Harley wstała później niż normalnie. Wreszcie mogła się wyspać bez zbędnych ceregieli, takich jak pójście do pracy. Tak, Harley Joyce Huffman wzięła zwolnienie. Nie dlatego, że była chora, co to to nie. Po prostu potrzebowała trochę odpoczynku. Był jeszcze jeden powód - przez ten tydzień wolnego Harley musiała zaplanować morderstwo, a potem wykonać robotę tak, by nie pozostawić po sobie śladów. Krótko mówiąc nie mogły paść na nią żadne podejrzenia, a i tak musiała zapewnić sobie alibi. I chyba już nawet miała pomysł, jak to zrobić.
Dwa dni upłynęły jej na planowaniu. Był to bardzo czasochłonny proces - dziewczyna nie dość, że musiała zapoznać się z okolicą, w której zazwyczaj kręcił się cel, to jeszcze musiała pozostać niezauważona przez owy cel. Dodatkową trudnością było sprawdzenie każdej możliwości rozwoju sytuacji. Musiała także przewidzieć wszystkie ruchy, jakie wykona policja.
W takich momentach dziękowała swojej zmarłej matce za to, że za życia pracowała w policji i chcąc, by jej najstarsze dziecko poszło w jej ślady już od dzieciństwa opowiadała Huffman o metodach pracy na posterunku.
Wreszcie trzeciego dnia urlopu H postanowiła działać. Pogoda nie dopisywała, ale Harley to nie przeszkadzało, lubiła burzę i deszcz. Rano zadzwoniła do Baya i poprosiła go, by poszedł z nią do klubu, do którego zwykła chodzić ofiara by chłopak mógł zapewnić jej alibi. Umówili się na dziewiątą wieczorem przed owym klubem.
Harley zdecydowała, że pomimo chęci zabawy i rozluźnienia, która ogarnęła ją właśnie tego wieczoru, nie mogła sobie pozwolić na chwilę relaksu. Musiała się skupić na czekającym na nią zadaniu.
Gdy już nadszedł czas na przygotowanie się, wyciągnęła z szafy klasyczną małą czarną, którą zazwyczaj zakładała wtedy, gdy według alibi znajdowała się na jakiejś imprezie. Spojrzała na sukienkę i uznawszy, że tym razem chce założyć coś innego, zdjęła z wieszaka niebieską sukienkę na ramiączka, która sięgała jej do połowy ud i uprzednio zdejmując z siebie to, co miała na sobie, założyła kreację na wieczór. Przejrzała się w pełnowymiarowym lustrze i uznając, że ujdzie w tłoku, skierowała się do łazienki by skorzystać z kosmetyków, których zwykle nie używała, co nie oznaczało, iż nie jest w stanie nałożyć na twarz porządnego makijażu.
Po dłuższym czasie spędzonym na 'nakładaniu tapety', Harley założyła czarne szpilki na nogi i biżuterię, z którą nigdy się nie rozstawała - różaniec oraz srebrny pierścionek w kształcie węża oplatającego jej palec. Gdy była już w pełni gotowa, narzuciła na siebie skórzaną kurtkę i wyszła z mieszkania zamykając je na klucz. Nie potrzebowała torebki. Telefon i pieniądze schowała do kieszeni kurtki, a nóż miała schowany pod sukienką w ten sposób, że nic nie było widać.
Dotarcie na umówione miejsca spotkania zajęło jej około piętnastu minut. Dziewczyna szła trzymając nad głową rozłożoną parasolkę by ochronić się przed deszczem. Krople wody miarowo bębniły o naprężony materiał doprowadzając H wydawanym dźwiękiem do szału. Gdy wreszcie mogła złożyć parasol wydała z siebie ciche westchnięcie. Krótko po niej pod klubem zjawił się Bay. Przyjaciele przytulili się na przywitanie. Huffman a i owszem, nie lubiła kontaktu fizycznego, ale tylko z nieznanymi jej osobami, a Calix był dla niej prawie jak brat. Spędzili większość życia we własnym towarzystwie.
