poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 3

Ten dzień zapowiadał się nieciekawie dla Harley. Nie dość, że dziewczyna spała wyjątkowo źle tej nocy, to jeszcze miała podwójną zmianę w kawiarni. Z kolei na wieczór też miała swoje plany, więc szybsze położenie się spać nie wchodziło w rachubę.

Krótko mówiąc H padała na twarz ze zmęczenia, a czekał ją naprawdę długi dzień.

Rano dziewczyna ledwo zwlekła się z łóżka, a gdy już to zrobiła, niemalże od razu zapragnęła wrócić pod kołdrę. Marzenie ściętej głowy. Wyklinając pod nosem wszystko, na czym świat stoi Harley wyszykowała się do pracy i wyszła z mieszkania. Oczywiście jak zwykle do kawiarni doszła na piechotę.

Jak na złość akurat tamtego dnia w jej miejscu pracy musiał być niebywały ruch. H od dawna wiedziała, że ma pecha, ale nigdy nie podejrzewała go o taki zasięg. Przez ten tłok Huffman pomyliła zamówienia, chyba po raz pierwszy podczas pracy w tamtym miejscu, co tylko jeszcze bardziej zepsuło jej humor. O ile to było możliwe.

Ale jej dzień jeszcze nie do końca był stracony, tylko Harley o tym nie wiedziała. Musiała poczekać do naprawdę późnej nocy by się o tym przekonać.

Victorii nie było w pracy tamtego dnia, więc Huffman nie miała nawet z kim porozmawiać. Owszem, w kawiarni pracowało jeszcze kilkoro osób, ale H wyjątkowo nie miała ochoty na pogawędkę z kimkolwiek z nich.

Jej humor odrobinę się polepszył gdy do "Jetblack Espresso" zawitał Calum. Stało się to w godzinach mocno popołudniowych, kiedy słońce już powoli chyliło się ku zachodowi. Harley przyjaźniła się z Hoodem, to Vee ich ze sobą poznała, a oni się polubili. Cal cenił H za jej opanowanie i wieczne przebywanie na pomoc gdy tylko ktoś jej potrzebował, Harley z kolei uwielbiała radosną atmosferę, którą chłopak roztaczał wokół siebie.

- Hej, Harley, jak sobie radzisz bez Vee? - ciemnowłosy zapytał już na wejściu. Zabiegana H tylko uśmiechnęła się w jego stronę dając mu znać, że jak tylko znajdzie czas to chętnie z nim porozmawia. Hood zrozumiał przesłanie tego prostego gestu i poszedł usiąść przy swoim ulubionym stoliku, tym po prawej stronie kasy.

Gdy ku uldze Huffman ruch w kawiarni trochę zelżał i nie musiała cały czas stać na kasie, skierowała się ku przyjacielowi, który czekał na nią już dłuższy czas. Opadła na krzesło obok Caluma z głośnym westchnięciem, jednocześnie rzucając ścierkę, którą miała przewieszoną przez ramię na blat stołu.

- Ciężki dzień, co? - chłopak zapytał uśmiechając się do niej ze współczuciem

- Nawet sobie nie wyobrażasz. Dawno nie było takiego ruchu tutaj. - Harley udzieliła odpowiedzi zgarniając niesforny kosmyk włosów z czoła

- Masz pecha, H, trafiło ci się tyle osób akurat kiedy Vee wzięła dzień wolny. - Cal stwierdził kończąc zdanie krótkim i cichym śmiechem

- Powiedz mi coś, o czym nie wiem. - Huffman uśmiechnęła się gorzko bawiąc się różańcem na swojej szyi

- Mmm, okej. Ashton mi o tobie opowiadał. - Hood powiedział uważnie obserwując reakcję przyjaciółki

- To takie ważne? - większość dziewczyn na miejscu H zaczęłaby wypytywać o treść tychże opowieści, ale Harley średnio to interesowało

- No chciałaś żebym powiedział coś, o czym nie wiesz, więc to zrobiłem. Nie chcesz wiedzieć, co mówił?

- Średnio mnie to interesuje, ale jeśli musisz, to mów. - brunetka odpowiedziała obojętnym tonem, co nie przeszkodziło Calumowi w rozpoczęciu długiego wywodu o treści jego rozmów z Ashtonem

- Mówił, że cię lubi, bo nie jesteś taka jak wszystkie dziewczyny, które zna. Wspomniał coś o tym, że jesteś spostrzegawcza, ale nie potrafi cię rozgryźć, bo raz zachowujesz się jakbyś go nienawidziła, a innym razem jakby był twoim przyjacielem. To chyba tyle. - chłopak skończył swoją wypowiedź wzruszając ramionami

- Dzięki, że mi to przekazałeś, Cal. Teraz będę wiedziała, żeby bardziej mu okazywać moją
nienawiść. - Harley zażartowała uśmiechając się pod nosem, a Calum krótko się zaśmiał

- A ty?

