poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 7

Odnalezienie informacji, na której H tak bardzo zależało wcale nie przyniosło oczekiwanej przez dziewczynę poprawy.

Ten jeden ślad, na który natrafiła w zasadzie przypadkowo stał się początkiem dalszych problemów.

Harley spędzała całe noce na próbach zweryfikowania wskazówki, śpiąc jeszcze mniej niż zwykle. 
Do pracy przychodziła niemalże nieprzytomna, co zaniepokoiło Vee i innych pracowników. Nie kontaktowała się z absolutnie nikim, nie odbierała telefonów nawet od Calixa.

W końcu jej obsesja rozwinęła się do tego stopnia, że Huffman w ogóle przestała sypiać. Funkcjonowała wyłącznie dzięki kawie i energetykom. Wiedziała, że długo nie pociągnie żyjąc w ten sposób, ale wrodzony upór i nabyta determinacja nie pozwalały jej tak po prostu przestać szukać.

Potrzeba uzyskania potwierdzenia prawdziwości informacji była silniejsza od niej samej.

W końcu Vee nie wytrzymała i licząc na wsparcie oraz pomysł na to, jak odciągnąć H od komputera opowiedziała o wszystkim Calumowi, który z kolei powtórzył całą opowieść Ashtonowi. Irwin, który wciąż był odrobinę zły na Huffman za kłótnię w kawiarni, zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie złożyć jej wizyty. Wiedział, że prawdopodobnie zostanie wyproszony, ale martwił się o Harley. Może i nie znali się za długo, ale czuł dziwną potrzebę zadbania o to, by nie zrobiła sobie krzywdy takim postępowaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że było to co najmniej głupie biorąc pod uwagę fakt, iż H roztaczała wokół siebie aurę niebezpieczeństwa, tak jakby pomimo swojej drobnej postury była w stanie walnąć tobą o ścianę i się przy tym nie zmęczyć, ale nie mógł zahamować tego dziwnego poczucia odpowiedzialności wobec niej.

Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że podobne odczucia miał wobec wszystkich swoich przyjaciół. Nie mógł jeszcze nazwać Huffman przyjaciółką, a już zachowywał się względem niej jakby znali się co najmniej od dwóch lat.

No i Harley trochę go przerażała.

Ale tylko trochę.

***

H właśnie spędzała dwudziestą piątą godzinę z rzędu na próbach weryfikacji śladu, który znalazła, kiedy jej komputer niespodziewanie odmówił współpracy. Drań po prostu zdecydował się zepsuć.

Na początku dziewczyna podeszła do sprawy spokojnie. Spróbowała wyłączyć laptopa i włączyć go z powrotem, ale ten szedł w zaparte. Nie chciał się odpalić.

Harley, która była obeznana z oprogramowaniami i hakerstwem, niestety na aspekcie mechanicznym urządzenia znała się jak świnia na gwiazdach.

Krótko mówiąc jej poszukiwania zostały przerwane w perfidny sposób.

Huffman mimo tego, że zazwyczaj udawało jej się zachować stoicki spokój, nie wytrzymała napięcia. Była wściekła. Gdyby ktoś wtedy przechodził obok jej mieszkania pomyślałby, że w środku trwa jakaś bitwa. Albowiem H w niepohamowanym gniewie zaczęła demolować wszystko, co wpadło jej w ręce. Na pierwszy ogień poszedł kubek z kawą, potem ucierpiała lampa stojąca na biurku. Harley uspokoiła się dopiero po rozwaleniu obrazu wiszącego na ścianie i to wcale nie dlatego, iż złość wyparowała. To ból ją ocucił.

Podczas niszczenia obrazu, który oprawiony był w antyramę, dziewczyna poraniła sobie dłonie o szkło pękające pod jej palcami. Dopiero kiedy poczuła kłucie i krew spływającą po rękach oprzytomniała.

Huffman zaczęła oddychać głęboko patrząc na swoje zakrwawione palce i zdarte kłykcie, usiłując się uspokoić. Musiała się pogodzić z tym, że wszelkie rezultaty poszukiwań, chociaż znikome, przepadły. Jej myśli pędziły w zawrotnym tempie w pogoni za pomysłem na odzyskanie straconych danych, jednak nic nie przychodziło do głowy. H osunęła się na kolana wciąż wlepiając wzrok w swoje dłonie, jakby widok czerwonego płynu na skórze był jedyną rzeczą, która pozostała pewna i niezmienna.

W pewnym sensie tak było. Harley miała krew wielu osób na swoich rękach.

Ale nie o to chodziło. Widok własnej krwi uspokajał Huffman. Może to wydawać się dziwne, ale tak już było. Każde krwawienie uświadamiało jej, że mimo wszystkich złych uczynków, których szczerze mówiąc czasami żałowała, wciąż jest człowiekiem.

Ból i krew były dla niej czymś wspaniałym. Dowodami na ciągnące się życie.

Harley podniosła się z kolan dopiero po dziesięciu minutach. Ostrożnie wyciągnęła kawałki szkła z dłoni, po czym powlokła się do łazienki powłócząc nogami. Gdyby ktoś spojrzał na nią w tamtym momencie pomyślałby, że wygląda jak zombie.

Nie minąłby się z prawdą.

Oczywiście H nie była zombie, oczywiście że nie. Ale wtedy poruszała się i wyglądała jak takie stworzenie.

Dziewczyna umyła ręce w umywalce, po czym schlapała twarz zimną wodą. Uniosła głowę by spojrzeć na swoje odbicie.

Jeszcze nigdy w życiu nie wyglądała tak źle.

Dobra, przesada, może ze trzy albo cztery razy wyglądała znacznie gorzej. Ale o tym później.

Włosy prezentowały sobą tragiczny nieład, który bynajmniej nie był artystyczny. W dodatku brudny nieład. Pod oczami pojawiły się worki i cienie w kolorze śliwki. Oczy, zazwyczaj lśniące i pełne pogardy skierowanej zazwyczaj do rozmówcy, straciły swój kolor i wyraz. Normalnie szare, wtedy wyblakły do odcienia tak jasnego, że wydawały się prawie białe. Cera pobladła jeszcze bardziej, co graniczyło z czymś niemożliwym.

Harley potrząsnęła głową i zacisnęła palce na krawędzi umywalki. Miała dosyć tego niekończącego się szukania, dosyć nieprzespanych nocy. Była zdeterminowana, ale znała też pewne granice. Jedna z tych granic właśnie została przekroczona.

Huffman wytarła ręce i twarz ręcznikiem i już energiczniejszym krokiem wyszła z łazienki. Miała zamiar skierować się do salonu by posprzątać cały bałagan, który narobiła w furii, ale po drodze jej uwagę przykuło coś innego.

Jej stara gitara porzucona w kącie.

Zawsze miała do niej sentyment, co i tak jest rzadkie u H, dlatego nie była w stanie jej wyrzucić.

W końcu dostała ją od rodziców.

Dziewczyna stała tak wpatrzona w instrument, zastanawiając się, czy wciąż byłaby w stanie zagrać swoją ulubioną piosenkę.

Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie.

Niepewnie podeszła do gitary po to, by chwycić ją w dłonie. Zdmuchnęła z niej kurz i poszła z powrotem do salonu uważając na odłamki szkła wciąż walające się po podłodze. Harley usiadła wygodnie na kanapie ustawiając gitarę tak, by wygodnie jej się grało, po czym rozpoczęła proces nastrajania strun.

Trwało to dłuższą chwilę, ale kiedy w końcu się udało, H z widocznym wahaniem złapała pierwszy akord i zagrała pierwsze dźwięki.

Po tym Huffman nie musiała się już nawet zastanawiać. Po prostu grała, a muzyka wydobywała się spod jej palców kojąc uszy i zmęczony umysł.

Nawet nie zauważyła, że nie grała tylko jednej piosenki. Po skończeniu tej pierwszej zaczęła grać kolejną nawet na chwilę nie przerywając. Jej dawna pasja tak ją zaabsorbowała, iż rzeczywistość przestała dla niej istnieć. Liczyła się tylko gitara i dźwięki z niej płynące.

Z transu wyciągnął ją dopiero skrzypienie otwieranych drzwi.

W jej mieszkaniu skrzypiały tylko jedne drzwi.

Wejściowe.

***

Ashton spokojnym krokiem wchodził po schodach w celu dostania się do mieszkania Harley. Wolał wejść na własnych nogach i się trochę zmęczyć niż jechać windą. Windy go przerażały. Całe szczęście blok miał tylko trzy piętra, co nie było zbyt dużym wyzwaniem dla Irwina.

Co nie zmieniło faktu, że po wdrapaniu się na ostatnie piętro Ash potrzebował chwili by złapać oddech i nie wypluć przy tym płuc. Kiedy udało mu się opanować, już trochę mniej spokojnie podszedł do drzwi wejściowych prowadzących do mieszkania Huffman. Drewno, z którego drzwi były wykonane wyglądało na wysłużone i zniszczone, a szóstka wisząca tuż nad wizjerem przekrzywiła się i zmieniła w dziewiątkę.

Wtedy chłopak uzmysłowił sobie, że coś mu tam nie pasowało. Tym czymś okazały się dźwięki gitary pochodzące z mieszkania H. Ashton natychmiast rozpoznał graną piosenkę. Zdziwiło go jednak to, iż najwyraźniej Harley umiała grać. Nie wyglądała na osobę, która umiała się posługiwać tym instrumentem. Pomińmy fakt, że w wielu kwestiach wygląd Huffman był mylący, a Ash po prostu jeszcze o tym nie wiedział.

Irwin ostrożnie zapukał w drzwi, które, ku jego zaskoczeniu, otworzyły się z głośnym skrzypnięciem pod naporem jego dużej dłoni. W mniej więcej tym samym momencie muzyka się urwała. Ashton rozpoczął procedurę "Panika".

Poniżej przedstawiam jego tok myślowy:

"O kurwa, ona mnie zajebie, ale drzwi były otwarte, ale je otworzyłem, znaczy pchnąłem i ona to usłyszała i teraz idzie mnie zajebać bo pewnie myśli że to włamywacz, NIE CHCĘ TAK SZYBKO UMIERAĆ!".

Problem w tym, że Ashton w przerażeniu wypowiedział to wszystko na głos, a, co za tym idzie, H wszystko to słyszała. Dziewczyna zastała Irwina przed swoimi drzwiami zasłaniającego twarz dłońmi.

- Ashton, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale powiedziałeś to na głos. I odsłoń twarz, nie rozmawiam z twoimi rękami. - H niezbyt delikatnie uświadomiła Ashowi, że wszystko słyszała jednocześnie uśmiechając się. Ta cała tyrada ją rozbawiła.

Gdy tylko Ashton usłyszał głos dziewczyny, opuścił ręce i zaśmiał się sam z siebie.

- O ja pierdolę, ale fail. Serio to na głos powiedziałem? - Irwin podrapał się po karku jak to miał w zwyczaju gdy był zakłopotany

- Tak. Jestem aż taka straszna? - Huffman skrzyżowała ręce na klatce piersiowej

- Straszna może nie, ale onieśmielająca. Nie skręcisz mi karku? - może i to pytanie wydaje się śmieszne, ale Ash jeszcze chwilę temu naprawdę bał się o swoje zdrowie fizyczne

- Co? - słowa wypowiedziane przez chłopaka wydały się H tak niedorzeczne, że aż musiała spytać. Przy okazji cichy śmiech wydobył się z jej ust.

- No wiesz, teoretycznie to wszedłem do twojego mieszkania nieproszony.

- Wiesz co, czekaj, gdzieś schowałam tę gilotynę... - Huffman zaczęła teatralnie szukać czegoś po kieszeniach, których nie miała w tych szortach, które akurat nosiła

- Harley, to nie jest śmieszne. - stwierdzenie Irwina było w ogóle nieprzekonywujące, ponieważ podczas wypowiadania go chłopak zaczął się śmiać

- Jest, i to bardzo.

