała i teraz idzie mnie zajebać bo pewnie myśli że to
włamywacz, NIE CHCĘ TAK SZYBKO UMIERAĆ!".
Problem w tym, że Ashton
w przerażeniu wypowiedział to wszystko na głos, a, co za tym idzie, H
wszystko to słyszała. Dziewczyna zastała Irwina przed swoimi drzwiami
zasłaniającego twarz dłońmi.
- Ashton, nie wiem, czy
zdajesz sobie z tego sprawę, ale powiedziałeś to na głos. I odsłoń
twarz, nie rozmawiam z twoimi rękami. - H niezbyt delikatnie uświadomiła
Ashowi, że wszystko słyszała jednocześnie uśmiechając się. Ta cała
tyrada ją rozbawiła.
Gdy tylko Ashton usłyszał głos dziewczyny, opuścił ręce i zaśmiał się sam z siebie.
- O ja pierdolę, ale
fail. Serio to na głos powiedziałem? - Irwin podrapał się po karku jak
to miał w zwyczaju gdy był zakłopotany
- Tak. Jestem aż taka straszna? - Huffman skrzyżowała ręce na klatce piersiowej
- Straszna może nie, ale
onieśmielająca. Nie skręcisz mi karku? - może i to pytanie wydaje się
śmieszne, ale Ash jeszcze chwilę temu naprawdę bał się o swoje zdrowie
fizyczne
- Co? - słowa
wypowiedziane przez chłopaka wydały się H tak niedorzeczne, że aż
musiała spytać. Przy okazji cichy śmiech wydobył się z jej ust.
- No wiesz, teoretycznie to wszedłem do twojego mieszkania nieproszony.
- Wiesz co, czekaj,
gdzieś schowałam tę gilotynę... - Huffman zaczęła teatralnie szukać
czegoś po kieszeniach, których nie miała w tych szortach, które akurat
nosiła
- Harley, to nie jest
śmieszne. - stwierdzenie Irwina było w ogóle nieprzekonywujące, ponieważ
podczas wypowiadania go chłopak zaczął się śmiać
- Jest, i to bardzo.
- Co ty dzisiaj w takim
dobrym humorze? - kwestia żartobliwości Harley tamtego dnia zaciekawiła
Ashtona. Dziewczyna rzadko żartowała.
- Tak jakoś. Może to dzięki temu że komputer mi się popsuł uwalniając mnie od siebie. - H wzruszyła ramionami
- Może. A tak w ogóle to wyglądasz gorzej niż śmierć. - Harley jeszcze tego nie wiedziała, ale w gronie przyjaciół Ash słynął ze swojej czasami aż przesadnej szczerości
- Dzięki. Ty wyglądasz jak po przebiegnięciu maratonu. Co robiłeś, wchodziłeś po schodach? - H nie pozostała mu dłużna
- No, tak, ale to ze
strachu. No i pamiętaj, że na zewnątrz jest trzydzieści siedem stopni. -
Irwin za wszelką cenę nie chciał wyjść na chłopaka, który poci się po
wejściu po schodach na trzecie piętro
- Wiem, posiadam
magiczną rzecz o nawie termometr. Jak już tu jesteś to wejdź do środka i
pomóż mi ustalić jakim cudem drzwi były otwarte.
- A jesteś pewna, że je
zamknęłaś? - Ashton miał wrażenie, że w tym mógł tkwić cały problem.
Huffman po prostu nie zamknęła drzwi i o tym zapomniała.
- Tak, sprawdzałam to
dzisiaj rano. - cóż można powiedzieć, dziewczyna dałaby sobie rękę
uciąć, że drzwi były zamknięte. A przynajmniej takie powinny być.
- No to nie wiem.
- A może najpierw
popatrzysz zanim orzekniesz, że nie wiesz? - jedną z wielu rzeczy, które
denerwowały Harley było zbyt szybkie mówienie, że się czegoś nie wie
- W sumie. - oględziny się rozpoczęły.
Najpierw nasza dwójka
uważnie obejrzała drzwi od wewnętrznej strony mieszkania, tak na wszelki
wypadek. Nie widzieli potrzeby sprawdzania zawiasów, drzwi nie mogły
zostać otworzone siłą - Huffman by to usłyszała.
Następnie zaczęli oględziny drugiej strony drzwi kiedy Ashton wpadł na pewien pomysł.
- Słuchaj, może ten ktoś miał klucz? - Irwin zaproponował powierzchownie głupi pomysł
- Nie dawałam nikomu klucza. - H zaprzeczyła stanowczo jednocześnie kręcąc głową
- Domyślam się, ale
posłuchaj: nie słyszałaś nic podejrzanego, nie ma śladów włamania,
grzebania przy zamku też nie. Myślisz, że zwróciłabyś uwagę na dźwięk
drzwi otwieranych kluczem? - zdolności dedukcji Ashtona, które ujawniły
się podczas pierwszego spotkania dwójki zdawały się o sobie przypominać.
- Nie wiem, byłam chyba za bardzo zajęta, żeby nasłuchiwać takich rzeczy. - dziewczyna odpowiedziała po chwili namysłu
- Czyli jaki mamy wniosek? - Ash wiedział, że H szybko podłapie jego tok myślenia
- Ktoś, kogo nie znam,
ma klucz do mojego mieszkania i wiedział, że byłam zajęta. Czyli musiał
mnie obserwować. - kark Harley zlał zimny pot.
Huffman rzadko odczuwała strach. Naprawdę rzadko. Jednak w tamtej chwili była przerażona.
- Boisz się?
- Tak.
- Od jak dawna?
- Od bardzo dawna.
Mówiąc mu coś takiego H
wykazało dużą dozę zaufania i szczerości. Możliwe, że w tamtym momencie
nie chciała go okłamywać. Możliwe, że ze strachu zapomniała o fasadzie
niestraszonej.
Możliwe, że powoli, chodź na razie nieświadomie, zaczynała traktować tego chłopaka jak przyjaciela.
-
Powróciłam ;) Brak opisu emocji czy czegokolwiek bohaterów w końcowym dialogu jest celowo. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, rozdział dodałam bez sprawdzenia.Miłego czytania xx