- To jak to rozgrywamy? - Calix zajmował się tylko wyszukiwaniem informacji, to Harley była od
planowania
- Wchodzę z tobą do klubu, trochę zostaję udając znudzoną i wychodzę pod pretekstem zmęczenia. Ten facet powinien dzisiaj siedzieć pod Operą. - H mówiła o zabójstwie jakby prowadziła rozmowę o faktach naukowych: w jej głosie nie było żadnych emocji
- W taką pogodę?
- Zawsze tam chodzi kiedy pada.
- Czemu? - jedną z wielu cech Bay'a była nadmierna ciekawość. Harley o tym jeszcze nie wiedziała, ale tą cechę dzielił z Calixem Ashton.
- Nie wiem, po prostu poszperałam i się dowiedziałam. Nie potrzebuję wycieczki po jego psychice. - Huffman ucięła temat i weszła do klubu. Lokal nie był zbyt popularny, więc nie było kolejki, a w środku kręciło się zaledwie kilkanaście osób. Głośna muzyka dudniła z głośników, a dziewczyna czuła wibracje w klatce piersiowej. Harley lubiła głośną muzykę, w kłopotliwych momentach pomagała jej wszystko zagłuszyć.
Bay szybko do niej dołączył. Przyjaciele szybko zaczęli odgrywać swoje role. Calix udawał, że się świetnie bawi, podchodząc od czasu do czasu do H i pytając, czy na pewno wszystko dobrze. Wszystko oczywiście w ramach grania. Harley z kolei świetnie odgrywała rolę zanudzonej na śmierć znajomej, którą wyciągnięto na miasto na siłę. Po około pół godzinie Harley podeszła do Calixa i oznajmiła, że idzie do domu, bo jest zmęczona, a Bay oczywiście nie wychodził z roli tym samym robiąc Huffman awanturę, o to, że przecież próbuje spędzić z nią czas, a ona wychodzi. Po kilku minutach krzyków i wyzwisk na niby, H w końcu wyszła z lokalu i skierowała się w stronę opery. Nie wzięła parasola z powrotem udając, że zapomniała go wziąć w gniewie. Szła ulicą na bosaka, zdjęła buty z nóg, ponieważ zaczęły ją uwierać. Krople deszczu rozbijały się o jej twarz rozmazując makijaż.
Dotarcie do Opery trwało bardzo krótko. Na przeciwko najsłynniejszego budynku w Sydney znajdowało się kilka wieżowców, więc Harley użyła ich jako zasłony. Po prostu schowała się za rogiem jednego z nich obserwując wejście do Opery. Nie musiała długo czekać.
Ofiara pojawiła się około dwudziestej drugiej. Mężczyzna nadszedł z lewej strony Harley, czyli akurat z tej strony, z której dziewczyna była zasłonięta budynkiem. Już mokre włosy oklapły jej na czoło, więc była zmuszona do ciągłego odgarniania dłuższych kosmyków z oczu. Facet już wchodził po schodach, by na nich usiąść, a Huffman miała zamiar ruszyć w jego stronę, ale wtedy ofiara poślizgnęła się na śliskiej powierzchni, upadając na plecy i uderzając głową w marmurowe stopnie. H jeszcze przez chwilę pozostała w ukryciu. Czekała na jakiś ruch z jego strony. Dopiero gdy ujrzała czerwony, gęsty płyn cieknący po schodach ruszyła się z miejsca. Musiała coś zrobić, ponieważ byłoby to podejrzane, gdyby nie zadzwoniła po pogotowie, a mimo okropnej pogody po okolicy kręciło się paru ludzi. By zachować autentyczność Harley podbiegła do faceta, którego jeszcze przed chwilą miała zabić, ale szczęśliwy dla niej wypadek zmył z niej tą przykrą powinność. Uklękła przy nim i uniosła jego głowę do góry. Nawet nie będąc specjalistką była w stanie stwierdzić, że lekarze go już nie odratują. Wyciągnęła telefon z kieszeni kurtki, wybrała numer alarmowy i zadzwoniła.