- Co ja? - H zapytała zdezorientowana nagłym pytaniem chłopaka

- Co o nim myślisz? - po tonie Hooda można było z łatwością wywnioskować, że był on naprawdę ciekawy opinii przyjaciółki

- Jest miły i przyjazny, ale na początku mnie wkurzył tym blokowaniem kolejki. I wydał mi się być całkiem inteligentny, chociaż jego wyraz twarzy wskazuje na coś przeciwnego. - Huffman odpowiedziała wystukując paznokciami pomalowanymi na fioletowo rytm piosenki, która utkwiła jej w głowie. Dziewczyna miała pewną dziwną cechę - nie była w stanie nie robić nic ze swoimi dłońmi, po prostu nie mogła. Jej palce zawsze coś robiły, jeśli nie bawiły się różańcem, to wystukiwały rytmy na twardych powierzchniach. W niektórych sytuacjach Harley miała w bardzo denerwującym ją zwyczaju obgryzanie skórek.

- Nawet nie waż mi się tego mu powtarzać, jasne? To ma zostać między nami. - po chwili ciszy Harley odezwała się tak cicho, że był to niemalże szept

- Czemu tak ci na tym zależy? - Calum odpowiedział trochę głośniej niż dziewczyna

- Nie chcę, żeby sobie pomyślał, że zostaniemy przyjaciółmi. Wiesz, że nie lubię robić złudnych nadziei.

- Dlaczego? Przecież go lubisz. Chyba. - przy sposobie, w jaki H mówiła o Ashtonie Calum nie był pewny stosunku Huffman do Irwina

- Po prostu mam dosyć. I w zasadzie to jest mi obojętny. - Harley sprostowała tonem niewyrażającym żadnych emocji

- Czego masz dosyć? - Hood dopytał

- Słuchaj, co myślisz o tym, żeby urządzić przyjęcie niespodziankę dla Vee? Niedługo ma urodziny. - H zmieniła temat, jak zawsze, gdy rozmowa zbaczała na temat, na który nie chciała rozmawiać. Jej przyjaciele nauczyli się, żeby nie wracać do poprzedniego tematu jeśli Huffman robiła coś takiego.

- To jest niegłupi pomysł, tylko ktoś musi się zająć organizacją tego wszystkiego. Moglibyśmy to zrobić razem.

- Super. - Harley odwróciła głowę w stronę lady, gdzie czekał nowy klient. Westchnęła żałując, że nie mogła porozmawiać dłużej.

- Muszę wracać do pracy. Zamawiasz coś?

- Nie, dzięki. I tak będę zaraz szedł. - Calum wstał od stołu, a H szybko zrobiła to samo. Chłopak przytulił ją na pożegnanie i wyszedł z lokalu, Huffman natomiast skierowała się za ladę.

- Witam w "Jetblack Espresso", co podać?

***

Była dwudziesta druga wieczorem, miasto już dawno skryło się pod osłoną ciemności. Harley właśnie wracała do domu, jej buty miarowo obijały się o chodnik. Miała jeszcze jedną rzecz do zrobienia, a tak bardzo chciała już położyć się do łóżka. Szła swoim tempem z głową spuszczoną w dół i słuchawkami w uszach, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za ramię. Odruchowo wyszarpnęła rękę, wyciągnęła słuchawki i szybko uniosła głowę. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że to nie był jakiś zboczeniec. To znaczy i tak by sobie z takim poradziła bez problemu, ale wolała sobie nie robić niepotrzebnych kłopotów. Przed nią stał Ashton.

- Hej, spokojnie, to tylko ja. - chłopak powiedział z uśmiechem na twarzy - Czego słuchałaś? - Harley bez słowa podała mu jedną ze słuchawek, z których wciąż sączyły się dźwięki piosenki. Ash przyjął pchełkę, wsadził ją do ucha i pokiwał głową zadowolony słysząc refren "Anarchy In The UK".

- Lubię ich. Czego jeszcze słuchasz?

- Wszystkiego, co mi wpadnie w ucho. - H odpowiedziała zdawkowo - Co robisz na ulicy o dwudziestej drugiej?