- Co ty dzisiaj w takim dobrym humorze? - kwestia żartobliwości Harley tamtego dnia zaciekawiła 
Ashtona. Dziewczyna rzadko żartowała.

 - Tak jakoś. Może to dzięki temu że komputer mi się popsuł uwalniając mnie od siebie. - H wzruszyła ramionami

- Może. A tak w ogóle to wyglądasz gorzej niż śmierć. - Harley jeszcze tego nie wiedziała, ale w gronie przyjaciół Ash słynął ze swojej czasami aż przesadnej szczerości


- Dzięki. Ty wyglądasz jak po przebiegnięciu maratonu. Co robiłeś, wchodziłeś po schodach? - H nie pozostała mu dłużna

- No, tak, ale to ze strachu. No i pamiętaj, że na zewnątrz jest trzydzieści siedem stopni. - Irwin za wszelką cenę nie chciał wyjść na chłopaka, który poci się po wejściu po schodach na trzecie piętro

- Wiem, posiadam magiczną rzecz o nawie termometr. Jak już tu jesteś to wejdź do środka i pomóż mi ustalić jakim cudem drzwi były otwarte.

- A jesteś pewna, że je zamknęłaś? - Ashton miał wrażenie, że w tym mógł tkwić cały problem. Huffman po prostu nie zamknęła drzwi i o tym zapomniała.

- Tak, sprawdzałam to dzisiaj rano. - cóż można powiedzieć, dziewczyna dałaby sobie rękę uciąć, że drzwi były zamknięte. A przynajmniej takie powinny być.

- No to nie wiem.

- A może najpierw popatrzysz zanim orzekniesz, że nie wiesz? - jedną z wielu rzeczy, które denerwowały Harley było zbyt szybkie mówienie, że się czegoś nie wie

- W sumie. - oględziny się rozpoczęły.

Najpierw nasza dwójka uważnie obejrzała drzwi od wewnętrznej strony mieszkania, tak na wszelki wypadek. Nie widzieli potrzeby sprawdzania zawiasów, drzwi nie mogły zostać otworzone siłą - Huffman by to usłyszała.

Następnie zaczęli oględziny drugiej strony drzwi kiedy Ashton wpadł na pewien pomysł.

- Słuchaj, może ten ktoś miał klucz? - Irwin zaproponował powierzchownie głupi pomysł

- Nie dawałam nikomu klucza. - H zaprzeczyła stanowczo jednocześnie kręcąc głową

- Domyślam się, ale posłuchaj: nie słyszałaś nic podejrzanego, nie ma śladów włamania, grzebania przy zamku też nie. Myślisz, że zwróciłabyś uwagę na dźwięk drzwi otwieranych kluczem? - zdolności dedukcji Ashtona, które ujawniły się podczas pierwszego spotkania dwójki zdawały się o sobie przypominać.

- Nie wiem, byłam chyba za bardzo zajęta, żeby nasłuchiwać takich rzeczy. - dziewczyna odpowiedziała po chwili namysłu

- Czyli jaki mamy wniosek? - Ash wiedział, że H szybko podłapie jego tok myślenia

- Ktoś, kogo nie znam, ma klucz do mojego mieszkania i wiedział, że byłam zajęta. Czyli musiał mnie obserwować. - kark Harley zlał zimny pot.

Huffman rzadko odczuwała strach. Naprawdę rzadko. Jednak w tamtej chwili była przerażona.

- Boisz się?

- Tak.

- Od jak dawna?

- Od bardzo dawna.

Mówiąc mu coś takiego H wykazało dużą dozę zaufania i szczerości. Możliwe, że w tamtym momencie nie chciała go okłamywać. Możliwe, że ze strachu zapomniała o fasadzie niestraszonej.

Możliwe, że powoli, chodź na razie nieświadomie, zaczynała traktować tego chłopaka jak przyjaciela.

-

Powróciłam ;) Brak opisu emocji czy czegokolwiek bohaterów w końcowym dialogu jest celowo. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, rozdział dodałam bez sprawdzenia.Miłego czytania xx

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 6

Harley nie czuła się najlepiej tamtego dnia, ale mimo wszystko pomaszerowała do pracy i stanęła za ladą. Jej urlop dopiero co się skończył, więc nie chciała prosić szefa o kolejny dzień wolnego. Poza tym wiedziała, że niedługo wszystko jej przejdzie, złe samopoczucie było spowodowane okresem, który postanowił przyjść akurat wtedy.

Harley już po trzech godzinach pracy miała serdecznie dosyć. Jedynymi rzeczami, o jakich marzyła, były ciepły koc, kubełek lodów pistacjowych i dobry film, którego jeszcze nie oglądała. Niestety musiała jeszcze trochę poczekać z realizacją swoich tymczasowych marzeń.

Victoria zorientowała się, że H nie jest w nastroju już po jej pierwszych słowach, więc po prostu starała się zbytnio nie denerwować przyjaciółki.

Co innego Ashton, który w momencie przekraczania progu kawiarni nie miał pojęcia o złym humorze znajomej.

Gdy tylko chłopak wszedł do lokalu, Harley westchnęła cicho pod nosem. Tamtego dnia nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę z Irwinem. Tamtego dnia Harley nie miała ochoty na rozmowę z nikim, a z Ashtonem szczególnie. Zmieniła do niego nastawienie po incydencie z piosenką na urodzinach Vee, nie rozmawiała z nim od wtedy. Nie chciała, żeby ktoś dopytywał o jej przeszłość. Wolała tego nie rozpamiętywać i iść na przód. Wspomnienia pojawiały się tylko wtedy, kiedy w jej otoczeniu znajdowało się coś związanego z rodziną lub gdy zaczynała wątpić w swoje nocne zajęcie.
Poza tym wolała, żeby ten chłopak nie zbliżył się do niej za bardzo. Owszem, lubiła go, ale nie w tym leżał problem. Kłopot polegał na tym, że jeśli Ash zbliżyłby się do Huffman, prędzej czy później odkryłby jej sekrety, a tego H pragnęła uniknąć najbardziej na tym opuszczonym przez Boga świecie. Nawet Calix, z którym znała się praktycznie od dzieciństwa, nie znał wszystkich jej tajemnic. Gdyby je poznał już nie mogłaby ich nazywać tajemnicami.

Ashton już od dłuższego (czytaj: dwa dni) czasu zastanawiał się, dlaczego Harley się do niego nie odzywa. To znaczy nie oczekiwał od niej, że zadzwoni do niego sama z siebie, ale nawet kiedy to on dzwonił, dziewczyna odrzucała połączenia.

Dlatego też Irwin postanowił się przejść do Jetblack Espresso. Jego ciekawość nie dawała mu spokoju i musiał się dowiedzieć, dlaczego Huffman zaczęła go ignorować. Podejrzewał, że to przez ten incydent na imprezie, ale nie miał pewności, a uzyskanie potwierdzenia stanowiło wystarczający powód do spaceru.

Ale wróćmy do momentu, w którym Ashton wszedł do lokalu.

Irwin od razu skierował się w stronę stolika przy oknie, dokładnie tego samego, przy którym usiadł za pierwszym razem. Huffman westchnęła pod nosem, ale podeszła do stolika i chłodnym tonem wygłosiła standardową formułkę.

- Witam w Jetblack Espresso, co panu podać? - dziewczyna wyrecytowała nawet nie patrząc na Asha

- Dobra, albo nie zauważyłaś, że to ja, albo coś ci się stało z głową. - Irwin jak zawsze spróbował rozluźnić sytuację żartem. Zaniepokoiło go nastawienie Harley.

- Nie chcę z tobą rozmawiać. Zamawiasz coś czy będziesz tutaj tak siedział? - H wciąż nie patrzyła na twarz znajomego utrzymując tak chłodny ton głosu, na jaki tylko mogła się zdobyć

- Zrobiłem coś nie tak?

- Ashton, kiedy mówię, że nie chcę z tobą rozmawiać, to oznacza, że nie mam ochoty się do ciebie odzywać. Ewentualnie mogę przyjąć twoje zamówienie. - dopiero w tamtym momencie Harley spojrzała na Ashtona. Jej szare oczy nie wyrażały niczego poza zirytowaniem.

- Ale czemu?

- Jeśli myślisz, że ci powiem, to się mylisz.

- To przez to, co się stało na imprezie, tak? - na słowa Irwina dziewczyna zmieniła nastawienie z obojętnego na wyraźnie wrogie. Przed wypowiedzeniem odpowiedzi odłożyła notatnik i długopis na blat stołu, po czym nachyliła się nad Ashem wspierając się na dłoniach opartych o oparcie nie zajętego przez nikogo krzesła. Chłopak nie spodziewał się takiej reakcji ze strony dziewczyny, więc szybko odchylił się do tyłu na tyle, na ile było to możliwe.

- Jeśli jeszcze raz wspomnisz ten 'incydent', to nie ręczę za siebie.

- Okej, spokojnie, chcę tylko wiedzieć, dlaczego mnie ignorujesz kiedy do ciebie dzwonię. - chłopak powiedział uspokajającym tonem jednocześnie unosząc dłonie do góry w geście okazania pokojowego nastawienia. W tamtym momencie poczuł się tak, jakby toczył wojnę z Huffman i wcale mu się to nie podobało. Miał ku temu dwa powody. Po pierwsze: Harley jawiła mu się jako dobra znajoma, która mogłaby z czasem stać się przyjaciółką. Po drugie: H ewidentnie wygrywała tę 'wojnę'.

- Czy ty jesteś głuchy? Mówiłam już, że nie chcę z tobą rozmawiać. - dziewczyna wyprostowała się odzyskując względne opanowanie - Może mi przejdzie, nie wiem, ale jak mi przejdzie, to dowiesz się jako pierwszy. A teraz, jeśli pan hrabia Irwin pozwoli, chciałabym się dowiedzieć, co zamawia. - ostatnie zdanie H wypowiedziała zgryźliwie, co zdenerwowało Ashtona

- Nic. Przyszedłem do ciebie, ale chyba sobie nie życzysz, żebym tutaj siedział, pani hrabino Huffman. - Irwin odpowiedział utrzymując ton Harley

- Wow, pan hrabia Irwin wreszcie zrozumiał. Tam są drzwi. - dziewczyna wskazała palcem wyjście z kawiarni jednocześnie tak mówiąc zdanie, jakby zakładała, że Ash nie byłby w stanie sam trafić do celu

- Dzięki, sam bym nie trafił.

- Wiem, dlatego ci je pokazałam. - dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby nie zauważyła sarkazmu w głosie Irwina. Ashton, wtedy już mocno zdenerwowany i zirytowany zachowaniem i nastawieniem Huffman tylko przeczesał włosy odgarniając pasma z czoła i wyszedł z Jetblack Espresso. Harley odprowadzała go wzrokiem, który spokojnie mógłby ciskać pioruny, gdyby tylko było to fizycznie możliwe. Kiedy chłopak wreszcie znalazł się poza lokalem, H wydała z siebie cichy jęk zirytowania, nerwowo poprawiła plakietkę przyczepioną do bluzki i wróciła za kasę. To był pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy to osoba wyprowadziła ją z równowagi. Harley nawet nie wiedziała, czemu zdenerwowała się aż tak bardzo, ale nie interesowało jej to. Stało się. Z resztą w razie czego mogła wszystko zrzucić na okres.
Gdy tylko Huffman wróciła na swoje miejsce, Victoria wzięła sprawy w swoje ręce.

- Co to miało być? - Spacey zapytała tonem pełnym wyrzutu

- Co?

- Zrobiłaś mu awanturę o to, że tak w zasadzie to się o ciebie martwił, idiotko! - Vee nie należała do dziewczyn, które hamują swoje emocje, dlatego bardzo szybko zaczęła krzyczeć. Miała szczęście, że akurat wtedy nie było żadnych klientów, a barista nauczył się nie wtrącać nosa w sprawy Harley już pierwszego dnia swojej pracy z nią.