Odebrała operatorka linii, a Huffman poprosiła o wezwanie karetki oraz podała wszystkie potrzebne informacje, modulując głosem tak, by brzmieć na przejętą i roztrzęsioną. Gdy kobieta po drugiej stronie słuchawki pozwoliła jej się rozłączyć, H skończyła połączenie, schowała komórkę z powrotem do kieszeni i usiadła na schodach. Owszem, były chłodne i mokre, ale średnio ją to interesowało. Najwyżej dostanie zapalenia pęcherza.
Deszcz nie przestawał padać. Krople wody toczyły się po twarzy dziewczyny i moczyły jej ubranie. Z makijażu nie pozostało już nic do rozmazania. H zdawała sobie sprawę z tego, że musi wyglądać tragicznie, ale jakoś się tym nie przejmowała. Deszcz zmywał gęstą krew ze schodów Opery, na co Huffman patrzyła z zainteresowaniem. Wystarczyło trochę wody, by wszelki ślad po wypadku zniknął. Nie martwiła się o ewentualne zarzuty morderstwa - na miejscu nie było jej odcisków poza tymi, które zostawiła unosząc głowę ofiary, ale przecież powie, dlaczego się tam znalazły.
Karetka przyjechała po dziesięciu minutach. Ratownicy zabrali mężczyznę do karetki, a Harley, która przekonująco udawała roztrzęsioną do granic możliwości dziewczynę, która zadzwoniła po pogotowie, okryli pomarańczowym kocem oraz podziękowali jej za telefon. Gdy tylko pojazd uprzywilejowany odjechał, Huffman zrzuciła z siebie koc, wzięła go do ręki, wstała ze schodków i ruszyła w drogę powrotną do domu. Po drodze wysłała sms-a do Calixa o tym, co zaszło oraz obietnicą spotkania się w niedługim czasie by opowiedzieć wszystko dokładniej.
Kiedy Huffman już zbliżała się do domu, ciszę panującą w uliczce przerwały pierwsze tony piosenki, którą miała ustawioną na dzwonek. Dziewczyna szybko wyciągnęła urządzenie i odebrała połączenie.
- Halo?
- Harley, potrzebuję przysługi. - w słuchawce rozległ się znajomy głos. Problem polegał na tym, że należał do Irwina, ale H nie przypominała sobie podawania mu swojego numeru.
- Skąd masz mój numer?
- Calum mi podał.
- Konfident. - dziewczyna westchnęła krótko - Dobra, czego chcesz?
- Mogę do ciebie wpaść? Ale tak na noc? - chłopak zapytał niepewnie, a Harley aż przystanęła z zaskoczenia
- Żarty sobie robisz?
- No właśnie nie bardzo. Kurwa, strasznie mi głupio, ale trochę nie mam wyjścia.
- Ugh, czemu dzwonisz do mnie? Caluma nie ma w domu? - Huffman wydała z siebie jęk złości, odgarniając mokre włosy z czoła oraz ponownie ruszając w stronę kamienicy
- Dzisiaj nocuje u Vee i chyba wolę nie wiedzieć, co mają zamiar robić. - ton Ashtona nie pozostawiał nic w strefie domysłów
- A reszta twoich przyjaciół? - H naprawdę nie uśmiechało się przenocowywać Ashtona. Jedyne, na co miała ochotę to ciepły prysznic, o ile będzie ciepła woda, i wieczór przed telewizorem z kubełkiem lodów.
- Luke i Michael gdzieś wychodzą na całą noc.
- Tak w ogóle to dlaczego nie możesz po prostu wrócić do domu? - Huffman już wchodziła do mieszkania rzucając szpilki na dywan w przedpokoju
- Nie każ mi tego mówić. - Ash zaczął błagać tonem przepełnionym zażenowaniem
- Mów.
- Wyszedłem z domu i zgubiłem klucze. - na te słowa Harley uśmiechnęła się pod nosem
- I co teraz zrobisz?
- Muszę czekać, aż siostra wróci z imprezy, ma drugi komplet kluczy. H, błagam, nie mam co ze sobą zrobić. - Harley pomyślała o tym, że sama nie chciałaby znaleźć się w takiej sytuacji w taką pogodę. Irwin wziął ją na litość.
- W porządku, możesz u mnie nocować. Gdzie jesteś? - w słuchawce na chwilę zapadła cisza
- Tak właściwie to prawie pod twoim mieszkaniem.
- Super. To przygotuj się na straszydło pod drzwiami. - Huffman miała głęboko w nosie to, że Ashton zobaczy ją wyglądającą jak siedem nieszczęść
- Nie może być tak źle.
- Przyjdź to się przekonasz. Cześć. - Harley rozłączyła się i poszła do swojego pokoju chociaż po to, żeby przebrać się w piżamę. Potem szybko schowała wszystko, co mogło świadczyć o jej nocnym zajęciu. Po kilku minutach od telefonu chłopaka po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. H poszła do przedpokoju i uprzednio patrząc przez wizjer otworzyła drzwi.
- Wchodź i nie oceniaj. Mam bałagan jak się patrzy. - stwierdziła i odsunęła się na bok, by wpuścić Irwina do środka, zamykając drzwi gdy ten już wszedł do mieszkania. Pokazała mu co gdzie się znajdowało i oświadczyła, że będzie spał u niej w pokoju i żeby nawet się nie kłócił, bo nic nie wskóra. H i tak czuła w kościach, że tej nocy raczej nie prześpi, więc nie było sensu, żeby gość cierpiał na średnio wygodnej kanapie. Gdy dziewczyna już miała iść do łazienki w celu doprowadzenia się do porządku, zatrzymał ją Ash.
- Czemu tak wyglądasz? - głos chłopaka zmusił ją do zatrzymania się na chwilę i udzielenia odpowiedzi
- Opowiem ci jak będę wyglądać bardziej jak człowiek. - Huffman odpowiedziała zdawkowo, po czym nareszcie mogła wziąć upragniony prysznic, który szczęśliwe okazał się ciepły. Harley umyła włosy, zmyła rozmazany makijaż oraz pozbyła się brudu z ciała przy pomocy żelu pod prysznic o zapachu gorzkiej czekolady z pomarańczą. Gdy już wyglądała bardziej jak człowiek wyszła z pomieszczenia i od razu wróciła do salonu, gdzie usiadła na kanapie w bezpiecznej odległości od Ashtona. Powinna odczuwać chociaż lekki dyskomfort siedząc w piżamie obok Irwina, którego praktycznie nie znała, ale nie przeszkadzało jej to. Nie miała się czego wstydzić. No, może poza tą ohydną blizną na prawej łydce i kilku siniakach na obu nogach.
Przez chwilę siedzieli w ciszy, ale w końcu Irwin podjął temat.
- No? Miałaś mi powiedzieć dlaczego tak wyglądałaś. - Ashton upomniał się o odpowiedź na wcześniej zadane pytanie. Harley odwróciła głowę w jego stronę, po czym usiadła na kanapie bokiem tak, by nie musieć co chwila okręcać głowy tym samym przyprawiając się o ból karku. Łokieć lewej ręki wsparła na oparciu mebla tak, by właśnie lewa ręka stanowiła oparcie dla głowy. Zaczęła podświadomie bawić się kosmykami z tyłu głowy, które opadały jej na kark. Zadbane paznokcie jej prawej dłoni niespokojnie drapały także prawe kolano.
- Wyszłam z przyjacielem do klubu i zapomniałam parasolki. - stwierdziła wzruszając ramionami. Reakcja Ashtona lekko ją zdziwiła, ponieważ chłopak zaśmiał się krótko.
- Co cię tak śmieszy?
- Cóż, wyglądałaś, jakbyś się szykowała do poważnej rozmowy. Uznałem to za dosyć zabawne. - Ashton wyznał uśmiechając się radośnie - Jakie jest twoje pełne imię?
- O nie, chyba nie zamierzasz grać ze mną w dziesięć pytań, prawda? - H zapytała już szykując się na nieciekawy wieczór
- Co? Nie, po prostu jestem ciekawy. - Irwin potrząsnął głową
- Harley Joyce Huffman. A twoje? - H nie pytała z ciekawości, kierowała nią czysta chęć zwracania się do niego po nazwisku
- Ashton Fletcher Irwin. - po odpowiedzi Asha nastała cisza, którą Harley nie była skrępowana, ale Ashton za to już tak
- To co robimy?
- Jak to 'co robimy'?
- No przecież nie będziemy nic nie robić cały wieczór. O której zazwyczaj kładziesz się spać?
- Kiedy uda mi się zasnąć, czemu cię to interesuje? - H zaczęła irytować dociekliwość nowego towarzysza
- Okej, to mamy nieograniczoną ilość czasu. Co robimy? Oglądamy film, gramy w jakieś gry? Masz może Cards Against Humanity?
- Żartujesz, tak? Zgadzając się na przenocowanie ciebie nie liczyłam na granie w gry planszowe.
- Podobno mnie lubisz. - Ash poczuł się zdezorientowany
- Tak, ale nie jestem osobą, z którą łatwo nawiązuje się kontakty towarzyskie, rozumiesz?
- Jakoś tego nie odczułem. To co, gramy w coś czy oglądamy filmy?
- Filmy i próbujesz być miły, ale ci nie wychodzi. Tam jest szafka z płytami, podejdź i wybierz sobie coś. - Huffman powiedziała wskazując dłonią na mebel stojący przy telewizorze. Irwin podszedł do wskazanej szafki, pogrzebał trochę i wybrał opakowanie z płytą. Czując się jak u siebie odpalił zarówno telewizor jak i odtwarzacz, po czym puścił film.
- Idę zrobić herbaty, ty siedź i oglądaj. Znam to na pamięć. - Harley stwierdziła, gdy tylko pojawiły się napisy początkowe. Wstała z kanapy i udała się do kuchni, by zrobić dokładnie to, co powiedziała, że zrobi.
Resztę nocy nasza dwójka spędziła na oglądaniu różnych filmów z kolekcji H. Ashton poszedł się położyć około trzeciej, ale Huffman siedziała na kanapie niewzruszona. Położyła się dopiero około piątej nad ranem, a i tak pomimo zmęczenia nie była w stanie zasnąć. Dziewczyna zaczęła poważnie myśleć nad wizytą u lekarza w celu wypisania leków na bezsenność, na którą przecież cierpiała, ale bała się lekarzy.
Gdy Harley wreszcie udało się zasnąć dochodziła siódma. Huffman spała naprawdę długo, przykryta grubym kocem. Nie wiedzieć czemu, ale było jej strasznie zimno, chociaż na zewnątrz było naprawdę ciepło. Kiedy Ash otrzymał sms-a od siostry, że może już wrócić do domu, co miało miejsce w okolicach jedenastej, postanowił nie budzić koleżanki, więc po prostu wyszedł z mieszkania najciszej jak potrafił. Oczywiście zostawił po sobie ślad - małą karteczkę zapisaną jego charakterem pisma traktującą o powodzie jego nieobecności.
Kiedy dziewczyna obudziła się wczesnym popołudniem i przeczytała wiadomość, delikatnie się uśmiechnęła. Pomyślała, że to całkiem miłe ze strony Irwina, iż postanowił ją powiadomić o wyjściu.
Polubiła go, ponieważ wtedy nie jawił jej się jako egocentryczny chłopak z kawiarni, który blokuje kolejkę i podsłuchuje pracownice.
Teraz jawił jej się jako ewentualny materiał na przyjaciela. I to dobrego przyjaciela.
-
Jestem z kolejnym rozdziałem :) Trochę czasu minęło, ale pochłonęły mnie inne sprawy, więc wiecie. Oczywiście zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach ;) Do następnego, aniołki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz