Pierwszą rzeczą, którą
Harley uczyniła po tajemniczym incydencie z drzwiami była wymiana
zamków. Najchętniej wymieniłaby całe drzwi, ale to musiało poczekać.
Kolejnym krokiem we wprowadzaniu nowych zabezpieczeń przed niechcianym
otwieraniem jej drzwi przez nieznajome osoby było zamontowanie małego
dzwoneczka nad nimi. H zawiązała sznurek wokół klamki prowadząc go do
serca dzwoneczka tak, by za każdym wejściem lub wyjściem z mieszkania
dźwięk głośniejszy od skrzypienia rozległ się po mieszkaniu.
Kolejnym krokiem do
powrócenia do poprzedniego stanu rzeczy było przekonanie Ashtona, że
wcale nie była przerażona faktem, iż ktoś ewidentnie usiłował ją
nastraszyć. Po tylu latach w swoim zawodzie, i, co ważniejsze, po tylu
latach życia spędzonych jak ona je spędziła, H doskonale wiedziała, że
takie wydarzenie zazwyczaj ciągnie za sobą inne wydarzenia tego pokroju,
co zazwyczaj kończy się śmiercią lub poważnym uszczerbku na zdrowiu. A
Harley wcale nie uśmiechała się wizja osoby lub organizacji, która mogła
mieć na nią chrapkę. Z drugiej strony nie dziwiło ją to, przy takiej
liczbie ofiar jak u dziewczyny łatwo zapomnieć czy czasem nie zabiło się
kiedyś członka czy nawet szefa jakiegoś gangu.
Inną kwestią pozostawał fakt, że Huffman przez większość swojego życia czuła się obserwowana.
Irwin natomiast uparcie
nie chciał wierzyć w zapewnienia H o tym, jak to wszystko u niej w
porządku. Wiedział, że wciskała mu kit udając, iż wcale się nie bała i
próbując odbudować naruszoną fasadę nieustraszonej i nieugiętej, jednak
Ash znał się na ludziach bardziej niż Harley mogła przypuszczać.
Wiedział, że każdy się czegoś boi, a Harley Huffman nie mogła być
wyjątkiem. Tamtego dnia okazało się, iż chłopak miał rację. Harley bała
się intruzów i wszelkich niewiadomych.
Sytuacja zaczynała robić się coraz ciekawsza.
Ashton regularnie
przychodził do kawiarni i przesiadywał tam długimi godzinami tylko po
to, by pogadać z H, a dziewczyna uparcie go unikała. Rozmawiała z nim
średnio przez pięć minut, po czym od razu po zahaczeniu o temat
drzwiowego incydentu odchodziła od stolika wykręcając się pracą i
obowiązkami. Owszem, Harley dalej wychodziła z Vee czy z paczką kumpli
Asha, ale nie pozwalała nikomu za bardzo się zbliżyć. Wieczorami Huffman
była nieosiągalna i nikt nie wiedział ani nie umiał się domyśleć
dlaczego.
Tymczasem Huffman już po
szóstej wieczorem wyłączała wszystkie urządzenia elektroniczne i
myślała. Usiłowała sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zabiła kogoś
więcej niż zwykłego kryminalistę. Członka gangu? Szefa organizacji
kryminalnej? Złodzieja, którego szanowali koledzy po fachu?
Jednak to nie było najważniejszym pytaniem.
Najważniejsze pytanie brzmiało: jak ją znaleziono?
Nie miała wielu
przyjaciół, którzy wiedzieli o jej nocnej rozrywce. Ba, nie miała ich
wcale wyłączając Calixa, który też w tym siedział. W pierwszym odruchu
pomyślała, że tajemnicza osoba, czy też osoby, uzyskały informacje
właśnie od niego, jednak szybko odrzuciła ten pomysł. Po pierwsze, ona i
Bay praktycznie wychowywali się razem, chłopak nie byłby zdolny do
czegoś takiego. Po drugie: nawet jeśli byłby zdolny, nie zrobiłby tego z
obawy o własne życie. Pseudonim Harley był dosyć znany w kryminalnym
półświatku, a każdy kto o niej słyszał wiedział też, że pracuje z
Calixem. Gdyby ktoś miał problem z ofiarą pracy H, to Bay byłby na
celowniku zaraz po niej.
Nikt nawet nie wiedział jak wygląda Malefactum, więc jak ją znaleźli?
***
- Zrobiliście to, co wam kazałam? - głos należący do kobiety rozniósł się po pomieszczeniu
- Tak, szefowo. Dziewczyną chyba to wstrząsnęło. - jeden z dwóch osiłków odezwał się głębokim i nieprzyjemnym głosem
- I dobrze. Niech wie, że ktoś siedzi jej na ogonie. Zostawiliście jakieś ślady?
- Żadnych, szefowo.
- Dobrze. Jeszcze nie
pora, żeby wiedziała. Odejść. - dwóch mężczyzn potulnie wyszło z pokoju
zostawiając kobietę samą ze zdjęciem Malefactum. Przejechała paznokciem
po papierowej twarzy dziewczyny.
- Po tylu latach wreszcie cię mam, mała Harley.
W pokoju panowała
absolutna cisza. Jedynym dźwiękiem, który ją mącił były pełne rozpaczy i
bólu krzyki dochodzące z sąsiedniego pokoju. Kobieta uśmiechnęła się.
Uwielbiała te dźwięki.
-
Przepraszam za przerwę w dostawach, ale niestety mam coraz mniej czasu. Wiem, że słyszeliście to już tysiące razy, ale postaram się wstawiać coś regularnie. Trzymajcie się i do następnego xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz