poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 7

Odnalezienie informacji, na której H tak bardzo zależało wcale nie przyniosło oczekiwanej przez dziewczynę poprawy.

Ten jeden ślad, na który natrafiła w zasadzie przypadkowo stał się początkiem dalszych problemów.

Harley spędzała całe noce na próbach zweryfikowania wskazówki, śpiąc jeszcze mniej niż zwykle. 
Do pracy przychodziła niemalże nieprzytomna, co zaniepokoiło Vee i innych pracowników. Nie kontaktowała się z absolutnie nikim, nie odbierała telefonów nawet od Calixa.

W końcu jej obsesja rozwinęła się do tego stopnia, że Huffman w ogóle przestała sypiać. Funkcjonowała wyłącznie dzięki kawie i energetykom. Wiedziała, że długo nie pociągnie żyjąc w ten sposób, ale wrodzony upór i nabyta determinacja nie pozwalały jej tak po prostu przestać szukać.

Potrzeba uzyskania potwierdzenia prawdziwości informacji była silniejsza od niej samej.

W końcu Vee nie wytrzymała i licząc na wsparcie oraz pomysł na to, jak odciągnąć H od komputera opowiedziała o wszystkim Calumowi, który z kolei powtórzył całą opowieść Ashtonowi. Irwin, który wciąż był odrobinę zły na Huffman za kłótnię w kawiarni, zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie złożyć jej wizyty. Wiedział, że prawdopodobnie zostanie wyproszony, ale martwił się o Harley. Może i nie znali się za długo, ale czuł dziwną potrzebę zadbania o to, by nie zrobiła sobie krzywdy takim postępowaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że było to co najmniej głupie biorąc pod uwagę fakt, iż H roztaczała wokół siebie aurę niebezpieczeństwa, tak jakby pomimo swojej drobnej postury była w stanie walnąć tobą o ścianę i się przy tym nie zmęczyć, ale nie mógł zahamować tego dziwnego poczucia odpowiedzialności wobec niej.

Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że podobne odczucia miał wobec wszystkich swoich przyjaciół. Nie mógł jeszcze nazwać Huffman przyjaciółką, a już zachowywał się względem niej jakby znali się co najmniej od dwóch lat.

No i Harley trochę go przerażała.

Ale tylko trochę.

***

H właśnie spędzała dwudziestą piątą godzinę z rzędu na próbach weryfikacji śladu, który znalazła, kiedy jej komputer niespodziewanie odmówił współpracy. Drań po prostu zdecydował się zepsuć.

Na początku dziewczyna podeszła do sprawy spokojnie. Spróbowała wyłączyć laptopa i włączyć go z powrotem, ale ten szedł w zaparte. Nie chciał się odpalić.

Harley, która była obeznana z oprogramowaniami i hakerstwem, niestety na aspekcie mechanicznym urządzenia znała się jak świnia na gwiazdach.

Krótko mówiąc jej poszukiwania zostały przerwane w perfidny sposób.

Huffman mimo tego, że zazwyczaj udawało jej się zachować stoicki spokój, nie wytrzymała napięcia. Była wściekła. Gdyby ktoś wtedy przechodził obok jej mieszkania pomyślałby, że w środku trwa jakaś bitwa. Albowiem H w niepohamowanym gniewie zaczęła demolować wszystko, co wpadło jej w ręce. Na pierwszy ogień poszedł kubek z kawą, potem ucierpiała lampa stojąca na biurku. Harley uspokoiła się dopiero po rozwaleniu obrazu wiszącego na ścianie i to wcale nie dlatego, iż złość wyparowała. To ból ją ocucił.

Podczas niszczenia obrazu, który oprawiony był w antyramę, dziewczyna poraniła sobie dłonie o szkło pękające pod jej palcami. Dopiero kiedy poczuła kłucie i krew spływającą po rękach oprzytomniała.