- Wybieram się gdzieś. Chcesz iść ze mną? - Irwin zapytał pełen entuzjazmu

- Ale gdzie?

- Gdzieś. No chodź, nie pożałujesz.

- Ashton, poznaliśmy się dwa dni temu. Dlaczego myślisz, że pójdę z tobą? - Huffman powiedziała krzyżując ręce na klatce piersiowej

- Bo uważasz, że jestem miły, przyjazny i całkiem inteligentny. - chłopak wymieniał wszystko z uśmiechem na ustach

- Calum, ty konfidencie. - Harley mruknęła pod nosem, po czym jęknęła przeciągle i spojrzała na Irwina - W porządku, pójdę z tobą. - po uzyskaniu zgody Ashton bez słowa chwycił dłoń Harley i zaczął ją prowadzić w stronę plaży. W pierwszym odruchu dziewczyna chciała wyszarpnąć swoją rękę, ale stwierdziła, że w sumie to jej to nie przeszkadza. Nasza dwójka szła chodnikiem w ciszy od czasu do czasu ocierając się ramionami. Gdy już zbliżali się plaży Harley dostrzegła łunę światła bijącą od morza.

- Ashton, co się tam dzieje? - zapytała jednocześnie wspinając się na palce, próbując dostrzec cokolwiek, co pomogłoby jej zgadnąć, co działo się nad wodą

- Jak dojdziemy to zobaczysz. - Ash odpowiedział odgarniając włosy z oczu wolną ręką

- Coś ty taki tajemniczy dzisiaj?

- Tak jak ty na porządku dziennym. - Irwin zażartował chichocząc pod nosem - Nie chcę ci psuć zaskoczenia. - H już się nie odzywała, tylko cierpliwie dawała się prowadzić. Gdy wreszcie znaleźli się w odległości, która pozwalała dziewczynie dostrzec tłum ludzi stojących na piasku, wydała z siebie ciche westchnienie podziwu. Każdy człowiek znajdujący się na plaży trzymał w dłoniach zapalony lampion. Światło bijące od nich rozpraszało mrok otulający każdą osobę z osobna. W momencie, w którym Ashton i Harley znaleźli się na piasku, dziewczyna błyskawicznie zrzuciła z siebie buty, chwyciła je w dłonie i pobiegła ku morzu. Zanurzyła stopy w chłodnej wodzie, obróciła się twarzą do ludzi i z tej pozycji podziwiała to, co zaraz miało się wydarzyć. Po krótkiej chwili Ash podszedł do niej także stając w wodzie.

- I co? Warto było się mnie posłuchać?

- Czy ja wiem... - Huffman odpowiedziała udając znudzoną. Wiedziała, że ten numer nie przejdzie, bo Irwin widział jej entuzjazm, ale fajnie było poudawać. Ashton spojrzał na nią unosząc jedną brew w wyrazie niedowierzania - Żartuję, to jest świetne. Dzięki, że mnie tu zaciągnąłeś.

- Nie ma za co. Gdzieś powinni być Calum, Michael i Luke, pójdę ich znaleźć. - Ash wyszedł z wody i ruszył na poszukiwania przyjaciół, natomiast H wciąż podziwiała piękno czegoś tak banalnego jak lampiony. Może i wyglądała na ponurą dziewczynę, ale chociaż przez przeważającą ilość czasu zachowywała się tak, jakbyś ją o to podejrzewał widząc ją na ulicy, to gdy widziała coś naprawdę cudownego, nagle zamieniała się w małe dziecko, które jest zachwycone tym, co widzi. I to był jej urok - zyskiwała na bliższym poznaniu.

Ashton wrócił po stosunkowo długim czasie. Szedł na czele grupki, z której H znała tylko Caluma.
Gdy chłopcy podeszli do niej to właśnie Cal przyjął na siebie rolę przedstawienia towarzystwa przyjaciółce.

- Harley, to są Michael i Luke, Ashtona znasz. Michael i Luke, to Harley. - Cal wskazał kolejno na osobnika z czerwonymi włosami i chłopaka z piercingiem w wardze

- Czemu nie Haley? - Michael odezwał się pierwszy

- Bo moja mama zrobiła literówkę przy wpisywaniu imienia w urzędzie, a potem nie chciało jej się tego zmieniać. Dlaczego czerwony?

- Bo Michael ma nie po kolei w głowie. - Hood szybko udzielił odpowiedzi, po której wszyscy zaśmiali się krótko. Wszyscy oprócz Harley, która tylko uśmiechnęła się radośnie.