- Nie martwił się, tylko był ciekawy dlaczego nie odbieram, a to różnica. - Huffman odpowiedziała niewzruszona wybuchem przyjaciółki

- Wszystko jedno, interesowało go to na tyle, że pofatygował się tutaj, żeby się dowiedzieć, a ty nie dość, że przywitałaś go jak nieznajomego, to jeszcze go prawie opierdoliłaś! Czy ty jesteś normalna?! 

- Victoria była bardzo zła na H za to, jak potraktowała Ashtona. Dla niej było to zupełnie nie do przyjęcia.

- Nie, a ty doskonale o tym wiesz. - Harley z kolei wciąż zdawała się nieporuszona kazaniem Vee

- Do kurwy, Harley, on się tylko chce z tobą zaprzyjaźnić, czemu jesteś dla niego taka chłodna?! - Spacey była bardzo empatyczną osobą, więc tym bardziej wkurzyło ją zachowanie przyjaciółki. Była w stanie sobie wyobrazić, jak musiał się czuć Ashton. Ponieważ empatia H była mocno ograniczona, Victoria często odgrywała rolę jej sumienia w odniesieniu do relacji międzyludzkich.

- Bo tak. - Huffman wiedziała, że Vee miała rację, ale zdawała sobie też sprawę z tego, że istniały mocne powody dla których potraktowała Ashtona tak, a nie inaczej. Nie mogła zdradzić swoich pobudek Victorii, wolała je zachować dla siebie.

- Bo tak?! Czy ty siebie słyszysz?!

- Doskonale.

- Ja pierdolę, Huffman, przecież on ci się nie chce dobrać do bielizny. - Spacey nie mogła wymyślić innego powodu, dla którego H nie chciała rozmawiać z Ashtonem. Przecież nie była przy przyjaciółce podczas całej imprezy, może zaszło coś, co nie powinno zajść?

Jeszcze zanim Victoria zdążyła zorientować się, jak bezsensowne pytanie zadała, było za późno. Przecież Ashton na pewno nie zrobiłby czegoś takiego, nawet po pijaku.

- Wiesz co, to chyba jednak ty jesteś nienormalna. - Huffman stwierdziła uśmiechając się pod nosem. Nie znała Irwina długo, ale wiedziała, że skoro Vee wpadła na pomysł, iż mogło mu chodzić tylko o to, to musiała mieć nie po kolei w głowie. Poza tym jeśli Irwin faktycznie chciałby tylko ją przelecieć, H szybko by się zorientowała, a wtedy Ash szybko znalazłby się na podłodze zwijając się z bólu.

Harley Joyce Huffman nie była delikatna względem facetów, których jedynym celem było wydymać nowo poznane dziewczyny.

- Masz za nim iść. - po krótkiej chwili milczenia Victoria wygłosiła swój rozkaz tonem nieznoszącym sprzeciwu

- Zwariowałaś chyba. - H stwierdziła takim tonem, jakby to było zupełnie oczywiste jednocześnie powracając do notowania czegoś na małej kartce papieru.

- Nie. Masz teraz stąd wyjść, pójść za nim, przeprosić go i zwalić wszystko na miesiączkę. Kurwa, Irwin to złoty chłopak, rozumiesz? - Spacey za wszelką cenę nie chciała, żeby Huffman zepsuła sobie jak na razie dobrze zapowiadającą się relację z Ashem. Miała co do niego przeczucie: wrażenie, że on byłby w stanie w jakiś sposób pomóc Harley nie chciało dać jej spokoju. Oczywiście nie mogła o tym powiedzieć przyjaciółce. Wiedziała, że powiedziałaby coś w rodzaju "Nie potrzebuję pomocy", ale Vee wiedziała lepiej. Harley udawała, że wszystko w porządku, ale żaden człowiek, u którego wszystko w porządku, nie odtrąca wszystkich od siebie jeszcze zanim ich pozna i nie unika aż tak wielu tematów jak Huffman.

- Ta, skąd niby wiesz? Poznałaś go dokładnie tego samego dnia, co ja. - H próbowała się wykręcić od przeproszenia Irwina jeszcze tego samego dnia wszystkimi argumentami, jakie miała pod ręką. Naprawdę nie chciała udawać, że jej przykro. Owszem, czuła się trochę głupio bo zdawała sobie sprawę z tego, iż potraktowała chłopaka trochę za ostro, ale naprawdę musiała trochę od niego odpocząć zanim mogłaby traktować go jak dawniej. Harley była specyficzną osobą i za każdym razem, kiedy ktoś poznawał choć ułamek jej wielu tajemnic, jak na przykład reakcję na konkretną piosenkę, musiała się od tej osoby odseparować na jakiś czas. Zawsze wracała, ale po prostu potrzebowała czasu sam na sam, głównie po to, by przyzwyczaić się do myśli, że ktoś wie trochę więcej.

- Bo Calum mi opowiadał ty pizdo! Jest dla ciebie miły, martwi się o ciebie, a ty zachowujesz się jak jebana Elsa z Krainy Lodu! Zrozum, możesz zyskać przyjaciela, który nigdy cię nie opuści, serio. Ashton to chyba najbardziej lojalny i godny zaufania człowiek, jakiego znam. - Victoria wypowiedziała to tak, jakby głosiła tajemnice wiary. Krótko mówiąc brzmiała przekonująco.

- Vee, nie pójdę za nim i koniec, rozumiesz? Potrzebuję przerwy od niego i tyle, jak mi przejdzie to wtedy go przeproszę. I nie truj mi nad głową, bo i tak tego nie zrobię. - Harley odpowiedziała spokojnie, acz stanowczo

- Jesteś denerwująca, wiesz? - Victoria wyrzuciła z siebie podpierając biodra

- Wiem, trudna w obyciu też jestem. - H zdawała się nieporuszona uwagą przyjaciółki, jej twarz przypominała maskę zastygłą na jednej emocji

- Tracisz w jego oczach.

- Wiesz, na daną chwilę mnie to średnio interesuje.

- Nie mogę z tobą, serio. Idę zapakować zmywarkę. - Spacey nie wytrzymała uporu Huffman, więc skierowała się w kierunku urządzenia jednocześnie mamrocząc pod nosem i prowadząc dialog z samą sobą na temat głupoty H.

Tyrada Vee nie zrobiła na samej Harley zbyt dużego wrażenia. Wiedziała o wszystkim, co wyartykułowała z siebie dziewczyna, nie trzeba jej było o tym mówić. Jednak to, co ze swoją wiedzą H miała zamiar zrobić to już zupełnie inna historia.

Miała swoje potrzeby i powody i zamierzała ich zmieniać pod naciskiem osób innych niż ona sama.
Poza tym miała ważniejsze rzeczy na głowie niż latanie za Irwinem i przepraszanie go. W jej planach leżało zrobienie tego, ale dopiero w momencie, który uzna za stosowny.

Tamtego dnia jej myśli zajmowała w przeważającej ilości sprawa mordercy jej rodziny.

Poprzedni wieczór spędziła na szukaniu jakiegokolwiek tropu, czegoś, co mogłoby ją naprowadzić na imię człowieka, który dopuścił się tej zbrodni tym samym rujnując jej życie. Jeszcze o tym nie wiecie, ale to wydarzenie pociągnęło za sobą pasmo innych zawirowań, które finalnie doprowadziły do tego, że Harley Huffman była jaka była - zamknięta na innych, zdeterminowana. Ale głównym skutkiem tego wszystkiego było podjęcie się przez nią pracy mordercy na zlecenie na jej własnych zasadach.

Ale o tym innym razem.

Tamtego dnia liczyło się tylko to, że poprzedniego wieczora natknęła się na coś, co potencjalnie mogło doprowadzić ją do człowieka, którego tak bardzo nienawidziła nawet go nie znając.

Bo tylu latach poszukiwań Harley Joyce Huffman wreszcie znalazła nić, która być może miała doprowadzić ją do kłębka.

-

Jestem z kolejnym rozdziałem. Trochę późno, ale jestem. Czekam na wasze opinie w komentarzach, do następnego aniołki xx

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 5

Już dwa dni po 'wykonaniu' poprzedniego zlecenia, Harley miała pełne ręce roboty. Co prawda Bay nie zadzwonił z kolejnym zadaniem, ale pojawił się nowy problem: przyjęcie niespodzianka dla Vee. 
 
Przygotowania szły pełną parą, ponieważ dziewczyna obchodziła urodziny już za trzy dni, a cała ekipa zabrała się do pracy trochę za późno, co wywoływało ciągłe nerwy.
 
Harley była odpowiedzialna za załatwienie tortu i wszystkich dekoracji, w czym odnajdywała się zaskakująco dobrze. Huffman przejęła też rolę koordynatora działań po tym, jak okazało się, że Calum nie był w stanie wszystkich ogarnąć. Dzięki przejęciu dowództwa prace nad przedsięwzięciem zakończyły się idealnie na czas.
 
Przyszła pora na finał całego planu.
 
Był środek września, wiosna dopiero się zaczęła, a Vee miała urodziny. Piętnasty wypadał w weekend, więc ani uczestnicy, ani organizatorzy nie musieli się martwić o pracowanie lub naukę na kacu następnego dnia.
 
Oczywiście H to zwisało, i tak urlop kończył się dopiero we wtorek.
 
Ashton w zasadzie też miał to w nosie, przecież nie miał pracy, a studentem też nie był. Co prawda matka cały czas powtarzała mu, że musi w końcu zacząć brać odpowiedzialność za siebie, ale jemu się do tego nie spieszyło.
 
Wracając, plan działania był następujący: Calum miał pójść po Vee, a w gestii całej reszty leżało dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, co było trudne do zrealizowania nawet z Harley za sterami. Powód? Rozgarnięcie chłopaków. Michael co chwila się rozpraszał znajdując sobie tysiąc innych zajęć, Luke wkurzał się na Michaela, a Ashton cały czas znajdował powód do żartów. Po jakimś czasie Huffman miała zdecydowanie dosyć tempa, w jakim szła prace, więc skończyło się na reprymendzie wygłoszonej chłodnym i opanowanym głosem, co zmotywowało chłopaków do pracy bardziej niż zrobiłby to emocjonalny krzyk. Poza tym Harley doskonale wiedziała jak przekupić znajomych do skupienia się na pracy, Gdy powiedziała, że jeśli jej nie pomogą, to nie zamówi pizzy na imprezę, cała trójka od razu wzięła się do roboty.
 
Tym sposobem wszystko było gotowe na około piętnaście minut przed ustalonym przybyciem Vee, więc H miała wystarczająco dużo czasu, żeby przebrać się w coś bardziej pasującego na imprezę, co oczywiście przyniosła ze sobą.
 
Wybranym w domu strojem była biała koszula na długi rękaw dopasowana do czarnych, obcisłych spodni z wysokim stanem. Oczywiście H nie zamieniła czarnych trampek na szpilki, wtedy byłoby jej niewygodnie tańczyć. I tak nie zamierzała nawet wchodzić na parkiet, ale zdawała sobie sprawę z tego, że z takim towarzystwem to nigdy nic nie było wiadome.
 
Korzystając z tego, że po przebraniu dziewczynie zostało jeszcze trochę czasu, nałożyła na twarz trochę podkładu, pudru, zrobiła sobie kreski eyelinerem oraz pociągnęła rzęsy tuszem. Dopiero wtedy wyszła z łazienki tylko po to, by przekonać się, że wszystkie światła są już zgaszone, zaproszeni goście także się już zeszli, a Ashton czekał na wyznaczonej pozycji z tortem. Oznaczało to, że Calum przed chwilą napisał sms-a do któregoś z nich, iż Vee za chwilę miała się pojawić. Harley szybko przemknęła do sypialni Victorii, rzuciła swoje rzeczy na łóżko dziewczyny, wyszła zamykając za sobą drzwi i stanęła z tyłu tłumu tak, żeby nie rzucać się w oczy. Dosłownie dwie sekundy po tym, jak Huffman zajęła swoje miejsce, drzwi do mieszkania otworzyły się, Calum zapalił światło i zaczął się armageddon. Wszyscy zaczęli śpiewać Sto Lat przekrzykując się nawzajem, ktoś odpalił konfetti, generalnie było głośno i chaotycznie. Przez ten cały czas Victoria stała oniemiała, a oprzytomniała dopiero wtedy, gdy goście skończyli śpiewać, co było niewysłowioną ulgą dla H.
 
Po pomyśleniu życzenia i zdmuchnięciu świeczek impreza się zaczęła. Za muzykę odpowiadał DJ, którego ściągnął jeden z gości i nikt nie pytał, skąd go wytrzasnął, a alkohol lał się strumieniami.
 
W tamtym momencie Harley zaczęła dziękować za swoją wysoką tolerancję alkoholu.
 
Wszyscy bawili się doskonale, a Huffman siedziała na sofie od czasu do czasu ruszając się po ponowne wypełnienie jej plastikowego kubeczka czymś do picia. Dziewczyna wiedziała, że musiała wyglądać żałośnie siedząc w kącie i pijąc samej, ale nie obchodziło jej to. Naprawdę ciężko było sprawić, żeby Harley Huffman czymś się przejęła.
 
Jednak H jeszcze nie wiedziała, że zakładając trampki podjęła słuszną decyzję.
 
Gdy w salonie rozbrzmiały pierwsze dźwięki jakiejś skocznej piosenki, której dziewczyna nie była w stanie rozpoznać, nagle u jej boku pojawił się Irwin, który, nawiasem mówiąc, trochę już wypił.
 
- Harley, chodź, co tak siedzisz sama?
 
- Może dlatego, że nie lubię tańczyć? - było to wierutnym kłamstwem. H uwielbiała tańczyć, ale nie przy ludziach.
 
- Ta, jasne. Wstawaj i przestań się wygłupiać, wszyscy tańczą. - chłopak stwierdził pewnie biorąc Huffman pod ramię i ciągnąc ją w stronę prowizorycznego parkietu. Harley tylko wzruszyła ramionami, po czym dała się przekonać, jeśli można to tak nazwać. Po prostu nie miała ochoty na prowadzenie dysputy z Ashtonem.
 
Gdy Harley już znalazła się w kręgu osób, które mniej więcej znała, mogła się trochę rozluźnić. 
Alkohol też robił swoje. To, że H miała mocną głowę jeszcze nie czyniło z niej osoby, której napoje procentowe w ogóle nie ruszają.
 
W ten sposób Huffman zaczęła tańczyć.
 
Dziewczyna bawiła się całkiem dobrze przez kolejne trzy piosenki, po których rozkręciła się na dobre.
 
Ta radość dziewczyny trwała aż do momentu, w którym z głośników rozbrzmiały pierwsze dźwięki piosenki "Grand Theft Autumn" zespołu Fall Out Boy. Utwór był stary, został wydany w 2003, a do tańczenia też średnio się nadawał, więc tak w zasadzie to nikt nie wiedział, po co go puszczono.
 
W każdym razie w tym momencie skończyła się dobra zabawa Huffman. Dziewczyna wyszła z mieszkania bez słowa. Gdy znalazła się na korytarzu od razu skierowała się do klatki schodowej, gdzie schodziła w dół tak długo, aż wszelkie dźwięki z imprezy przestały do niej docierać. Ściany były brudne i pomazane, a same schody lepiły się od wylanych napoi, ale H chodziły po głowie ważniejsze rzeczy.
 
Harley usiadła na zimnym stopniu, wyciągnęła z kieszeni spodni papierosa razem z zapalniczką, podpaliła szluga i zaciągnęła się cienkim przedmiotem. Normalnie nie paliła, ale zawsze nosiła w spodniach jednego papierosa, tak na wszelki wypadek.
 
Dziewczyna nie mogła się uwolnić od wspomnień wywołanych puszczoną piosenką.
 
Wspomnień, które od dwudziestego trzeciego grudnia dwutysięcznego trzeciego roku nie dawały jej spokoju i konsekwentnie wracały.

 
Była Wigilia Bożego Narodzenia. W domu Huffmanów cały dzień trwały przygotowania do świąt, które mieli spędzić wspólnie. Dziewięcioletnia wtedy Harley wyszła na dwór dosyć wcześnie, chcąc uniknąć rodziców, którzy jak zawsze w ten jeden dzień byli poddenerwowani. Jej rodzeństwo zostało, żeby pomagać, ale ona miała lepsze zajęcia.
 
Dziewczynka wędrowała po ulicach Sydney przez prawie cały dzień. Wiedziała, w które dzielnice nie należało chodzić, mama zawsze jej to powtarzała. Brązowe włosy spięte w dwa kucyki wesoło podrygiwały przy każdym jej ruchu.
 
Harley wróciła do domu dopiero o siedemnastej, zapamiętała, że o tej porze zawsze zaczynała się ubierać w odświętną sukienkę, żeby zasiąść do kolacji wigilijnej.
 
Gdy mała Harley weszła do domu starała się zachowywać cicho, w końcu nie chciała awantury o to, że się wymknęła. Ostrożnie przeszła obok kuchni, ale coś jej nie pasowało. Nikt nie krzątał się po domu, co zaniepokoiło dziewczynkę. W ten konkretny dzień wszyscy powinni wyłazić ze skóry i uwijać się jak w ukropie.
 
Tymczasem panowała martwa cisza.
 
Harley weszła po schodach i niemalże od razu skierowała się do pokoju rodziców, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Może po prostu położyli się na chwilę i zasnęli?
 
Dziewięciolatka powolutku otworzyła drzwi do sypialni, żeby przypadkiem nie obudzić rodziców.
 
Gdy już weszła do pokoju, stanęła jak wryta.
 
Na łóżku leżeli mama i tata, ale nie spali.
 
Nóż wbity aż po samą rękojeść sterczał z klatki piersiowej każdego z nich. Pościel została zabarwiona na czerwono od już zaschniętej krwi, kilka kropel spadło na biały dywan.
 
Mała Harley patrzyła się na to wszystko z przerażeniem w swoich dużych, szarych oczach.
 
Na komodzie w pokoju stało małe radio, z którego sączyła się jedna melodia. Cichutko, urządzenie zostało ściszone prawie do oporu.
 
Radio wygrywało dźwięki "Grand Theft Autumn".

 
*
 
Od razu po tym, jak Harley wybiegła z mieszkania, Ashton przepchał się przez tłum, co zajęło mu trochę czasu, i zaczął szukać dziewczyny. Zanim wpadł na to, że może być na klatce schodowej, upłynęło trochę czasu. Jednak kiedy Irwina już oświeciło, od razu zaczął zbiegać po schodach.
 
Znalazł ją dopiero na drugim piętrze. Siedziała na tych brudnych schodach z papierosem w ręku i głową odchyloną do tyłu. Z ust wydmuchiwała dym w kształcie małych kółek. Ash podszedł do niej spokojnym, aczkolwiek trochę chwiejnym krokiem i przysiadł się do dziewczyny. Ta nawet na niego nie spojrzała.
 
- Dlaczego tak nagle wyszłaś z imprezy? - w odpowiedzi nie usłyszał nic, więc zadał kolejne pytanie 
 
- To przez tą piosenkę, tak?
 
- Ashton, jeśli oczekujesz ode mnie, że po mniej niż dwóch tygodniach znajomości powiem ci, dlaczego wyszłam i co się stało to się grubo mylisz, okej? - H odpowiedziała chłodnym tonem zwracając swoje spojrzenie na Irwina wiedząc, że jeśli nie udzieliłaby jakiejkolwiek odpowiedzi, ten zadawałby pytania do upadłego. Ash zauważył, że jej oczy nie wyrażały żadnych emocji. Były puste jak jezioro podczas suszy.
 
- Okej, jasne.
 
- Zajebiście się cieszę, że się zrozumieliśmy. - po słowach H nastała dłuższa chwila niezmącona ani jednym dźwiękiem pomijając odgłosy zza okna. Dopiero po tym, jak Huffman wypaliła papierosa do końca, odezwała się ponownie.
 
- Idę do domu. Nawet nie próbuj proponować odprowadzenia mnie, poradzę sobie. Wiem, że zostawiłam ubrania u Vee, ale w tym momencie chuj mnie to obchodzi, wrócę po nie jutro. Cześć. - H wypowiedziała wszystko opanowanym tonem uprzedzając wszystkie ewentualne pytania Irwina, po czym rzuciła peta na podłogę, zgniotła go butem i wsadzając dłonie do kieszeni spodni zeszła pozostałe dwa piętra po schodach wychodząc z budynku. Dziewczyna szła w ciszy pogrążona we własnych myślach.
 
Gdy dotarła do własnego mieszkania było już grubo po drugiej w nocy. Pierwszym, co zrobiła po przejściu przez próg było oparcie głowy o drzwi. Miała dosyć tego wszystkiego, serdecznie dosyć.
Westchnęła ciężko, po czym stanęła prosto i weszła do salonu, gdzie walnęła się na kanapę. Uniosła prawą rękę do swoich włosów, które najpierw zaczęła przeczesywać palcami, a potem nerwowo ciągnąć ku górze.
 
Huffman nie za bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Miała ochotę coś rozwalić, ale pod ręką miała same cenne rzeczy, których niszczenia wolałaby uniknąć.
 
Po pół godzinie bezczynnego leżenia nie wytrzymała.
 
Złapała lampę stojącą niedaleko sofy, wyrwała ją z kontaktu i cisnęła nią o przeciwległą ścianę wydając przy tym z siebie jęk desperacji i wściekłości. Po tej krótkiej destrukcji, której dokonała, poczuła się o wiele lepiej, ale z kanapy wstała dopiero po kolejnej pół godzinie. Wtedy poszła do łazienki, zmyła makijaż, wzięła zimny prysznic, przebrała się w pidżamę i wyszła na balkon z kolejnym papierosem w jednej dłoni i z różańcem w drugiej.
 
Nie interesowało ją to, że dopiero co umyła włosy, a na dworze było chłodno. Przesiedziała na leżaku wystawionym kiedyś na balkon pół nocy, po prostu siedząc, okręcając różaniec między palcami i patrząc na miasto, w którym spędziła całe swoje życie.
 
Miała ochotę na chwilę przestać istnieć, ale wiedziała, że to nie było możliwe. Umrzeć nie chciała, za bardzo przywiązała się do życia.
 
Nie chciała też zapomnieć. Wspomnienia napędzały ją do działania, wyznaczały cel, który chciała zrealizować.
 
I dlatego o piątej nas ranem, kiedy słońce już powoli wschodziło, Harley Huffman wstała z leżaka, weszła do salonu i usiadła przy komputerze mając w głowie tylko jedno.
 
"Muszę dotrzeć do celu.".

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 4

Harley wstała później niż normalnie. Wreszcie mogła się wyspać bez zbędnych ceregieli, takich jak pójście do pracy. Tak, Harley Joyce Huffman wzięła zwolnienie. Nie dlatego, że była chora, co to to nie. Po prostu potrzebowała trochę odpoczynku. Był jeszcze jeden powód - przez ten tydzień wolnego Harley musiała zaplanować morderstwo, a potem wykonać robotę tak, by nie pozostawić po sobie śladów. Krótko mówiąc nie mogły paść na nią żadne podejrzenia, a i tak musiała zapewnić sobie alibi. I chyba już nawet miała pomysł, jak to zrobić.

Dwa dni upłynęły jej na planowaniu. Był to bardzo czasochłonny proces - dziewczyna nie dość, że musiała zapoznać się z okolicą, w której zazwyczaj kręcił się cel, to jeszcze musiała pozostać niezauważona przez owy cel. Dodatkową trudnością było sprawdzenie każdej możliwości rozwoju sytuacji. Musiała także przewidzieć wszystkie ruchy, jakie wykona policja.

W takich momentach dziękowała swojej zmarłej matce za to, że za życia pracowała w policji i chcąc, by jej najstarsze dziecko poszło w jej ślady już od dzieciństwa opowiadała Huffman o metodach pracy na posterunku.

Wreszcie trzeciego dnia urlopu H postanowiła działać. Pogoda nie dopisywała, ale Harley to nie przeszkadzało, lubiła burzę i deszcz. Rano zadzwoniła do Baya i poprosiła go, by poszedł z nią do klubu, do którego zwykła chodzić ofiara by chłopak mógł zapewnić jej alibi. Umówili się na dziewiątą wieczorem przed owym klubem.

Harley zdecydowała, że pomimo chęci zabawy i rozluźnienia, która ogarnęła ją właśnie tego wieczoru, nie mogła sobie pozwolić na chwilę relaksu. Musiała się skupić na czekającym na nią zadaniu.

Gdy już nadszedł czas na przygotowanie się, wyciągnęła z szafy klasyczną małą czarną, którą zazwyczaj zakładała wtedy, gdy według alibi znajdowała się na jakiejś imprezie. Spojrzała na sukienkę i uznawszy, że tym razem chce założyć coś innego, zdjęła z wieszaka niebieską sukienkę na ramiączka, która sięgała jej do połowy ud i uprzednio zdejmując z siebie to, co miała na sobie, założyła kreację na wieczór. Przejrzała się w pełnowymiarowym lustrze i uznając, że ujdzie w tłoku, skierowała się do łazienki by skorzystać z kosmetyków, których zwykle nie używała, co nie oznaczało, iż nie jest w stanie nałożyć na twarz porządnego makijażu.

Po dłuższym czasie spędzonym na 'nakładaniu tapety', Harley założyła czarne szpilki na nogi i biżuterię, z którą nigdy się nie rozstawała - różaniec oraz srebrny pierścionek w kształcie węża oplatającego jej palec. Gdy była już w pełni gotowa, narzuciła na siebie skórzaną kurtkę i wyszła z mieszkania zamykając je na klucz. Nie potrzebowała torebki. Telefon i pieniądze schowała do kieszeni kurtki, a nóż miała schowany pod sukienką w ten sposób, że nic nie było widać.

Dotarcie na umówione miejsca spotkania zajęło jej około piętnastu minut. Dziewczyna szła trzymając nad głową rozłożoną parasolkę by ochronić się przed deszczem. Krople wody miarowo bębniły o naprężony materiał doprowadzając H wydawanym dźwiękiem do szału. Gdy wreszcie mogła złożyć parasol wydała z siebie ciche westchnięcie. Krótko po niej pod klubem zjawił się Bay. Przyjaciele przytulili się na przywitanie. Huffman a i owszem, nie lubiła kontaktu fizycznego, ale tylko z nieznanymi jej osobami, a Calix był dla niej prawie jak brat. Spędzili większość życia we własnym towarzystwie.

- To jak to rozgrywamy? - Calix zajmował się tylko wyszukiwaniem informacji, to Harley była od
planowania

- Wchodzę z tobą do klubu, trochę zostaję udając znudzoną i wychodzę pod pretekstem zmęczenia. Ten facet powinien dzisiaj siedzieć pod Operą. - H mówiła o zabójstwie jakby prowadziła rozmowę o faktach naukowych: w jej głosie nie było żadnych emocji

- W taką pogodę?

- Zawsze tam chodzi kiedy pada.

- Czemu? - jedną z wielu cech Bay'a była nadmierna ciekawość. Harley o tym jeszcze nie wiedziała, ale tą cechę dzielił z Calixem Ashton.

- Nie wiem, po prostu poszperałam i się dowiedziałam. Nie potrzebuję wycieczki po jego psychice. - Huffman ucięła temat i weszła do klubu. Lokal nie był zbyt popularny, więc nie było kolejki, a w środku kręciło się zaledwie kilkanaście osób. Głośna muzyka dudniła z głośników, a dziewczyna czuła wibracje w klatce piersiowej. Harley lubiła głośną muzykę, w kłopotliwych momentach pomagała jej wszystko zagłuszyć.

Bay szybko do niej dołączył. Przyjaciele szybko zaczęli odgrywać swoje role. Calix udawał, że się świetnie bawi, podchodząc od czasu do czasu do H i pytając, czy na pewno wszystko dobrze. Wszystko oczywiście w ramach grania. Harley z kolei świetnie odgrywała rolę zanudzonej na śmierć znajomej, którą wyciągnięto na miasto na siłę. Po około pół godzinie Harley podeszła do Calixa i oznajmiła, że idzie do domu, bo jest zmęczona, a Bay oczywiście nie wychodził z roli tym samym robiąc Huffman awanturę, o to, że przecież próbuje spędzić z nią czas, a ona wychodzi. Po kilku minutach krzyków i wyzwisk na niby, H w końcu wyszła z lokalu i skierowała się w stronę opery. Nie wzięła parasola z powrotem udając, że zapomniała go wziąć w gniewie. Szła ulicą na bosaka, zdjęła buty z nóg, ponieważ zaczęły ją uwierać. Krople deszczu rozbijały się o jej twarz rozmazując makijaż.

Dotarcie do Opery trwało bardzo krótko. Na przeciwko najsłynniejszego budynku w Sydney znajdowało się kilka wieżowców, więc Harley użyła ich jako zasłony. Po prostu schowała się za rogiem jednego z nich obserwując wejście do Opery. Nie musiała długo czekać.

Ofiara pojawiła się około dwudziestej drugiej. Mężczyzna nadszedł z lewej strony Harley, czyli akurat z tej strony, z której dziewczyna była zasłonięta budynkiem. Już mokre włosy oklapły jej na czoło, więc była zmuszona do ciągłego odgarniania dłuższych kosmyków z oczu. Facet już wchodził po schodach, by na nich usiąść, a Huffman miała zamiar ruszyć w jego stronę, ale wtedy ofiara poślizgnęła się na śliskiej powierzchni, upadając na plecy i uderzając głową w marmurowe stopnie. H jeszcze przez chwilę pozostała w ukryciu. Czekała na jakiś ruch z jego strony. Dopiero gdy ujrzała czerwony, gęsty płyn cieknący po schodach ruszyła się z miejsca. Musiała coś zrobić, ponieważ byłoby to podejrzane, gdyby nie zadzwoniła po pogotowie, a mimo okropnej pogody po okolicy kręciło się paru ludzi. By zachować autentyczność Harley podbiegła do faceta, którego jeszcze przed chwilą miała zabić, ale szczęśliwy dla niej wypadek zmył z niej tą przykrą powinność. Uklękła przy nim i uniosła jego głowę do góry. Nawet nie będąc specjalistką była w stanie stwierdzić, że lekarze go już nie odratują. Wyciągnęła telefon z kieszeni kurtki, wybrała numer alarmowy i zadzwoniła.
Odebrała operatorka linii, a Huffman poprosiła o wezwanie karetki oraz podała wszystkie potrzebne informacje, modulując głosem tak, by brzmieć na przejętą i roztrzęsioną. Gdy kobieta po drugiej stronie słuchawki pozwoliła jej się rozłączyć, H skończyła połączenie, schowała komórkę z powrotem do kieszeni i usiadła na schodach. Owszem, były chłodne i mokre, ale średnio ją to interesowało. Najwyżej dostanie zapalenia pęcherza.

Deszcz nie przestawał padać. Krople wody toczyły się po twarzy dziewczyny i moczyły jej ubranie. Z makijażu nie pozostało już nic do rozmazania. H zdawała sobie sprawę z tego, że musi wyglądać tragicznie, ale jakoś się tym nie przejmowała. Deszcz zmywał gęstą krew ze schodów Opery, na co Huffman patrzyła z zainteresowaniem. Wystarczyło trochę wody, by wszelki ślad po wypadku zniknął. Nie martwiła się o ewentualne zarzuty morderstwa - na miejscu nie było jej odcisków poza tymi, które zostawiła unosząc głowę ofiary, ale przecież powie, dlaczego się tam znalazły.

Karetka przyjechała po dziesięciu minutach. Ratownicy zabrali mężczyznę do karetki, a Harley, która przekonująco udawała roztrzęsioną do granic możliwości dziewczynę, która zadzwoniła po pogotowie, okryli pomarańczowym kocem oraz podziękowali jej za telefon. Gdy tylko pojazd uprzywilejowany odjechał, Huffman zrzuciła z siebie koc, wzięła go do ręki, wstała ze schodków i ruszyła w drogę powrotną do domu. Po drodze wysłała sms-a do Calixa o tym, co zaszło oraz obietnicą spotkania się w niedługim czasie by opowiedzieć wszystko dokładniej.

Kiedy Huffman już zbliżała się do domu, ciszę panującą w uliczce przerwały pierwsze tony piosenki, którą miała ustawioną na dzwonek. Dziewczyna szybko wyciągnęła urządzenie i odebrała połączenie.

- Halo?

- Harley, potrzebuję przysługi. - w słuchawce rozległ się znajomy głos. Problem polegał na tym, że należał do Irwina, ale H nie przypominała sobie podawania mu swojego numeru.

- Skąd masz mój numer?

- Calum mi podał.

- Konfident. - dziewczyna westchnęła krótko - Dobra, czego chcesz?

- Mogę do ciebie wpaść? Ale tak na noc? - chłopak zapytał niepewnie, a Harley aż przystanęła z zaskoczenia

- Żarty sobie robisz?

- No właśnie nie bardzo. Kurwa, strasznie mi głupio, ale trochę nie mam wyjścia.

- Ugh, czemu dzwonisz do mnie? Caluma nie ma w domu? - Huffman wydała z siebie jęk złości, odgarniając mokre włosy z czoła oraz ponownie ruszając w stronę kamienicy

- Dzisiaj nocuje u Vee i chyba wolę nie wiedzieć, co mają zamiar robić. - ton Ashtona nie pozostawiał nic w strefie domysłów

- A reszta twoich przyjaciół? - H naprawdę nie uśmiechało się przenocowywać Ashtona. Jedyne, na co miała ochotę to ciepły prysznic, o ile będzie ciepła woda, i wieczór przed telewizorem z kubełkiem lodów.

- Luke i Michael gdzieś wychodzą na całą noc.

- Tak w ogóle to dlaczego nie możesz po prostu wrócić do domu? - Huffman już wchodziła do mieszkania rzucając szpilki na dywan w przedpokoju

- Nie każ mi tego mówić. - Ash zaczął błagać tonem przepełnionym zażenowaniem

- Mów.

- Wyszedłem z domu i zgubiłem klucze. - na te słowa Harley uśmiechnęła się pod nosem

- I co teraz zrobisz?

- Muszę czekać, aż siostra wróci z imprezy, ma drugi komplet kluczy. H, błagam, nie mam co ze sobą zrobić. - Harley pomyślała o tym, że sama nie chciałaby znaleźć się w takiej sytuacji w taką pogodę. Irwin wziął ją na litość.

- W porządku, możesz u mnie nocować. Gdzie jesteś? - w słuchawce na chwilę zapadła cisza

- Tak właściwie to prawie pod twoim mieszkaniem.

- Super. To przygotuj się na straszydło pod drzwiami. - Huffman miała głęboko w nosie to, że Ashton zobaczy ją wyglądającą jak siedem nieszczęść

- Nie może być tak źle.

- Przyjdź to się przekonasz. Cześć. - Harley rozłączyła się i poszła do swojego pokoju chociaż po to, żeby przebrać się w piżamę. Potem szybko schowała wszystko, co mogło świadczyć o jej nocnym zajęciu. Po kilku minutach od telefonu chłopaka po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. H poszła do przedpokoju i uprzednio patrząc przez wizjer otworzyła drzwi.

- Wchodź i nie oceniaj. Mam bałagan jak się patrzy. - stwierdziła i odsunęła się na bok, by wpuścić Irwina do środka, zamykając drzwi gdy ten już wszedł do mieszkania. Pokazała mu co gdzie się znajdowało i oświadczyła, że będzie spał u niej w pokoju i żeby nawet się nie kłócił, bo nic nie wskóra. H i tak czuła w kościach, że tej nocy raczej nie prześpi, więc nie było sensu, żeby gość cierpiał na średnio wygodnej kanapie. Gdy dziewczyna już miała iść do łazienki w celu doprowadzenia się do porządku, zatrzymał ją Ash.

- Czemu tak wyglądasz? - głos chłopaka zmusił ją do zatrzymania się na chwilę i udzielenia odpowiedzi

- Opowiem ci jak będę wyglądać bardziej jak człowiek. - Huffman odpowiedziała zdawkowo, po czym nareszcie mogła wziąć upragniony prysznic, który szczęśliwe okazał się ciepły. Harley umyła włosy, zmyła rozmazany makijaż oraz pozbyła się brudu z ciała przy pomocy żelu pod prysznic o zapachu gorzkiej czekolady z pomarańczą. Gdy już wyglądała bardziej jak człowiek wyszła z pomieszczenia i od razu wróciła do salonu, gdzie usiadła na kanapie w bezpiecznej odległości od Ashtona. Powinna odczuwać chociaż lekki dyskomfort siedząc w piżamie obok Irwina, którego praktycznie nie znała, ale nie przeszkadzało jej to. Nie miała się czego wstydzić. No, może poza tą ohydną blizną na prawej łydce i kilku siniakach na obu nogach.

Przez chwilę siedzieli w ciszy, ale w końcu Irwin podjął temat.

- No? Miałaś mi powiedzieć dlaczego tak wyglądałaś. - Ashton upomniał się o odpowiedź na wcześniej zadane pytanie. Harley odwróciła głowę w jego stronę, po czym usiadła na kanapie bokiem tak, by nie musieć co chwila okręcać głowy tym samym przyprawiając się o ból karku. Łokieć lewej ręki wsparła na oparciu mebla tak, by właśnie lewa ręka stanowiła oparcie dla głowy. Zaczęła podświadomie bawić się kosmykami z tyłu głowy, które opadały jej na kark. Zadbane paznokcie jej prawej dłoni niespokojnie drapały także prawe kolano.

- Wyszłam z przyjacielem do klubu i zapomniałam parasolki. - stwierdziła wzruszając ramionami. Reakcja Ashtona lekko ją zdziwiła, ponieważ chłopak zaśmiał się krótko.

- Co cię tak śmieszy?

- Cóż, wyglądałaś, jakbyś się szykowała do poważnej rozmowy. Uznałem to za dosyć zabawne. - Ashton wyznał uśmiechając się radośnie - Jakie jest twoje pełne imię?

- O nie, chyba nie zamierzasz grać ze mną w dziesięć pytań, prawda? - H zapytała już szykując się na nieciekawy wieczór

- Co? Nie, po prostu jestem ciekawy. - Irwin potrząsnął głową

- Harley Joyce Huffman. A twoje? - H nie pytała z ciekawości, kierowała nią czysta chęć zwracania się do niego po nazwisku

- Ashton Fletcher Irwin. - po odpowiedzi Asha nastała cisza, którą Harley nie była skrępowana, ale Ashton za to już tak

- To co robimy?

- Jak to 'co robimy'?

- No przecież nie będziemy nic nie robić cały wieczór. O której zazwyczaj kładziesz się spać?

- Kiedy uda mi się zasnąć, czemu cię to interesuje? - H zaczęła irytować dociekliwość nowego towarzysza

- Okej, to mamy nieograniczoną ilość czasu. Co robimy? Oglądamy film, gramy w jakieś gry? Masz może Cards Against Humanity?

- Żartujesz, tak? Zgadzając się na przenocowanie ciebie nie liczyłam na granie w gry planszowe.

- Podobno mnie lubisz. - Ash poczuł się zdezorientowany

- Tak, ale nie jestem osobą, z którą łatwo nawiązuje się kontakty towarzyskie, rozumiesz?

- Jakoś tego nie odczułem. To co, gramy w coś czy oglądamy filmy?

- Filmy i próbujesz być miły, ale ci nie wychodzi. Tam jest szafka z płytami, podejdź i wybierz sobie coś. - Huffman powiedziała wskazując dłonią na mebel stojący przy telewizorze. Irwin podszedł do wskazanej szafki, pogrzebał trochę i wybrał opakowanie z płytą. Czując się jak u siebie odpalił zarówno telewizor jak i odtwarzacz, po czym puścił film.

- Idę zrobić herbaty, ty siedź i oglądaj. Znam to na pamięć. - Harley stwierdziła, gdy tylko pojawiły się napisy początkowe. Wstała z kanapy i udała się do kuchni, by zrobić dokładnie to, co powiedziała, że zrobi.

Resztę nocy nasza dwójka spędziła na oglądaniu różnych filmów z kolekcji H. Ashton poszedł się położyć około trzeciej, ale Huffman siedziała na kanapie niewzruszona. Położyła się dopiero około piątej nad ranem, a i tak pomimo zmęczenia nie była w stanie zasnąć. Dziewczyna zaczęła poważnie myśleć nad wizytą u lekarza w celu wypisania leków na bezsenność, na którą przecież cierpiała, ale bała się lekarzy.

Gdy Harley wreszcie udało się zasnąć dochodziła siódma. Huffman spała naprawdę długo, przykryta grubym kocem. Nie wiedzieć czemu, ale było jej strasznie zimno, chociaż na zewnątrz było naprawdę ciepło. Kiedy Ash otrzymał sms-a od siostry, że może już wrócić do domu, co miało miejsce w okolicach jedenastej, postanowił nie budzić koleżanki, więc po prostu wyszedł z mieszkania najciszej jak potrafił. Oczywiście zostawił po sobie ślad - małą karteczkę zapisaną jego charakterem pisma traktującą o powodzie jego nieobecności.

Kiedy dziewczyna obudziła się wczesnym popołudniem i przeczytała wiadomość, delikatnie się uśmiechnęła. Pomyślała, że to całkiem miłe ze strony Irwina, iż postanowił ją powiadomić o wyjściu.

Polubiła go, ponieważ wtedy nie jawił jej się jako egocentryczny chłopak z kawiarni, który blokuje kolejkę i podsłuchuje pracownice.

Teraz jawił jej się jako ewentualny materiał na przyjaciela. I to dobrego przyjaciela.

-

Jestem z kolejnym rozdziałem :) Trochę czasu minęło, ale pochłonęły mnie inne sprawy, więc wiecie. Oczywiście zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach ;) Do następnego, aniołki :*

Rozdział 3

Ten dzień zapowiadał się nieciekawie dla Harley. Nie dość, że dziewczyna spała wyjątkowo źle tej nocy, to jeszcze miała podwójną zmianę w kawiarni. Z kolei na wieczór też miała swoje plany, więc szybsze położenie się spać nie wchodziło w rachubę.

Krótko mówiąc H padała na twarz ze zmęczenia, a czekał ją naprawdę długi dzień.

Rano dziewczyna ledwo zwlekła się z łóżka, a gdy już to zrobiła, niemalże od razu zapragnęła wrócić pod kołdrę. Marzenie ściętej głowy. Wyklinając pod nosem wszystko, na czym świat stoi Harley wyszykowała się do pracy i wyszła z mieszkania. Oczywiście jak zwykle do kawiarni doszła na piechotę.

Jak na złość akurat tamtego dnia w jej miejscu pracy musiał być niebywały ruch. H od dawna wiedziała, że ma pecha, ale nigdy nie podejrzewała go o taki zasięg. Przez ten tłok Huffman pomyliła zamówienia, chyba po raz pierwszy podczas pracy w tamtym miejscu, co tylko jeszcze bardziej zepsuło jej humor. O ile to było możliwe.

Ale jej dzień jeszcze nie do końca był stracony, tylko Harley o tym nie wiedziała. Musiała poczekać do naprawdę późnej nocy by się o tym przekonać.

Victorii nie było w pracy tamtego dnia, więc Huffman nie miała nawet z kim porozmawiać. Owszem, w kawiarni pracowało jeszcze kilkoro osób, ale H wyjątkowo nie miała ochoty na pogawędkę z kimkolwiek z nich.

Jej humor odrobinę się polepszył gdy do "Jetblack Espresso" zawitał Calum. Stało się to w godzinach mocno popołudniowych, kiedy słońce już powoli chyliło się ku zachodowi. Harley przyjaźniła się z Hoodem, to Vee ich ze sobą poznała, a oni się polubili. Cal cenił H za jej opanowanie i wieczne przebywanie na pomoc gdy tylko ktoś jej potrzebował, Harley z kolei uwielbiała radosną atmosferę, którą chłopak roztaczał wokół siebie.

- Hej, Harley, jak sobie radzisz bez Vee? - ciemnowłosy zapytał już na wejściu. Zabiegana H tylko uśmiechnęła się w jego stronę dając mu znać, że jak tylko znajdzie czas to chętnie z nim porozmawia. Hood zrozumiał przesłanie tego prostego gestu i poszedł usiąść przy swoim ulubionym stoliku, tym po prawej stronie kasy.

Gdy ku uldze Huffman ruch w kawiarni trochę zelżał i nie musiała cały czas stać na kasie, skierowała się ku przyjacielowi, który czekał na nią już dłuższy czas. Opadła na krzesło obok Caluma z głośnym westchnięciem, jednocześnie rzucając ścierkę, którą miała przewieszoną przez ramię na blat stołu.

- Ciężki dzień, co? - chłopak zapytał uśmiechając się do niej ze współczuciem

- Nawet sobie nie wyobrażasz. Dawno nie było takiego ruchu tutaj. - Harley udzieliła odpowiedzi zgarniając niesforny kosmyk włosów z czoła

- Masz pecha, H, trafiło ci się tyle osób akurat kiedy Vee wzięła dzień wolny. - Cal stwierdził kończąc zdanie krótkim i cichym śmiechem

- Powiedz mi coś, o czym nie wiem. - Huffman uśmiechnęła się gorzko bawiąc się różańcem na swojej szyi

- Mmm, okej. Ashton mi o tobie opowiadał. - Hood powiedział uważnie obserwując reakcję przyjaciółki

- To takie ważne? - większość dziewczyn na miejscu H zaczęłaby wypytywać o treść tychże opowieści, ale Harley średnio to interesowało

- No chciałaś żebym powiedział coś, o czym nie wiesz, więc to zrobiłem. Nie chcesz wiedzieć, co mówił?

- Średnio mnie to interesuje, ale jeśli musisz, to mów. - brunetka odpowiedziała obojętnym tonem, co nie przeszkodziło Calumowi w rozpoczęciu długiego wywodu o treści jego rozmów z Ashtonem

- Mówił, że cię lubi, bo nie jesteś taka jak wszystkie dziewczyny, które zna. Wspomniał coś o tym, że jesteś spostrzegawcza, ale nie potrafi cię rozgryźć, bo raz zachowujesz się jakbyś go nienawidziła, a innym razem jakby był twoim przyjacielem. To chyba tyle. - chłopak skończył swoją wypowiedź wzruszając ramionami

- Dzięki, że mi to przekazałeś, Cal. Teraz będę wiedziała, żeby bardziej mu okazywać moją
nienawiść. - Harley zażartowała uśmiechając się pod nosem, a Calum krótko się zaśmiał

- A ty?

- Co ja? - H zapytała zdezorientowana nagłym pytaniem chłopaka

- Co o nim myślisz? - po tonie Hooda można było z łatwością wywnioskować, że był on naprawdę ciekawy opinii przyjaciółki

- Jest miły i przyjazny, ale na początku mnie wkurzył tym blokowaniem kolejki. I wydał mi się być całkiem inteligentny, chociaż jego wyraz twarzy wskazuje na coś przeciwnego. - Huffman odpowiedziała wystukując paznokciami pomalowanymi na fioletowo rytm piosenki, która utkwiła jej w głowie. Dziewczyna miała pewną dziwną cechę - nie była w stanie nie robić nic ze swoimi dłońmi, po prostu nie mogła. Jej palce zawsze coś robiły, jeśli nie bawiły się różańcem, to wystukiwały rytmy na twardych powierzchniach. W niektórych sytuacjach Harley miała w bardzo denerwującym ją zwyczaju obgryzanie skórek.

- Nawet nie waż mi się tego mu powtarzać, jasne? To ma zostać między nami. - po chwili ciszy Harley odezwała się tak cicho, że był to niemalże szept

- Czemu tak ci na tym zależy? - Calum odpowiedział trochę głośniej niż dziewczyna

- Nie chcę, żeby sobie pomyślał, że zostaniemy przyjaciółmi. Wiesz, że nie lubię robić złudnych nadziei.

- Dlaczego? Przecież go lubisz. Chyba. - przy sposobie, w jaki H mówiła o Ashtonie Calum nie był pewny stosunku Huffman do Irwina

- Po prostu mam dosyć. I w zasadzie to jest mi obojętny. - Harley sprostowała tonem niewyrażającym żadnych emocji

- Czego masz dosyć? - Hood dopytał

- Słuchaj, co myślisz o tym, żeby urządzić przyjęcie niespodziankę dla Vee? Niedługo ma urodziny. - H zmieniła temat, jak zawsze, gdy rozmowa zbaczała na temat, na który nie chciała rozmawiać. Jej przyjaciele nauczyli się, żeby nie wracać do poprzedniego tematu jeśli Huffman robiła coś takiego.

- To jest niegłupi pomysł, tylko ktoś musi się zająć organizacją tego wszystkiego. Moglibyśmy to zrobić razem.

- Super. - Harley odwróciła głowę w stronę lady, gdzie czekał nowy klient. Westchnęła żałując, że nie mogła porozmawiać dłużej.

- Muszę wracać do pracy. Zamawiasz coś?

- Nie, dzięki. I tak będę zaraz szedł. - Calum wstał od stołu, a H szybko zrobiła to samo. Chłopak przytulił ją na pożegnanie i wyszedł z lokalu, Huffman natomiast skierowała się za ladę.

- Witam w "Jetblack Espresso", co podać?

***

Była dwudziesta druga wieczorem, miasto już dawno skryło się pod osłoną ciemności. Harley właśnie wracała do domu, jej buty miarowo obijały się o chodnik. Miała jeszcze jedną rzecz do zrobienia, a tak bardzo chciała już położyć się do łóżka. Szła swoim tempem z głową spuszczoną w dół i słuchawkami w uszach, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za ramię. Odruchowo wyszarpnęła rękę, wyciągnęła słuchawki i szybko uniosła głowę. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że to nie był jakiś zboczeniec. To znaczy i tak by sobie z takim poradziła bez problemu, ale wolała sobie nie robić niepotrzebnych kłopotów. Przed nią stał Ashton.

- Hej, spokojnie, to tylko ja. - chłopak powiedział z uśmiechem na twarzy - Czego słuchałaś? - Harley bez słowa podała mu jedną ze słuchawek, z których wciąż sączyły się dźwięki piosenki. Ash przyjął pchełkę, wsadził ją do ucha i pokiwał głową zadowolony słysząc refren "Anarchy In The UK".

- Lubię ich. Czego jeszcze słuchasz?

- Wszystkiego, co mi wpadnie w ucho. - H odpowiedziała zdawkowo - Co robisz na ulicy o dwudziestej drugiej?

- Wybieram się gdzieś. Chcesz iść ze mną? - Irwin zapytał pełen entuzjazmu

- Ale gdzie?

- Gdzieś. No chodź, nie pożałujesz.

- Ashton, poznaliśmy się dwa dni temu. Dlaczego myślisz, że pójdę z tobą? - Huffman powiedziała krzyżując ręce na klatce piersiowej

- Bo uważasz, że jestem miły, przyjazny i całkiem inteligentny. - chłopak wymieniał wszystko z uśmiechem na ustach

- Calum, ty konfidencie. - Harley mruknęła pod nosem, po czym jęknęła przeciągle i spojrzała na Irwina - W porządku, pójdę z tobą. - po uzyskaniu zgody Ashton bez słowa chwycił dłoń Harley i zaczął ją prowadzić w stronę plaży. W pierwszym odruchu dziewczyna chciała wyszarpnąć swoją rękę, ale stwierdziła, że w sumie to jej to nie przeszkadza. Nasza dwójka szła chodnikiem w ciszy od czasu do czasu ocierając się ramionami. Gdy już zbliżali się plaży Harley dostrzegła łunę światła bijącą od morza.

- Ashton, co się tam dzieje? - zapytała jednocześnie wspinając się na palce, próbując dostrzec cokolwiek, co pomogłoby jej zgadnąć, co działo się nad wodą

- Jak dojdziemy to zobaczysz. - Ash odpowiedział odgarniając włosy z oczu wolną ręką

- Coś ty taki tajemniczy dzisiaj?

- Tak jak ty na porządku dziennym. - Irwin zażartował chichocząc pod nosem - Nie chcę ci psuć zaskoczenia. - H już się nie odzywała, tylko cierpliwie dawała się prowadzić. Gdy wreszcie znaleźli się w odległości, która pozwalała dziewczynie dostrzec tłum ludzi stojących na piasku, wydała z siebie ciche westchnienie podziwu. Każdy człowiek znajdujący się na plaży trzymał w dłoniach zapalony lampion. Światło bijące od nich rozpraszało mrok otulający każdą osobę z osobna. W momencie, w którym Ashton i Harley znaleźli się na piasku, dziewczyna błyskawicznie zrzuciła z siebie buty, chwyciła je w dłonie i pobiegła ku morzu. Zanurzyła stopy w chłodnej wodzie, obróciła się twarzą do ludzi i z tej pozycji podziwiała to, co zaraz miało się wydarzyć. Po krótkiej chwili Ash podszedł do niej także stając w wodzie.

- I co? Warto było się mnie posłuchać?

- Czy ja wiem... - Huffman odpowiedziała udając znudzoną. Wiedziała, że ten numer nie przejdzie, bo Irwin widział jej entuzjazm, ale fajnie było poudawać. Ashton spojrzał na nią unosząc jedną brew w wyrazie niedowierzania - Żartuję, to jest świetne. Dzięki, że mnie tu zaciągnąłeś.

- Nie ma za co. Gdzieś powinni być Calum, Michael i Luke, pójdę ich znaleźć. - Ash wyszedł z wody i ruszył na poszukiwania przyjaciół, natomiast H wciąż podziwiała piękno czegoś tak banalnego jak lampiony. Może i wyglądała na ponurą dziewczynę, ale chociaż przez przeważającą ilość czasu zachowywała się tak, jakbyś ją o to podejrzewał widząc ją na ulicy, to gdy widziała coś naprawdę cudownego, nagle zamieniała się w małe dziecko, które jest zachwycone tym, co widzi. I to był jej urok - zyskiwała na bliższym poznaniu.

Ashton wrócił po stosunkowo długim czasie. Szedł na czele grupki, z której H znała tylko Caluma.
Gdy chłopcy podeszli do niej to właśnie Cal przyjął na siebie rolę przedstawienia towarzystwa przyjaciółce.

- Harley, to są Michael i Luke, Ashtona znasz. Michael i Luke, to Harley. - Cal wskazał kolejno na osobnika z czerwonymi włosami i chłopaka z piercingiem w wardze

- Czemu nie Haley? - Michael odezwał się pierwszy

- Bo moja mama zrobiła literówkę przy wpisywaniu imienia w urzędzie, a potem nie chciało jej się tego zmieniać. Dlaczego czerwony?

- Bo Michael ma nie po kolei w głowie. - Hood szybko udzielił odpowiedzi, po której wszyscy zaśmiali się krótko. Wszyscy oprócz Harley, która tylko uśmiechnęła się radośnie.

Ashton spojrzał na zegarek na jego lewym nadgarstku i rozciągnął usta w uśmiechu.

- Jeszcze chwila i powinni wypuszczać lampiony. Calum, przyniosłeś nasze? - w odpowiedzi Cal wyciągnął jeszcze nierozpakowane lampiony z siatki, którą miał ze sobą, po czym wręczył po jednym każdemu z chłopaków. W dłoni zostały mu dwa.

- Vee miała przyjść, ale napisała do mnie, że jej nie będzie. Chcesz wypuścić lampion, H? - chłopak zapytał wyciągając przedmiot w stronę Harley

- Dlaczego oni wszyscy je wypuszczają? - dziewczyna zapytała ciekawa, skąd tak duże zbiorowisko ludzi jednocześnie odbierając lampion od przyjaciela

- Jeden lampion symbolizuje zmarłą osobę. Wypuszczamy je, żeby o nich nie zapomnieć. - Luke szybko wyjaśnił

- Och, okej. Następnym razem przyniosę więcej lampionów. - drugą część wypowiedzi powiedziała tak cicho, że nie usłyszał nikt oprócz stojącego tuż obok Caluma. Wszyscy rozpakowali swoje lampiony, zapalili je i czekali na sygnał zwiastujący wypuszczenie ich z dłoni.

Około dwudziestej trzeciej po plaży rozniósł się dźwięk trąbki. Zgromadzeni ludzie zaczęli puszczać lampiony, które uniosły się ku niebu. Widok był niesamowity. Tysiące zapalonych świec poszybowało ku górze, tworząc morze światła rozpraszające mrok. Chłopcy wypuścili lampiony równo z trąbką, ale Harley wciąż trzymała swój w dłoni. Rozejrzała się po twarzach otaczających ją ludzi. Kilka osób mamrotało coś pod nosem, po policzkach niektórych spływały łzy, a jeszcze inni wpatrywali się w światła z błogim uśmiechem. Harley poczuła się zjednoczona z przecież obcymi jej ludźmi, wszyscy mieli ze sobą coś wspólnego - stracili kogoś ważnego. H spojrzała na swój lampion, po czym delikatnie uniosła rękę do góry wypychając go w powietrze. Na jej twarzy zagościł uśmiech. Chłodna woda obmywała jej stopy, morska bryza zwiewała włosy na twarz a obok siebie miała osoby, co do których miała pewne przeczucie. To przeczucie mówiło jej, że zostaną przyjaciółmi i szczerze podobał jej się ten pomysł.

***

Wydarzenie na plaży zakończyło się imprezą. Harley trochę się wstawiła, ale mogła sobie na to pozwolić, ponieważ następnego dnia miała wolne. Do domu odprowadził ją Ashton mimo jej usilnych protestów. Ponownie przemierzali drogę w ciszy, już nie trzymając się za ręce. Gdy wkroczyli do dzielnicy, w której mieszkała H, Ashton trochę się zaniepokoił.

- Mieszkasz tutaj?

- Tak. Jak będziesz wracał to uważaj na siebie. I nikogo nie zaczepiaj. A jak już ktoś na ciebie wpadnie, to powiedz, że mnie znasz. Powinno zadziałać. - mimo alkoholu buzującego w jej głowie Huffman nie zapomniała pouczyć Ashtona o podstawach przeżycia w tym rejonie Sydney

- Jesteś aż tak groźna? - Ash zapytał zaciekawiony jednym aspektem instruktażu H, ale ta nie odpowiedziała. Irwin odprowadził ją pod same drzwi jej mieszkania pomagając jej wcelować kluczem w zamek, ponieważ trzęsące się dłonie Harley i stan upojenia alkoholowego trochę utrudniały to zadanie. Już przechodząc przez próg H obróciła głowę, by podziękować Ashtonowi za odprowadzenie, po czym szybko zamknęła drzwi na klucz. Wyczerpana nawet się nie rozebrała i po prostu położyła się do łóżka w ubraniu.

Tamtej nocy spała wyjątkowo dobrze. Może była to zasługa wyczerpania, może alkoholu, ale po raz pierwszy od dawna Harley miała naprawdę przyjemny sen.

Śniła jej się rodzina. Jej rodzina. Mama, tata, starszy brat i młodsza siostra.

To był naprawdę dobry sen.

-

Jestem z trzecim rozdziałem. Fajnie mi się go pisało :) Co sądzicie o postaci Harley?

Rozdział 2

Był późny wieczór, Harley właśnie przechadzała się uliczkami Sydney. Lubiła wychodzić na zewnątrz kiedy było już ciemno, miasto zyskiwało wtedy niepowtarzalną atmosferę. Chłodny wiatr targał jej świeżo wysuszone włosy i wdzierał się pod kurtkę powodując dreszcze na skórze dziewczyny. Może i mieszkała w Australii, ale nawet tam istniało coś takiego jak chłodne wieczory. Właśnie taką pogodę Harley lubiła najbardziej. Gdy zimne podmuchy powietrza smagały jej twarz ona czuła, że żyje, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmiało.

W tym samym czasie po drugiej stronie ulicy Ashton próbował uwolnić się od swojej ex, która przylepiła się do niego jak rzep do psiego ogona. Mimo wielu dosadnych słów ta dziewczyna wciąż nie potrafiła zrozumieć, że Irwin ją rzucił. Była jedną z tych, z którymi się nie zrywało, to one zrywały znajomości.

Wracamy do Harley. Glany dziewczyny miarowo uderzały o chodnik, gdy ta szła przed siebie nawet nie patrząc. Dosłownie, miała przymknięte oczy. To był jej sposób na poprawienie umiejętności poruszania się nie polegając na wzroku, która bywała przydatna przy jej nocnym zajęciu.

Gdy przechodziła niedaleko parku usłyszała krzyki. Nie były one z rodzaju tych wołających o pomoc, raczej z tych kłócących się. Zaciekawiona H otworzyła oczy i spojrzała w kierunku, z którego dochodziły ją głosy. Jeden z nich wydał jej się znajomy, więc wiedziona przeczuciem zaczęła iść w stronę hałasu. Po niedługim czasie znalazła się na tyle blisko, że mogła zobaczyć twarze kłócących się ludzi. Okazało się, że posiadaczem tego znajomego głosu był nie kto inny a Ashton. Drugi głos należał do dosyć wysokiej dziewczyny o rudych włosach. H doskonale słyszała ich słowa.

- Pam, możesz mi w końcu dać spokój?! Zerwałem z tobą dwa tygodnie temu, nie pamiętasz?! - Ash zdecydowanie był na skraju cierpliwości. Stał tam i darł się na dziewczynę, która nie chciała mu odpuścić zaciskając dłonie w pięści.

- Ash, ze mną się nie zrywa, skarbie. Dopóki ja z tobą nie zerwę, jesteś do mnie przywiązany. - ruda odpowiedziała spokojnym głosem. To właśnie ta jej niewzruszona pewność siebie i niezachwiany niczym spokój sprawiały, że Irwin miał ochotę jej przywalić. Oczywiście tego nie zrobił, był zbyt dobrze wychowany na to, żeby uderzyć dziewczynę.

Wtedy do akcji wkroczyła Harley. Owszem, wciąż nie mogła powiedzieć, że lubi Irwina, ale miała serce. Podeszła do dwójki spokojnym krokiem z uśmiechem na ustach niemalże od razu przyklejając się do Ashtona. Zaskoczona Pam przyglądała się, jak nieznajoma brunetka pojawiła się prawie znikąd i w dodatku zaczęła przytulać się do chłopaka jakby byli parą.

- Ash, wszędzie cię szukałam! Byliśmy umówieni, pamiętasz? - Harley zapytała się Ashtona przesłodzonym głosem patrząc na niego maślanymi oczyma. Chłopak szybko podjął grę, którą zaczęła H.

- Wiem, słonko, ale moja ex mnie zatrzymała. - Ash odpowiedział prawie tak samo słodkim głosem. H oderwała wzrok od znajomego, który w tamtym momencie udawał jej chłopaka i spojrzała się na Pam z obrzydzeniem.

- Co ty tu robisz? Ashton cię rzucił, teraz jest ze mną! Idź sobie! - Harley wzdrygnęła się wewnętrznie na samą myśl o tym, że mogłaby być z Irwinem, ale te słowa były teraz potrzebne. Nie wychodziła ze swojej roli i wciąż udawała słodką idiotkę.

- Gdzieś ty ją sobie wytrzasnął? Zresztą wiesz co? Idę sobie. Jeszcze za mną zatęsknisz, a kiedy przybiegniesz uciekając od tej szkarady nie oczekuj, że przyjmę cię z powrotem. - Pam stwierdziła odwracając się na pięcie i odeszła próbując ponętnie kręcić biodrami, co chyba jej średnio wyszło, bo Harley mało co się nie udusiła ze śmiechu. W jej oczach Pam była żałosna. Gdy tylko brunetka zyskała pewność, że była dziewczyna Ashtona się nie odwróci, wyswobodziła się z jego uścisku i stanęła w bezpiecznej dla siebie odległości.

- Dzięki, nie musiałaś ratować mi skóry. - chłopak podziękował wzdychając z ulgą

- Nie ma za co. Wiesz, może nie wyglądam na taką, ale mam serce, - H zażartowała i także odwróciła się na pięcie. Odeszła kawałek dalej i zaczęła kierować się w stronę przeciwną do swojego domu gdy Ashton zrównał się z nią, wcisnął dłonie do kieszeni spodni i zaczął rozmowę.

- Co robisz na zewnątrz o dwudziestej pierwszej? - zapytał ewidentnie zaciekawiony

- W zasadzie to mogłabym ci zadać dokładnie to samo pytanie. - Harley odpowiedziała pozostawiając pytanie znajomego bez odpowiedzi

- Wracałem od Caluma, kiedy Pam mnie zaczepiła. Czasami mam wrażenie, że ta wariatka mnie śledzi. - Ash wyznał zmęczony zachowaniem swojej byłej. Miał nadzieję na to, że jeśli zdradzi powód swojego spaceru Harley zrobi to samo, ale Harley nie należała do przewidywalnych osób.

- Zerwałeś z nią, bo zdałeś sobie sprawę, że jest niepoprawnie zaborcza? - Huffman zadała pytanie w zasadzie znając już odpowiedź

- Tak, w zasadzie to tak. Jeszcze raz dzięki, może teraz się odczepi. - Irwin wyraził swoją cichą nadzieję jednocześnie przeczesując dłonią włosy

- Nie ma za co, ale nie sądzę, żeby dała ci spokój. - dziewczyna odpowiedziała spokojnie delektując się nagłym porywem wiatru, który właśnie zdmuchnął niesforny kosmyk z jej czoła

- Nie zimno ci? - Irwin spytał widząc zaróżowione policzki brunetki

- Nie. Lubię wiatr. - H spokojnie stwierdziła i kontynuowała spacer w ciszy, którą przerwał Ashton
po krótkim czasie. Za krótkim jak dla Harley. Oprócz wiatru lubiła też ciszę.

- Gdzie tak właściwie idziemy?

- Nie wiem. Po prostu przed siebie.

- Wiesz, to nie to, że nie lubię twojego towarzystwa czy coś, ale muszę już wracać do domu. - Ash powiedział drapiąc się dłonią po karku

- Masz psa do wyprowadzenia, prawda? - to pytanie sprawiło, że Irwina na chwilę zatkało, jednak szybko odzyskał rezon

- Tak, skąd wiedziałaś?

- Masz psie kłaki na nogawkach spodni. - dziewczyna odpowiedziała takim tonem, jakby to było oczywiste

- Och, no tak. To ja idę do siebie. Do zobaczenia, Harley! - Ashton odbił w boczną uliczkę machając do Harley. Ta odpowiedziała mu tylko krótkim machnięciem ręką.

Harley kontynuowała swoją nocną wyprawę aż do pierwszej w nocy. Nie była śpiąca, a ewentualni gwałciciele i złodzieje nie stanowili dla niej zagrożenia. Gdy była już w mieszkaniu gotowa do położenia się do łóżka, jej komórka wściekle się rozdzwoniła. H szybko odebrała połączenie i przyłożyła telefon do ucha.

- Słucham?

- Malefactum*, mam dla ciebie zlecenie. - znajomy głos odezwał się w słuchawce. Musicie wiedzieć, że jeśli ktoś zwracał się do Harley Huffman pseudonimem Malefactum, to na pewno miał dla niej jakieś zlecenie. Tym razem dzwonił jej przyjaciel, którego zwykła nazywać weryfikatorem. Potencjalni klienci dzwonili do niego, on sprawdzał, czy cel miał na sumieniu jakąś zbrodnię, a gdy wynik krótkiego dochodzenia był pozytywny, weryfikator dzwonił do Harley z imieniem, nazwiskiem, adresem zamieszkania i przyzwyczajeniami celu. Oczywiście informował ją też o tym, za co jej cel ma zginąć nie podając przy tym powodu nadmienionego przez klienta. Harley nigdy nie poznawała nazwisk osób, dla których wykonywała brudną robotę. Nie chciała tego wiedzieć.

Chyba nie myśleliście, że taka osoba jak Harley działała sama?

- Dajesz, Bay. - H zawsze zwracała się do niego po nazwisku, albowiem Calix Bay nie posiadał pseudonimu

- William Heard, zamieszkały przy 2 Phillip Street. Wiesz, gdzie to jest, prawda? To ten...

- Duży wieżowiec przy Operze, wiem. Dalej.

- Potrzebne ci numer mieszkania i piętro? - Calix zawsze pytał o takie rzeczy

- Nie, poradzę sobie. Podaj mi tylko gdzie chodzi wieczorami i za dnia.

- Jasne. W dzień pracuje w Four Seasons Hotel, niedaleko jego mieszkania. Chyba jest tam portierem. W nocy bardzo często szlaja się po klubach w okolicy, jak nie, to idzie pod Operę. Nie wchodzi do środka, tylko siedzi na schodkach.

- Dzięki. Jeszcze mi tylko powiedz ile ma lat. - H nie zapisywała niczego, miała doskonałą pamięć 

- Dwadzieścia sześć. Nadaje się na cel, około dwóch lat temu zgwałcił Alice Den, ale nie został skazany. Miał za dobrego adwokata.

- Okej. Dzielimy się po połowie, jak zawsze? - zazwyczaj Harley i Calix ustalali podział na nowo mimo tego, że w zasadzie to ta kwestia pozostawała niezmienna.

- Jak zawsze. Zadzwoń, jak tylko skończysz robotę. - Bay zawsze przypominał o tym Harley, która i tak pamiętała

- Wiem przecież. Do zobaczenia, Bay. - nie czekając na pożegnanie ze strony długoletniego przyjaciela H rozłączyła się, po czym odłożyła telefon na stolik i opadła na łóżko, które wydało z siebie nieludzko głośnie skrzypnięcie.

Tej nocy Harley długo nie mogła zasnąć. Męczyły ją wspomnienia z lat, które najchętniej wyrzuciłaby z pamięci, ale nie mogła tego zrobić. Wiecie dlaczego? Bo dla niej zapomnienie równało się z utratą części siebie. Części, która ukształtowała się właśnie przez te wydarzenia, które teraz prześladowały ją w snach.

-

* Malefactum - z łaciny, znaczenie: zły czyn