Huffman zaczęła oddychać głęboko patrząc na swoje zakrwawione palce i zdarte kłykcie, usiłując się uspokoić. Musiała się pogodzić z tym, że wszelkie rezultaty poszukiwań, chociaż znikome, przepadły. Jej myśli pędziły w zawrotnym tempie w pogoni za pomysłem na odzyskanie straconych danych, jednak nic nie przychodziło do głowy. H osunęła się na kolana wciąż wlepiając wzrok w swoje dłonie, jakby widok czerwonego płynu na skórze był jedyną rzeczą, która pozostała pewna i niezmienna.

W pewnym sensie tak było. Harley miała krew wielu osób na swoich rękach.

Ale nie o to chodziło. Widok własnej krwi uspokajał Huffman. Może to wydawać się dziwne, ale tak już było. Każde krwawienie uświadamiało jej, że mimo wszystkich złych uczynków, których szczerze mówiąc czasami żałowała, wciąż jest człowiekiem.

Ból i krew były dla niej czymś wspaniałym. Dowodami na ciągnące się życie.

Harley podniosła się z kolan dopiero po dziesięciu minutach. Ostrożnie wyciągnęła kawałki szkła z dłoni, po czym powlokła się do łazienki powłócząc nogami. Gdyby ktoś spojrzał na nią w tamtym momencie pomyślałby, że wygląda jak zombie.

Nie minąłby się z prawdą.

Oczywiście H nie była zombie, oczywiście że nie. Ale wtedy poruszała się i wyglądała jak takie stworzenie.

Dziewczyna umyła ręce w umywalce, po czym schlapała twarz zimną wodą. Uniosła głowę by spojrzeć na swoje odbicie.

Jeszcze nigdy w życiu nie wyglądała tak źle.

Dobra, przesada, może ze trzy albo cztery razy wyglądała znacznie gorzej. Ale o tym później.

Włosy prezentowały sobą tragiczny nieład, który bynajmniej nie był artystyczny. W dodatku brudny nieład. Pod oczami pojawiły się worki i cienie w kolorze śliwki. Oczy, zazwyczaj lśniące i pełne pogardy skierowanej zazwyczaj do rozmówcy, straciły swój kolor i wyraz. Normalnie szare, wtedy wyblakły do odcienia tak jasnego, że wydawały się prawie białe. Cera pobladła jeszcze bardziej, co graniczyło z czymś niemożliwym.

Harley potrząsnęła głową i zacisnęła palce na krawędzi umywalki. Miała dosyć tego niekończącego się szukania, dosyć nieprzespanych nocy. Była zdeterminowana, ale znała też pewne granice. Jedna z tych granic właśnie została przekroczona.

Huffman wytarła ręce i twarz ręcznikiem i już energiczniejszym krokiem wyszła z łazienki. Miała zamiar skierować się do salonu by posprzątać cały bałagan, który narobiła w furii, ale po drodze jej uwagę przykuło coś innego.

Jej stara gitara porzucona w kącie.

Zawsze miała do niej sentyment, co i tak jest rzadkie u H, dlatego nie była w stanie jej wyrzucić.

W końcu dostała ją od rodziców.

Dziewczyna stała tak wpatrzona w instrument, zastanawiając się, czy wciąż byłaby w stanie zagrać swoją ulubioną piosenkę.

Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie.

Niepewnie podeszła do gitary po to, by chwycić ją w dłonie. Zdmuchnęła z niej kurz i poszła z powrotem do salonu uważając na odłamki szkła wciąż walające się po podłodze. Harley usiadła wygodnie na kanapie ustawiając gitarę tak, by wygodnie jej się grało, po czym rozpoczęła proces nastrajania strun.

Trwało to dłuższą chwilę, ale kiedy w końcu się udało, H z widocznym wahaniem złapała pierwszy akord i zagrała pierwsze dźwięki.

Po tym Huffman nie musiała się już nawet zastanawiać. Po prostu grała, a muzyka wydobywała się spod jej palców kojąc uszy i zmęczony umysł.

Nawet nie zauważyła, że nie grała tylko jednej piosenki. Po skończeniu tej pierwszej zaczęła grać kolejną nawet na chwilę nie przerywając. Jej dawna pasja tak ją zaabsorbowała, iż rzeczywistość przestała dla niej istnieć. Liczyła się tylko gitara i dźwięki z niej płynące.

Z transu wyciągnął ją dopiero skrzypienie otwieranych drzwi.

W jej mieszkaniu skrzypiały tylko jedne drzwi.

Wejściowe.

***

Ashton spokojnym krokiem wchodził po schodach w celu dostania się do mieszkania Harley. Wolał wejść na własnych nogach i się trochę zmęczyć niż jechać windą. Windy go przerażały. Całe szczęście blok miał tylko trzy piętra, co nie było zbyt dużym wyzwaniem dla Irwina.

Co nie zmieniło faktu, że po wdrapaniu się na ostatnie piętro Ash potrzebował chwili by złapać oddech i nie wypluć przy tym płuc. Kiedy udało mu się opanować, już trochę mniej spokojnie podszedł do drzwi wejściowych prowadzących do mieszkania Huffman. Drewno, z którego drzwi były wykonane wyglądało na wysłużone i zniszczone, a szóstka wisząca tuż nad wizjerem przekrzywiła się i zmieniła w dziewiątkę.

Wtedy chłopak uzmysłowił sobie, że coś mu tam nie pasowało. Tym czymś okazały się dźwięki gitary pochodzące z mieszkania H. Ashton natychmiast rozpoznał graną piosenkę. Zdziwiło go jednak to, iż najwyraźniej Harley umiała grać. Nie wyglądała na osobę, która umiała się posługiwać tym instrumentem. Pomińmy fakt, że w wielu kwestiach wygląd Huffman był mylący, a Ash po prostu jeszcze o tym nie wiedział.

Irwin ostrożnie zapukał w drzwi, które, ku jego zaskoczeniu, otworzyły się z głośnym skrzypnięciem pod naporem jego dużej dłoni. W mniej więcej tym samym momencie muzyka się urwała. Ashton rozpoczął procedurę "Panika".

Poniżej przedstawiam jego tok myślowy:

"O kurwa, ona mnie zajebie, ale drzwi były otwarte, ale je otworzyłem, znaczy pchnąłem i ona to usłyszała i teraz idzie mnie zajebać bo pewnie myśli że to włamywacz, NIE CHCĘ TAK SZYBKO UMIERAĆ!".

Problem w tym, że Ashton w przerażeniu wypowiedział to wszystko na głos, a, co za tym idzie, H wszystko to słyszała. Dziewczyna zastała Irwina przed swoimi drzwiami zasłaniającego twarz dłońmi.

- Ashton, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale powiedziałeś to na głos. I odsłoń twarz, nie rozmawiam z twoimi rękami. - H niezbyt delikatnie uświadomiła Ashowi, że wszystko słyszała jednocześnie uśmiechając się. Ta cała tyrada ją rozbawiła.

Gdy tylko Ashton usłyszał głos dziewczyny, opuścił ręce i zaśmiał się sam z siebie.

- O ja pierdolę, ale fail. Serio to na głos powiedziałem? - Irwin podrapał się po karku jak to miał w zwyczaju gdy był zakłopotany

- Tak. Jestem aż taka straszna? - Huffman skrzyżowała ręce na klatce piersiowej

- Straszna może nie, ale onieśmielająca. Nie skręcisz mi karku? - może i to pytanie wydaje się śmieszne, ale Ash jeszcze chwilę temu naprawdę bał się o swoje zdrowie fizyczne

- Co? - słowa wypowiedziane przez chłopaka wydały się H tak niedorzeczne, że aż musiała spytać. Przy okazji cichy śmiech wydobył się z jej ust.

- No wiesz, teoretycznie to wszedłem do twojego mieszkania nieproszony.

- Wiesz co, czekaj, gdzieś schowałam tę gilotynę... - Huffman zaczęła teatralnie szukać czegoś po kieszeniach, których nie miała w tych szortach, które akurat nosiła

- Harley, to nie jest śmieszne. - stwierdzenie Irwina było w ogóle nieprzekonywujące, ponieważ podczas wypowiadania go chłopak zaczął się śmiać

- Jest, i to bardzo.

- Co ty dzisiaj w takim dobrym humorze? - kwestia żartobliwości Harley tamtego dnia zaciekawiła 
Ashtona. Dziewczyna rzadko żartowała.

 - Tak jakoś. Może to dzięki temu że komputer mi się popsuł uwalniając mnie od siebie. - H wzruszyła ramionami

- Może. A tak w ogóle to wyglądasz gorzej niż śmierć. - Harley jeszcze tego nie wiedziała, ale w gronie przyjaciół Ash słynął ze swojej czasami aż przesadnej szczerości


- Dzięki. Ty wyglądasz jak po przebiegnięciu maratonu. Co robiłeś, wchodziłeś po schodach? - H nie pozostała mu dłużna

- No, tak, ale to ze strachu. No i pamiętaj, że na zewnątrz jest trzydzieści siedem stopni. - Irwin za wszelką cenę nie chciał wyjść na chłopaka, który poci się po wejściu po schodach na trzecie piętro

- Wiem, posiadam magiczną rzecz o nawie termometr. Jak już tu jesteś to wejdź do środka i pomóż mi ustalić jakim cudem drzwi były otwarte.

- A jesteś pewna, że je zamknęłaś? - Ashton miał wrażenie, że w tym mógł tkwić cały problem. Huffman po prostu nie zamknęła drzwi i o tym zapomniała.

- Tak, sprawdzałam to dzisiaj rano. - cóż można powiedzieć, dziewczyna dałaby sobie rękę uciąć, że drzwi były zamknięte. A przynajmniej takie powinny być.

- No to nie wiem.

- A może najpierw popatrzysz zanim orzekniesz, że nie wiesz? - jedną z wielu rzeczy, które denerwowały Harley było zbyt szybkie mówienie, że się czegoś nie wie

- W sumie. - oględziny się rozpoczęły.

Najpierw nasza dwójka uważnie obejrzała drzwi od wewnętrznej strony mieszkania, tak na wszelki wypadek. Nie widzieli potrzeby sprawdzania zawiasów, drzwi nie mogły zostać otworzone siłą - Huffman by to usłyszała.

Następnie zaczęli oględziny drugiej strony drzwi kiedy Ashton wpadł na pewien pomysł.

- Słuchaj, może ten ktoś miał klucz? - Irwin zaproponował powierzchownie głupi pomysł

- Nie dawałam nikomu klucza. - H zaprzeczyła stanowczo jednocześnie kręcąc głową

- Domyślam się, ale posłuchaj: nie słyszałaś nic podejrzanego, nie ma śladów włamania, grzebania przy zamku też nie. Myślisz, że zwróciłabyś uwagę na dźwięk drzwi otwieranych kluczem? - zdolności dedukcji Ashtona, które ujawniły się podczas pierwszego spotkania dwójki zdawały się o sobie przypominać.

- Nie wiem, byłam chyba za bardzo zajęta, żeby nasłuchiwać takich rzeczy. - dziewczyna odpowiedziała po chwili namysłu

- Czyli jaki mamy wniosek? - Ash wiedział, że H szybko podłapie jego tok myślenia

- Ktoś, kogo nie znam, ma klucz do mojego mieszkania i wiedział, że byłam zajęta. Czyli musiał mnie obserwować. - kark Harley zlał zimny pot.

Huffman rzadko odczuwała strach. Naprawdę rzadko. Jednak w tamtej chwili była przerażona.

- Boisz się?

- Tak.

- Od jak dawna?

- Od bardzo dawna.

Mówiąc mu coś takiego H wykazało dużą dozę zaufania i szczerości. Możliwe, że w tamtym momencie nie chciała go okłamywać. Możliwe, że ze strachu zapomniała o fasadzie niestraszonej.

Możliwe, że powoli, chodź na razie nieświadomie, zaczynała traktować tego chłopaka jak przyjaciela.

-

Powróciłam ;) Brak opisu emocji czy czegokolwiek bohaterów w końcowym dialogu jest celowo. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, rozdział dodałam bez sprawdzenia.Miłego czytania xx