Ashton spojrzał na zegarek na jego lewym nadgarstku i rozciągnął usta w uśmiechu.

- Jeszcze chwila i powinni wypuszczać lampiony. Calum, przyniosłeś nasze? - w odpowiedzi Cal wyciągnął jeszcze nierozpakowane lampiony z siatki, którą miał ze sobą, po czym wręczył po jednym każdemu z chłopaków. W dłoni zostały mu dwa.

- Vee miała przyjść, ale napisała do mnie, że jej nie będzie. Chcesz wypuścić lampion, H? - chłopak zapytał wyciągając przedmiot w stronę Harley

- Dlaczego oni wszyscy je wypuszczają? - dziewczyna zapytała ciekawa, skąd tak duże zbiorowisko ludzi jednocześnie odbierając lampion od przyjaciela

- Jeden lampion symbolizuje zmarłą osobę. Wypuszczamy je, żeby o nich nie zapomnieć. - Luke szybko wyjaśnił

- Och, okej. Następnym razem przyniosę więcej lampionów. - drugą część wypowiedzi powiedziała tak cicho, że nie usłyszał nikt oprócz stojącego tuż obok Caluma. Wszyscy rozpakowali swoje lampiony, zapalili je i czekali na sygnał zwiastujący wypuszczenie ich z dłoni.

Około dwudziestej trzeciej po plaży rozniósł się dźwięk trąbki. Zgromadzeni ludzie zaczęli puszczać lampiony, które uniosły się ku niebu. Widok był niesamowity. Tysiące zapalonych świec poszybowało ku górze, tworząc morze światła rozpraszające mrok. Chłopcy wypuścili lampiony równo z trąbką, ale Harley wciąż trzymała swój w dłoni. Rozejrzała się po twarzach otaczających ją ludzi. Kilka osób mamrotało coś pod nosem, po policzkach niektórych spływały łzy, a jeszcze inni wpatrywali się w światła z błogim uśmiechem. Harley poczuła się zjednoczona z przecież obcymi jej ludźmi, wszyscy mieli ze sobą coś wspólnego - stracili kogoś ważnego. H spojrzała na swój lampion, po czym delikatnie uniosła rękę do góry wypychając go w powietrze. Na jej twarzy zagościł uśmiech. Chłodna woda obmywała jej stopy, morska bryza zwiewała włosy na twarz a obok siebie miała osoby, co do których miała pewne przeczucie. To przeczucie mówiło jej, że zostaną przyjaciółmi i szczerze podobał jej się ten pomysł.

***

Wydarzenie na plaży zakończyło się imprezą. Harley trochę się wstawiła, ale mogła sobie na to pozwolić, ponieważ następnego dnia miała wolne. Do domu odprowadził ją Ashton mimo jej usilnych protestów. Ponownie przemierzali drogę w ciszy, już nie trzymając się za ręce. Gdy wkroczyli do dzielnicy, w której mieszkała H, Ashton trochę się zaniepokoił.

- Mieszkasz tutaj?

- Tak. Jak będziesz wracał to uważaj na siebie. I nikogo nie zaczepiaj. A jak już ktoś na ciebie wpadnie, to powiedz, że mnie znasz. Powinno zadziałać. - mimo alkoholu buzującego w jej głowie Huffman nie zapomniała pouczyć Ashtona o podstawach przeżycia w tym rejonie Sydney

- Jesteś aż tak groźna? - Ash zapytał zaciekawiony jednym aspektem instruktażu H, ale ta nie odpowiedziała. Irwin odprowadził ją pod same drzwi jej mieszkania pomagając jej wcelować kluczem w zamek, ponieważ trzęsące się dłonie Harley i stan upojenia alkoholowego trochę utrudniały to zadanie. Już przechodząc przez próg H obróciła głowę, by podziękować Ashtonowi za odprowadzenie, po czym szybko zamknęła drzwi na klucz. Wyczerpana nawet się nie rozebrała i po prostu położyła się do łóżka w ubraniu.

Tamtej nocy spała wyjątkowo dobrze. Może była to zasługa wyczerpania, może alkoholu, ale po raz pierwszy od dawna Harley miała naprawdę przyjemny sen.

Śniła jej się rodzina. Jej rodzina. Mama, tata, starszy brat i młodsza siostra.

To był naprawdę dobry sen.

-

Jestem z trzecim rozdziałem. Fajnie mi się go pisało :) Co sądzicie o postaci Harley?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz